Czołgi walczą w budżecie partycypacyjnym. Wyrzucony drzwiami wróci oknem?
28 stycznia 2017
Piknik historyczny w porcie Żerańskim od kilku lat cieszył się dużym zainteresowaniem mieszkańców. W zeszłym roku go nie było. Dlaczego?
Choć oficjalne argumenty władz były zupełnie inne, to i tak cały polityczny światek Białołęki wiedział, że to zemsta na radnym Marcinie Korowaju za opuszczenie Platformy i spowodowanie największego w historii dzielnicy kryzysu władzy. Korowaj był inicjatorem tej imprezy w naszej dzielnicy i rokrocznie angażował się w jej organizację.
Miłośnicy militariów musieli obejść się smakiem.
Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
Podobnie zresztą będzie w tym roku. Radny jednak nie odpuścił i zgłosił do budżetu partycypacyjnego na rok 2018 organizację trzydniowego pikniku z czołgami i innym ciężkim sprzętem wojskowym w roli głównej.
- Projekt corocznie cieszył się olbrzymim zainteresowaniem mieszkańców, był określany mianem największej inicjatywy tego typu w Warszawie, a swoim charakterem wykraczał poza ramy Białołęki - mówi radny Korowaj.
Mieszkańcy zadecydują, czy chcą tej imprezy.
(red)
.








































