Ślepe służby, ślepe urzędy
23 maja 2008
Rudera aż kłuje w oczy, ale służby miejskie jej nie widzą.
Szkoła na Jelonkach pęka w szwach
Problem przepełnionej Szkoły Podstawowej nr 363 na Jelonkach Południowych jest znany od lat. Niestety, dyrekcja może jedynie bezradnie rozkładać ręce. Problem chyba najłatwiej dałoby się rozwiązać, gdyby wyprowadził się Ośrodek Pomocy Społecznej, który zajmuje część budynku. Drugim z pomysłów jest zmiana granic obwodów szkół.
- Przejeżdżam tędy codziennie i nie mogę patrzeć na ten śmietnik. Zastana-wiam się, czy ten bajzel kiedyś zniknie. Jeżeli nikt nie zrobi z tym porządku, może dojść do jakiejś tragedii. Albo ktoś to dla zabawy podpali, albo kiedyś wszystko runie na przechodniów - mówi Czytelniczka "Echa".
Straż miejska twierdzi, że nic nie wie o problemie. - Dziwne, że nikt z miesz-kańców nie zgłosił tego bezpośrednio do straży. Po zgłoszeniu patrol pojechałby na miejsce i ocenił sytuację - mówi Agnieszka Kubicka, rzeczniczka straży miejskiej. - W takich przypadkach zawsze szukamy właściciela terenu i kierujemy do niego wniosek o uprzątnięcie posesji. Właściciel zazwyczaj ma na to tydzień. Po tym terminie jest karany mandatem.
Rudera kłuje w oczy, ale Sanepid też nic o niej nie słyszał. - Ściśle współpra-cujemy ze strażą miejską. Jeżeli dostajemy od nich sygnał, że na danym terenie występuje zagrożenie wybuchu epidemii lub może ono stwarzać niebezpieczeństwo dla zdrowia lub życia, wtedy wkraczamy do akcji - mówi Wiesław Rozbicki z warszawskiego Sanepidu. - Dokonujemy oględzin miejsca i pobieramy próbki. Szczury to problem całej Warszawy. W mieście zawsze jest ich więcej, ponieważ mają tu mnóstwo pożywienia. Zarządcy i właściciele terenu są zobowiązani do wy-kładania trutek na gryzonie. Jeżeli tego nie robią, są karani mandatami.
Niby wszyscy wiedzą, co trzeba robić, a rudera wciąż straszy. Aż kłuje w oczy, ale przecież nikt oficjalnie nie zawiadomił.
Po prostu straż miejska, policja i straż pożarna tamtędy nie jeździ. Nie prze-chodził też w pobliżu żaden pracownik Sanepidu, żaden urzędnik dzielnicy, żaden radny. Nikt, oprócz jednego urzędnika, który jednak odwrócił głowę, bo go ktoś zawołał, i nie zauważył bajzlu. No zwyczajny pech.
Agnieszka Pająk-Czech
.










































