Senator Aleksander Pociej: Nie pouczam ludzi, jak mają żyć
7 października 2019
Rozmowa z senatorem Aleksandrem Pociejem (Koalicja Obywatelska), starającym się o ponowny wybór w okręgu obejmującym Bemowo, Wolę, Ochotę, Włochy i Ursus.
- Czy jeśli Koalicja Obywatelska wygra wybory, sklepy nadal będą zamknięte w niedzielę?
- Zamierzamy znieść całkowity zakaz handlu w niedzielę. Zamiast niego wprowadzimy do kodeksu pracy przepis, zapewniający pracownikom sklepów dwie wolne niedziele w miesiącu. Większość Polaków, jak pokazują sondaże, skłania się ku rozwiązaniu, by zarówno praca w niedzielę, jak i możliwość zrobienia tego dnia zakupów stanowiły swobodny wybór.
Czy taka będzie przyszłość terenów po Tesco?
Miasto pokazało projekt miejscowego planu zagospodarowania dla terenów po Tesco przy ul. Górczewskiej. Mieszkańcy mogą zgłaszać uwagi do 22 października. W planach na przyszłość jest m.in. szkoła, park, skwery i usługi publiczne.
Warto czytać wyniki badań opinii publicznej, to uczy pokory. W odróżnieniu od polityków PiS nie pouczam ludzi, jak mają żyć. Błędem jest zarówno zakazywanie ludziom zakupów, jak przymuszanie ich do pracy. Z kolei statystyki dowodzą, że zakaz niedzielnego handlu zamiast dopomóc małym sklepom osiedlowym, jak głosił PiS - doprowadził do likwidacji 11 tys. z nich. Gdy ktoś szuka pola do możliwych ograniczeń, niech się lepiej przyjrzy zagęszczeniu sklepów z alkoholem. Nigdzie w świecie poza Polską czegoś takiego nie znajdzie...
- Angażuje się Pan w obronę praworządności w Polsce. Co w tej kwestii okazało się sukcesem a co porażką?
- Rzeczywiście, w kończącej się kadencji w obronie praworządności parokrotnie jako sprawozdający sprzeciw mniejszości senator stałem po kilkanaście godzin na mównicy. Broniłem Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego. Podczas marszów KOD wiele osób rozpoznawało mnie, gratulowało, ściskało nawet. To sukces, być kojarzonym z dobrą sprawą. Podczas nocnych debat naprawdę serce rosło, gdy słyszałem zagrzewające nas do wytrwania okrzyki demonstrantów. A porażka? Pozostaliśmy w mniejszości, daliśmy się przegłosować senatorom PiS. Mam nadzieję, że w nowej kadencji będzie inaczej. Wierzę, że uda się cofnąć zniekształcające polski system prawny zmiany.
- Osiągnął Pan sukces polityczny w strukturach Rady Europy. Co z tego ma przeciętny Kowalski?
- Mam nadzieję, że moja działalność w Radzie Europy daje Kowalskiemu potwierdzenie dobrego imienia Polski. Z powodu działań obecnej władzy zaczynamy być postrzegani jako naród pełen uprzedzeń. Własnym zaangażowaniem staram się pokazać, że to nie Polacy mają problem z praworządnością, ale wyłącznie PiS i jego wcale nie tak liczni wyznawcy. Zapewne dzięki takiej postawie zostałem jako pierwszy Polak wybrany, by przewodzić blisko 180 parlamentarzystom. Pełnię bowiem funkcję przewodniczącego EPP w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy, a to największa działająca w niej frakcja. Towarzyszy mi poczucie, że nie robię tego dla siebie, w trudnych dla Polski czasach.
- Warszawa wciąż boryka się z problemem własności kamienic i gruntów, zapoczątkowanym przez dekret Bieruta z 1945 r. Czy poprze Pan tzw. dużą ustawę reprywatyzacyjną, która zamknęłaby temat?
- Zawsze podkreślałem, że trzeba przeciąć ten wrzód, zatruwający Warszawę, jakim był dekret Bieruta i wynikający z niego patologiczny układ, polegający na handlu roszczeniami. Spadkobiercy nic z tego nie mieli, zarobili cwaniacy. Warszawa wypruwała sobie żyły, żeby wypłacić horrendalne odszkodowania, a lokatorzy zagrożonych kamienic żyli w strachu o przyszłość, często wystawieni na bandyckie działania osób, które niby zgodnie z prawem, ale w podejrzanych okolicznościach odzyskiwały warszawskie kamienice. Odkąd w 2011 zostałem senatorem, walczyłem o reprywatyzację na wzór rozstrzygnięcia sprawy mienia zabużańskiego, czyli wypłaty byłym właścicielom bądź ich spadkobiercom np. 20 proc. wartości utraconego mienia przy równoczesnym zablokowaniu oddawania kamienic wraz z lokatorami. We współpracy z władzami Warszawy, z ówczesną prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz i posłem Marcinem Kierwińskim przygotowaliśmy taki projekt. Nie udało się go przyjąć ponad podziałami, chociaż zgodnie popierali go politycy warszawscy. Polityczne lobby antywarszawskie okazało się za silne. Wobec tego wspólnie z Markiem Borowskim przeprowadziliśmy przez parlament małą ustawę reprywatyzacyjną, która likwidowała przynajmniej najgorsze patologie. Była ona blokowana przez PiS i niespodziewanie zawetowana przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Nie weszła w życie, co pozostaje straszną krzywdą dla Warszawy, a zachowane w ten sposób patologie są instrumentalnie traktowane przez Komisję Reprywatyzacyjną. Zamiast ciułać na tym punkty w sondażach, trzeba sprawę reprywatyzacji warszawskiej rozwiązać, bo po prostu wstyd.
Rozm. as
.







































