Zdrowie, aktywność, historia
5 października 2011
"Echo" rozmawia z Beatą Przybyszewską-Kujawą, kandydatką do Sejmu z listy PO.
Warszawa tonie w starych ubraniach. Mieszkańcy krytykują ratusz
Warszawski Zarząd Oczyszczania Miasta na Facebooku zwraca uwagę mieszkańcom na nagminne pozostawiane stare ubrania, które piętrzą się wokół pojemników na zużytą odzież. Jak przypominają urzędnicy "tekstyliów można się pozbyć legalnie". Co na to komentujący tę sprawę warszawiacy?
Wydawanie czasopisma, organizacja kongresów i targów, wykłady na Wydziale Farmacji, Akademia SPA, a w ostatnich latach - działalność w Rodzinie Katyńskiej i Policyjnej...
- Nie mówiąc już o własnej rodzinie i potrzebach dwóch synów. Owszem, dużo tego. Moje pasje i związane z nimi obowiązki ewoluowały, zawsze jednak najbliższe były mi sprawy ludzi, ich problemy, na które realny wpływ ma właśnie polityka. I dlatego postanowiłam się z nią zmierzyć. Wśród moich zainteresowań priorytetem jest medycyna. Jako sprawę pierwszoplanową postrzegam więc profilaktykę oraz promocję zdrowego stylu życia.
- Co proponuje Pani wyborcom, kandydując z 18 miejsca listy PO?
- Będąc posłanką proponowałabym programy prozdrowotne dla młodzieży: ciekawe, dobrze poprowadzone zajęcia ruchowe w ramach wf-u oraz reaktywację sekcji sportowych, jako alternatywę dla wielogodzinnego przesiadywania przed komputerem. Kluczową sprawą jest również odpowiednie odżywianie i kształtowanie nawyków dietetycznych począwszy od żłobków i przedszkoli, nie mówiąc już o diecie w szpitalach, gdzie bez względu na rodzaj choroby serwowane są dziś "standardowe" posiłki, pozostawiające wiele do życzenia. Druga grupa, o której nie wolno nam zapomnieć, to seniorzy. Powstaje Narodowy Plan Alzheimerowski, nowe programy zdrowotne, w kolejce czeka szereg przygotowanych już projektów ustaw - trzeba to kontynuować. Podziwiam osoby, które w aktywności dożywają imponującego wieku. Taką osobowością jest np. poznana niedawno przeze mnie, poprzez działalność w Rodzinie Katyńskiej, jedna z wdów katyńskich - pani Zofia Romanowska z Gdyni. Ma 104 lata i jest wyjątkowo sprawna, samodzielna umysłowo i psychicznie. W wieku 90 lat zaczęła malować obrazy.
- Bardzo angażuje się Pani w propagowanie historii, zwłaszcza tej najnowszej.
- Na pewno również dlatego, że w jej dramat wpisuje się los mojej najbliższej rodziny. Jestem wnuczką przedwojennego policjanta z Zaleszczyk - Czesława Przybyszewskiego, który wiosną 1940 r. został zamordowany przez NKWD w Kalininie (Twer) i razem z ponad 6300 funkcjonariuszami leży w Miednoje. Moja babcia została sama z dwojgiem małych dzieci, ciągle uciekając przed aresztowaniem. Jedynym źródłem dochodu była dla niej maszyna do szycia - nie wiem, jak dźwigała ten potwornie ciężki, żeliwny sprzęt, trzymając jednocześnie za rękę dwóch małych synków. Musiała to jednak robić, by przeżyć. Ta maszyna przetrwała, stoi u mnie w domu na honorowym miejscu i dodaje mi otuchy w trudne dni.
Ta rodzinna historia sprawiła, że podjęłam się działalności w Warszawskim Stowarzyszeniu Rodzina Policyjna 1939 r., w której już drugą kadencję sprawuję funkcję prezesa zarządu. Działam również w Stowarzyszeniu Rodzina Katyńska w Warszawie. Te dwie organizacje łączy jeden cel - ujawnienie pełnej historycznej prawdy dotyczącej tej bolesnej dla wszystkich Polaków zbrodni.
Działam wielotorowo i po prostu dojrzałam do tego, by wystartować w wyborach do parlamentu. Wierzę, że 18 przyniesie mi szczęście. To symbol wielkich zmian w życiu każdego człowieka.
Rozmawiała HG
.






































