Nie wszystkie przedszkola biorą udział w rekrutacji elektronicznej
dzisiaj, 07:24
W tym roku podczas rekrutacji elektronicznej w stolicy rodzice nie znajdą na liście kilkudziesięciu przedszkoli oferujących bezpłatne miejsca dla dzieci. To efekt zaskakującej i kontrowersyjnej decyzji ratusza. Zapisy do wykluczonych z rekrutacji przedszkoli odbywają się wyłącznie w placówkach.
Niewiele ponad 10 lat temu samorząd zachęcał przedsiębiorców do otwierania przedszkoli publicznych, by ratować dramatyczną sytuację z brakiem miejsc dla najmłodszych. Dziś placówki te zostały pozbawione możliwości wzięcia udziału w rekrutacji elektronicznej. Decyzja wywołała burzę wśród dyrektorów i właścicieli, szczególnie na Białołęce, gdzie do takich przedszkoli chodzi obecnie 2542 dzieci.
Flyspot wyróżniony nagrodą Tripadvisor Travellers' Choice! Latałeś/aś już w tym tunelu?
Są miejsca, o których najlepiej świadczą nie hasła reklamowe, lecz opinie gości. Właśnie do tej grupy dołącza teraz Flyspot, uhonorowany nagrodą Tripadvisor Travellers' Choice 2025. Co sprawia, że tyle osób wraca z tego miejsca z wrażeniem, że trzeba to przeżyć samemu?
Dla porównania dzielnica we własnych przedszkolach dysponuje 2170 miejscami a ofertę bezpłatnych miejsc uzupełniają
placówki niepubliczne, tzw. konkursowe. Obecnie chodzi do nich 2824 dzieci.
Liczby jasno pokazują, że bez inwestycji prywatnych większość rodziców nie mogłaby liczyć na bezpłatne miejsce w przedszkolu dla swoich pociech. To publiczno-prywatne partnerstwo (jedyne, które na taką skalę udało się w stolicy) jest oczywiście znacznie mniejsze w innych dzielnicach, ale w całej Warszawie publiczne placówki należące do prywatnych przedsiębiorców znacząco uzupełniają sieć przedszkoli i przyczyniły się do ogromnych oszczędności w budżecie miasta, które nie musiało budować własnych placówek.
Dlaczego więc ratusz podcina skrzydła własnej polityce i wykluczył część prywatnych placówek z rekrutacji elektronicznej, wprowadzając niemałe zamieszanie wśród rodziców, którzy nie mogą znaleźć swoich upatrzonych przedszkoli na liście?
Niż demograficzny w Warszawie
Od kilku lat w stolicy obserwowany jest spadek liczby urodzeń. W 2021 roku urodziło się 19,7 tys. dzieci - był to jednak rok pandemiczny, wyjątkowy w skali powojennej historii. W 2022 r. liczba urodzeń wzrosła do 31,9 tys., by w kolejnych latach znów maleć: w 2023 r. do 29,2 tys., w 2024 r. do 28,6 tys., a w 2025 r. - do ok. 28,4 tys.
Statystyki te nie oddają jednak pełnego obrazu. Spora część dzieci urodzonych w warszawskich szpitalach nie zostaje później mieszkańcami stolicy. Trafiają do przedszkoli w podwarszawskich miastach i gminach.
Ratusz wyklucza z miejskiej rekrutacji
Na początku roku przedsiębiorcy prowadzący przedszkola publiczne zostali zaskoczeni decyzją Biura Edukacji m.st Warszawy. Ich placówki wykluczono z miejskiego systemu rekrutacji, choć od ponad 10 lat pomagają samorządowi ratować sytuację, a ich inwestycje doprowadziły do tego, że po wielu latach w stolicy wreszcie przestało brakować bezpłatnych miejsc w przedszkolach.
Warto przypomnieć, że jeszcze 15 lat temu większość rodziców z Białołęki mogła albo zapłacić za przedszkole prywatne w swojej dzielnicy, albo wozić dzieci do miejskiego przedszkola np. na Mokotowie. Czyżby władze Warszawy proponowały nam powrót do takich realiów?
- Warszawa, podobnie jak inne samorządy w Polsce, mierzy się ze skutkami kolejnego roku niżu demograficznego. Prognozy pokazują, że liczba trzylatków rozpoczynających edukację przedszkolną we wrześniu 2026 r. będzie mniejsza o blisko 2 tys. w porównaniu z rokiem obecnym - informuje rzeczniczka prasowa miasta Marzena Gawkowska. - W czasie niedoboru miejsc miasto prowadziło wspólną rekrutację, by ułatwić rodzicom wybór przedszkola. Dziś sytuacja się zmieniła - w przedszkolach samorządowych jest ponad 2,5 tys. wolnych miejsc - dodaje.
Wygląda więc na to, że urzędnicy stołecznego ratusza rzeczywiście uważają, że wypełnią wolne miejsca w Śródmieściu np. dziećmi z Białołęki (bo tu są zaledwie 134 wolne miejsca w placówkach samorządowych), choć w praktyce skończy się to jedynie na większym bałaganie podczas rekrutacji.
Nierówna konkurencja na rynku przedszkoli
Decyzja ratusza wzbudza kontrowersje również z innego powodu. - Z systemu rekrutacji wykluczono jedynie prywatne przedszkola publiczne, pozostawiając w nim tzw. przedszkola konkursowe (niepubliczne)- zauważają przedsiębiorcy. Zdaniem Gawkowskiej dlatego, że w przedszkolach konkursowych miasto "zakontraktowało" miejsca w warunkach konkursów. To tylko część prawdy, bo liczbę miejsc określanych w tych konkursach ratusz opierał m.in. o istniejące już prywatne przedszkola publiczne, które wcześniej zaprosił do miejskiej rekrutacji, aby stworzyć przejrzyste i sprawiedliwe warunki dla rodziców, a przede wszystkim udostępnić w systemie całą sieć placówek oferujących bezpłatne miejsca.
Decyzja ratusza doprowadziła nie tylko do nierównej konkurencji między prywatnymi przedszkolami publicznymi i niepublicznymi "konkursowymi", ale przede wszystkim wprowadziła bałagan w rekrutacji elektronicznej, który zirytuje zdezorientowanych rodziców i może się odbić czkawką także placówkom samorządowym. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której rodzice zapiszą dzieci do przedszkola X, bo przedszkola Y nie znajdą na liście. Następnie dowiedzą się, że mogą się do placówki Y zapisać bezpośrednio u dyrekcji i zrobią to. Placówka X dowie się o tym dopiero we wrześniu.
Informacja w ostatniej chwili
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że dyrektorzy przedszkoli zostali poinformowani o wykluczeniu z systemu mailowo, na kilka dni przed terminem, do którego mieli podać liczbę oferowanych miejsc. Wcześniej podali terminy dyżurów wakacyjnych, co jest jednym z wymogów miejskiej rekrutacji.
- To tak, jakby zmieniono reguły gry w trakcie meczu. Rodzice od lat zaczynają poszukiwania właśnie w systemie rekrutacyjnym. Nagle, tuż przed naborem, zostaliśmy z niego wyrzuceni. Bez decyzji administracyjnej, bez rozmowy, bez żadnych konsultacji - komentuje z goryczą dyrekcja przedszkoli Nasz Domek.
DB
.










































