Tu odbyła się pierwsza egzekucja na Woli
17 września 2015
Zapomniana i zniszczona tablica upamiętniająca rozstrzelanie ośmiu cywilnych mieszkańców Odolan 1 sierpnia 1944 to obecnie obraz nędzy i rozpaczy. Tę i swoją historię przypomina nasza czytelniczka, pani Jadwiga, która powstanie oglądała oczami dziecka.
Odkrycie na terenie warszawskiego getta. Odsłonili fundamenty starej kamienicy
Na warszawskim Muranowie wystarczy zdjąć warstwę ziemi, by odsłonić relikty zabudowy dawnej, gęsto zaludnionej żydowskiej dzielnicy. Przekonali się o tym robotnicy prowadzący prace na rogu al. Jana Pawła II i Anielewicza, którzy natknęli się na fundamenty kamienicy o przedwojennym adresie Gęsia 33.
Restauracja tablicy i umieszczenie jej w godnym miejscu to efekt naszej publikacji. Poprosiliśmy też mieszkańców Woli o informowanie nas o innych zaniedbanych tablicach upamiętniających warszawskich męczenników.
Pani Jadwiga zgłosiła nam kolejne miejsce pamięci. Tablica - jakich setki znajdują się w Warszawie - pochodzi z lat 50. ubiegłego stulecia, została wykonana wedle projektu Karola Tchorka, który wygrał konkurs na zaprojektowanie płyt upamiętniających śmierć warszawiaków w okresie okupacji hitlerowskiej, w tym w okresie Powstania Warszawskiego. Poczerniała z brudu pamiątka znajduje się przy ulicy Sowińskiego, naprzeciwko wylotu uliczki Karlińskiego na Odolanach.
Świat legł w gruzach
W 1944 roku układ ulic był tu zupełnie inny. Wolska była węższa, a Sowińskiego prowadziła od terenów kolejowych aż na Koło. Ulica Karlińskiego była brukowana kocimi łbami i wraz z Sowińskiego tworzyła skrzyżowanie ulic prostopadłych. Stały tu domy, sklepy, istniała wytwórnia napojów gazowanych. Przy Karlińskiego 42 funkcjonowała nawet synagoga. Wszystko zmienił wybuch powstania i późniejsze, miarowe i precyzyjne niszczenie zabudowy warszawskiej przez zbrodnicze jednostki SS i niemieckiej policji. Mieszkańcy, którzy w 1944 roku nie zostali wymordowani, po upadku zrywu pędzeni byli do obozu przejściowego w Pruszkowie. Dalej czekały ich obozy koncentracyjne i niewolnicza praca u niemieckich chłopów. Nazywano to "wywózką na roboty".
Ucieczka przed śmiercią
- Pamiętam ten horror. Wraz z mamą byłyśmy wygnane z domu przy ulicy Gizów i pędzone przez Niemców, chyba ulicą Wolską. Jak przez mgłę pamiętam dym i swąd spalenizny. To musiało być już po rozpoczęciu pacyfikacji Warszawy, bo utkwił mi w pamięci obraz ruszającej się ziemi w dzisiejszym Parku Powstańców. Jak przez mgłę pamiętam dym i swąd spalenizny. To musiało być już po rozpoczęciu pacyfikacji Warszawy, bo utkwił mi w pamięci obraz ruszającej się ziemi w dzisiejszym Parku Powstańców. Niemcy zakopali tam zabitych i rannych. Wielu jeszcze musiało żyć - wspomina pani Jadwiga. Niemcy zakopali tam zabitych i rannych. Wielu jeszcze musiało żyć - mówi. Pani Jadwiga wraz z mamą "urwały" się z kolumny wygnańców. - Pamiętam jakieś pole, cebuli czy ziemniaków. Mama była drobna i bardzo prędko biegłyśmy. Schowałyśmy się w gruzach - wspomina. Po wyzwoleniu Warszawy wróciła z mamą do domu na Gizów. Całe szczęście, stał. Po kilku miesiącach z obozu wrócił także ojciec pani Jadwigi.
Śmierć cywili w odwecie
1 sierpnia 1944 roku Niemcy rozstrzelali pod murem nieistniejącej dziś kamienicy przy Sowińskiego 28 ośmiu mężczyzn. Byli to przypadkowi cywile, których esesmani zamordowali w odwecie za potyczkę, która odbyła się między hitlerowcami a chłopcami z Armii Krajowej zmierzającymi na punkty zborne. Działo się to jeszcze przed Godziną W. Tragedię cywili upamiętnia tablica postawiona w miejscu ich kaźni sześćdziesiąt lat temu. Nie ma już budynku, nie ma też tego narożnika Sowińskiego i Karlińskiego. Pozostała pamięć, która - tak jak tablica - musi być pielęgnowana. Póki co jest zaniedbana, a tandetny kwietnik z betonu nie dodaje temu miejscu powagi. - Będziemy chcieli w przyszłym roku przeprowadzić prace konserwacyjne - obiecuje Mariusz Gruza, rzecznik wolskiego magistratu.
Przemysław Burkiewicz
.













































