Przystanek, który wzrusza. Kolejna udana inicjatywa w Choszczówce
4 stycznia 2017
- Ponad dwa lata temu, za sprawą mojej sąsiadki, powstał szalony pomysł, by zorganizować w Choszczówce koncert - wspomina Błażej Małczyński, prezes Stowarzyszenia "Nasza Choszczówka". - Nie wiedzieliśmy za bardzo jak, gdzie, za ile i dla kogo, ale... podjęliśmy wyzwanie.
W październiku 2014 roku na prowizorycznej scenie w Klubie "Dziki Zakątek" wstąpił duet Aleksander i Tymon Trąbczyńscy z repertuarem "Mój Bułat, mój Wołodia". Inauguracyjny koncert okazał się nie lada sukcesem. Przyszło ponad 150 osób.
Sroka zatrzyma inwestycję, człowiek straci dom. Warszawski teatr absurdu
Być może Franz Kafka, gdyby żył w Warszawie roku 2026, zmieniłby nieco historię człowieka walczącego z machiną państwa. Bohater budziłby się rano i dowiadywał, że jego dom zostanie zburzony pod ścieżkę rowerową, ale stojące pośrodku planowanej ulicy drzewo będzie ocalone, bo cały aparat administracyjny wpadł w panikę, gdy w gnieździe na tymże drzewie wykluły się pisklęta.
W ten sposób powstała niezależna "Scena Kulturalna Przystanek Choszczówka".
- Od tego czasu na naszej sąsiedzkiej widowni zasiadło ponad 1,8 tys. osób! - cieszy się Małczyński. - Co roku staramy się różnicować style i skalę przedsięwzięć. Robimy koncerty kameralne, jak również wydarzenia o większym rozmachu. Wystąpili u nas między innymi Voo Voo i Kapela ze Wsi Warszawa, a w grudniu Marian Opania.
- Schemat jest prosty: koncerty robimy całkowicie społecznie - wyjaśniają organizatorzy. - Bilety - maksymalnie tanie, aby spektakle były dostępne dla całych rodzin. Sami układamy repertuar, pozyskujemy fundusze i partnerów, organizujemy lokal i konieczny sprzęt. Cieszymy się, że możemy współpracować z białołęckim wydziałem kultury, BOK, BOS i wieloma firmami.
Fenomen polega na tym, że chociaż koncerty trwają już kolejny sezon z rzędu, wciąż cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem i autentycznie zbliżają do siebie społeczność Choszczówki i okolic.
Błażej Małczyński: - Elżbieta Adamiak po koncercie powiedziała mi, że osiągnęliśmy coś, z czym nie spotkała się nigdzie indziej. To rodzaj niezwykle silnej więzi międzyludzkiej, za sprawą której słowa same układają się w muzykę. A po koncercie Grażyny Łobaszewskiej pewna sąsiadka podeszła do artystki i spytała: "Czy mogę się do Pani przytulić?" "Dlaczego?" - spytała gwiazda. "W podziękowaniu za te chwile wzruszeń"... Piękne, prawda? Mam nadzieję, że uszczęśliwimy jeszcze wiele osób.
(red)
Artykuł pochodzi z wkładki "Białołęka Pożyteczna", wydanej jako dodatek do "Echa Białołęckiego" przez Dzielnicową Komisję Dialogu Społecznego przy wsparciu Urzędu Dzielnicy Białołęka m.st. Warszawy..







































