Zespół zgryźliwego frustrata, czyli co przeszkadza naszym sąsiadom
20 października 2016
Sprawą malowania kredą na chodnikach żyła przez kilka dni cała Białołęka. Dziwaczny sprzeciw wobec chodnikowej twórczości wywołał lawinę a zakończył się unikalną spontaniczną społeczną akcją. Okazuje się, że nie tylko bazgranie po chodnikach denerwuje miłośników idealnego porządku na naszych osiedlach.
Kryzys zmiótł tramwaje. Białołęka boleśnie poszkodowana
Kryzys gospodarczy bezlitośnie ujawnił gorzką prawdę: Warszawy nie stać na wszystkie planowane linie tramwajowe.
Na początku października rodzice Julii z konsternacją przeczytali wezwanie treści następującej: "Prosimy rodziców Julii o posprzątanie chodnika pomiędzy budynkami Kartograficzną 58b, a Kartograficzną 58c po radosnej, sobotniej twórczości córki (...) Jeżeli macie państwo kłopoty z zakupem kartek papieru dla Julii na twórczość plastyczną, to my pomożemy". Podpisani pod listem wezwaniem "Mieszkańcy mamy nadzieję czystego i niezdewastowanego osiedla" powołali się nawet na podstawę prawną - uchwałę z regulaminu osiedla.
Manifest przy Kartograficznej
List pojawił się na Facebooku i się zaczęło. Białołęka zareagowała gremialnym oburzeniem na miłośników niezmąconego dziecięcymi rysunkami porządku. Mieszkańcy w komentarzach nie pozostawili na nich suchej nitki. Z tego oburzenia narodziła się idea wspólnego zamalowania chodników na Kartograficznej. Przez Internet mieszkańcy skrzyknęli się na sobotę 8 października. Sprawa trafiła nie tylko do lokalnych, ale i ogólnopolskich mediów. W akcji wzięło udział wiele znanych osób, był m.in. Filip Chajzer z ekipą telewizyjną. Wspólne spotkanie okazało się manifestem "radosnej twórczości" chodnikowej.
Piłka na trawniku
Chodniki zostały zamalowane, a zwolennicy sterylnych osiedli przywróceni do pionu. Tyle że kuriozalny sprzeciw przy Kartograficznej wcale nie jest odosobnionym przypadkiem. Oburzenie niektórych sąsiadów budzi też na przykład zabawa z dziećmi piłką na trawniku. Pewien najwyraźniej sfrustrowany mieszkaniec osiedla na Tarchominie umieścił na jednym z forów internetowych taki oto wpis: "Dzisiaj na naszym osiedlu sąsiedzi z dołu dewastowali trawnik grając z dziećmi gumową piłką. 2 dorosłych ludzi: mężczyzna ok. 90 kg i kobieta ok. 60 razem z 3 dzieci około 20 kg każde biegało bezczelnie po naszym trawniku niszcząc zieleń. Jak można było do tego dopuścić? Gdzie był ochroniarz? Dlaczego nie zabrał piłki i nie przebił jej? Gdzie jest mandat dla tak podłego zachowania? Przecież granie w piłkę jest zakazane, można było nią wybić okno! (...) Dodatkowo proszę zwrócić uwagę na uszkodzenie chodnika kredą....".
Wpis nie jest nowy, ale wypłynął niejako przy okazji sprawy "kredy z Kartograficznej". Mieszkańcy znów się skrzyknęli i na 15 października zaplanowali akcję "Malujemy kredą chodniki cz. II". Tym razem spotkali się na osiedlu Strumykowa, żeby znów pomalować chodnik i pobawić się piłką.
Zespół zgryźliwego frustrata
Te dwie sprawy dały asumpt do wymieniania się informacjami o sąsiadach, którym przeszkadza dosłownie wszystko. Jest ich wbrew pozorom całkiem sporo. Mieszkańcy Białołęki zaczęli o nich opowiadać.
- Moja sąsiadka przybiega z pretensjami, kiedy tylko córeczka zapłacze. Pisze donosy do administracji, że co dzień słyszy "patologiczny płacz dziecka". Nie pomagają tłumaczenia, że półrocznemu dziecku zdarza się zapłakać" - relacjonuje Magda.
- Mój sąsiad skarży się, że ciągle puszczam wodę w łazience i urządzamy "kąpielowe orgie". Już boję się nawet wykąpać po pracy - dodaje Agnieszka. - Sąsiadka z bloku przyszła do mnie ze skargą, że moje dziecko hałasuje na placu zabaw, a jej się na balkonie kura nie chce przez to nieść, ręce opadają - dodaje swój wpis w katalogu absurdów Joanna.
Niby nic takiego, ale tacy wiecznie piszący donosy, wiecznie protestujący sąsiedzi potrafią zatruć życie. A są i poważniejsze przypadki. Zdarza się, że tacy sąsiedzi, którzy jak pewien kandydat na posła chcieliby "żeby nie było niczego", rozrzucają na chodnikach szkło, bo przeszkadzają im dzieci na rowerach, o zabójczych trutkach na psy i koty już nawet nie wspominam, bo to kryminalna sprawa. Oczywiście, że na osiedlach trzeba przestrzegać pewnych reguł, ale nie dajmy się zwariować, dajmy odpór takim dzisiejszym "ORMO-wcom". Póki co mieszkańcy Białołęki potrafią zamanifestować solidarny opór i niezgodę na absurd. Serce rośnie!
(wk)
.





































