Warzywniak Gabrysi - moda na polskiego pomidora
12 października 2012
"Zakorzenieni na Bemowie" to nowy cykl "Echa" prezentujący ludzi, którzy z dzielnicą związani są od nawet kilkudziesięciu lat. Tu żyją i pracują, nierzadko wykonując zapomniane od dawna zawody. W tym wydaniu - Gabriela Walczak, która prowadzi mały sklepik z warzywami w pobliżu ul. Kaliskiego. Od 20 lat.
Aleja Sportów Miejskich zachwyciła mieszkańców
Miał być skwer w Śródmieściu, jest aleja na Bemowie. W sobotę 22 marca licznie zgromadzeni mieszkańcy odwiedzili budowę Alei Sportów Miejskich. Jej otwarcie jest planowane na koniec kwietnia.
Mimo wielu zmian gospodarczych, sklep przetrwał niemal w niezmienionym stanie. Są tu głównie warzywa i owoce, choć nie brakuje oranżady (!), orzechów i czekolady. Można też kupić lody. - Takie są wymagania klientów i pod tym kątem dobieramy towar - opowiada pani Gabriela.
Jak to możliwe, że w dobie hipermarketów od tylu lat udaje się jej utrzymać własny biznes? Sklep nie stoi przy ruchliwej ulicy, w pobliżu nie ma też żadnych reklam, a mimo to klientów jest mnóstwo. Niedaleko jest też kilka innych sklepów spożywczych, więc konkurencji nie brakuje, a jednak u pani Gabrieli ciągle tłumy ludzi...
Sekret lokalnego warzywniaka
Przez cały dzień jest tu ruch, a pod sklepem ciągle stoją samochody. Przychodzą głównie okoliczni mieszkańcy, choć nie brakuje amatorów zdrowego jedzenia z nieco odleglejszych miejsc.
- W branży warzywnej podstawą jest świeży towar. To jest najważniejsze - tłumaczy pani Gabriela. - My codziennie przywozimy świeże warzywa.
- Ja tylko tutaj kupuję - mówi pan Jacek. - Tutaj mam pewność, że wszystko będzie dobre, to jest sprawdzone miejsce. Moja żona, jak mnie wysyła po zakupy, często mówi: "Tylko idź do Gabrysi, nie kupuj przypadkiem gdzie indziej."
- Kiedyś przywoziliśmy towar z giełdy koło Okęcia, ale było ciężko z dojazdami. Teraz mamy lepiej, bo jest giełda w Broniszach. Mamy też warzywa bezpośrednio od dostawców.
Pora na pomidora
- Popyt na świeże warzywa i owoce jest właściwie coraz większy - opowiada pani Gabriela. - Kiedyś ludzie szukali tych importowanych produktów. Banany, pomarańcze to był rarytas. A teraz doceniają smak naszego polskiego pomidora (śmiech). Nawet pytają, skąd mamy warzywa. Nie chcą tych z importu, tylko świeże, z okolic.
Choć w sklepie pojawiają się też nowi ludzie, główną klientelę stanowią osoby, które znają sklep od lat. - Ja się śmieję, że mamy tu trzy pokolenia - dodaje pani Gabriela. - Kiedyś przychodzili rodzice z dziećmi, a teraz te dzieci przychodzą ze swoimi dziećmi. Wciąż te same twarze...
Katarzyna Zawadzka
W Twojej okolicy funkcjonuje zakład czy firma, która na dobre wpisała się w krajobraz Bemowa? Mieszkasz w dzielnicy od lat, wykonujesz odrobinę "niedzisiejszy", choć bardzo potrzebny zawód? Pisz: echo@gazetaecho.pl, dzwoń 22 614-58-28. Może i Ty jesteś już zakorzeniony na Bemowie....














































