Transparentność WSM? Deklaracje są, odpowiedzi brak
dzisiaj, 11:09
Jeszcze niedawno wszystko miało wyglądać inaczej. Nowy zarząd, nowe otwarcie, nowe standardy. W komunikatach i zapowiedziach pojawiały się słowa-klucze: "dialog", "otwartość", "transparentność". Brzmiało to jak wiarygodna obietnica uporządkowania chaosu w jednej z największych spółdzielni w Polsce - Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
Rada nadzorcza, wybierając nowego prezesa, deklarowała wprost, że celem jest "przeobrażenie WSM w organizację bardziej transparentną". W tle zmian kadrowych pojawiała się też polityczna i społeczna narracja: teraz ma być inaczej, lepiej, uczciwiej. Także wcześniej, jeszcze na etapie walki o władzę, słyszeliśmy zapowiedzi, że "przede wszystkim ma być transparentnie".
Transparentność to piękne słowo. Bardzo wygodne w kampaniach i komunikatach.
Dialog? Owszem - ale jednostronny
Na facebookowym profilu spółdzielni czytamy: "zależy nam na otwartym dialogu i dobrej współpracy" . Problem w tym, że dialog - jak wiadomo - wymaga dwóch stron. Tymczasem, gdy pytania zadaje dziennikarz lokalnego portalu, zapada cisza. Nie ma odpowiedzi. Nie ma stanowiska. Nie ma nawet prostego "bez komentarza". Jest za to coś znacznie bardziej wymownego: brak reakcji.
To ciekawa definicja transparentności. Taka, w której komunikacja działa tylko w jedną stronę - od zarządu do mieszkańców. Najlepiej w formie starannie przygotowanych komunikatów. Bez pytań. Bez dociekań. Bez odpowiedzi.
Transparentność selektywna
Bo przecież trudno uznać za transparentność sytuację, w której: ogłasza się wielkie zmiany i deklaruje otwartość a jednocześnie ignoruje się pytania dotyczące działalności spółdzielni. To raczej model "PR-owej przejrzystości": dużo mówić, mało odpowiadać.
Zresztą już wcześniej mieszkańcy zwracali uwagę, że z tą przejrzystością "bywa różnie" . Brak informacji o wynagrodzeniu prezesa w konkursie to nie detal - to symbol. Symbol podejścia do jawności.
Cisza, która mówi wszystko
Najbardziej uderzające w tej historii nie jest to, że zarząd WSM nie odpowiada na pytania. To nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek. Najbardziej bulwersuje fakt, że robi to z premedytacją po wcześniejszych deklaracjach transparentności. Brak odpowiedzi można jeszcze przez jakiś czas tłumaczyć chaosem, konfliktem wewnętrznym, reorganizacją. Ale brak odpowiedzi po głośnych zapowiedziach "otwartego dialogu" to już coś więcej. To test wiarygodności.
Pytania bez odpowiedzi
Jeszcze w lutym redakcja TuStolica.pl mailowo zapytała o kwestie dość istotne, a więc o bezpieczeństwo mieszkańców. Na przykład tuż po tym, jak WSM ogłosiła przetarg na wzmocnienie gruntu pod budynkiem przy ul. Broniewskiego 24A. Informacja dla zwykłego mieszkańca może być niepokojąca, gdyż chodzi o masywny 11-piętrowy blok. Od razu na myśl przychodzą pytania: czy grunt pod tak dużym wieżowcem jest niestabilny i czy w związku z tym grozi mu katastrofa budowlana? Równie dawno temu zadaliśmy pytania o samochody elektryczne, kiedy nowe władze WSM wycofały zakaz ich wjazdu i parkowania w garażach podziemnych. Co prawda pożary baterii w autach elektrycznych są rzadkie, to jednak intensywne i trudne do ugaszenia. Zapytaliśmy o powody zmiany wcześniejszej decyzji. Proste pytanie. Odpowiedzi brak.
Pytaliśmy jeszcze o kwestie finansów i decyzji związanych z rozliczeniami 5-letniej działalności poprzedniego zarządu spółdzielni. Na przykład o to, jaki jest cel i koszty audytu śledczego, na który WSM niedawno ogłosiła przetarg. Pytań było więcej. Nowe władze spółdzielni - niosące na swoich sztandarach "transparentność" - postanowiły zbyć je wszystkie milczeniem.
Krótka rada dla zarządu WSM
Transparentność nie polega na publikowaniu postów na Facebooku. Transparentność zaczyna się wtedy, gdy pojawiają się pytania. I kończy dokładnie w momencie, w którym przestaje się na nie odpowiadać.
Redakcja TuStolica.pl










































