Burza po emisji "Ołowianych dzieci" Netflixa. "Ślązacy zostali przedstawieni jako brudny, wulgarny i zacofany motłoch"
Serial "Ołowiane dzieci" wywołał gorącą dyskusję na Śląsku. Twórcy produkcji Netflixa mierzą się z zarzutami o zniekształcenie faktów i negatywne przedstawienie lokalnej społeczności. Swojego żalu nie krył w rozmowie z Onetem także Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej.
Jego zdaniem, twórcy "Ołowianych dzieci" niesprawiedliwie przedstawili wkład jego babci, przypisując jej postaci cechy czarnego charakteru. - Ratowanie dzieci zatrutych ołowiem to był zbiorowy wysiłek, a nie wyłączne dzieło romantycznej, trochę straceńczej bohaterki. Cieszę się, że dr [Jolantę] Wadowską-Król pokazano jako wyjątkową postać - ale oburzam się na to, że w miejscu mojej babci w tej historii umieszczono czarny charakter. No, może ciemnoszary - mówił w rozmowie z Onetem Stanisław Torbus.
Ślązacy czują się skrzywdzeni
Podobną opinię wyraża Magdalena Majcher, autorka książki "Doktórka od familoków", która zwraca uwagę na pominięcie roli Hager-Małeckiej w diagnozowaniu tzw. "pacjenta zero" oraz koordynacji leczenia dzieci.
Wielu mieszkańców regionu krytykuje sposób, w jaki serial pokazuje Śląsk i jego społeczność. Grzegorz Kulik, tłumacz i popularyzator języka śląskiego, zwraca uwagę, że produkcja "oczyszcza" historię z pozytywnych śląskich postaci, jednocześnie tworząc negatywne stereotypy. - Jedyna mówiąca po śląsku pracownica służby zdrowia jest niedoedukowaną donosicielką - podkreśla Kulik.
"Ślązacy mają prawo czuć dyskomfort"
- Ślązacy mają prawo czuć dyskomfort, że zostali przedstawieni w negatywnym świetle jako brudny, wulgarny i zacofany motłoch. Doskonale wiem, że sytuacja w Szopienicach była tragiczna, a warunki życia nieraz urągające. Znam jednak "ołowiane dzieci" i według ich relacji nie wszyscy się tak zachowywali - mówi Kamil Turecki, urodzony na Śląsku dziennikarz Onetu.
Twórcy serialu bronią artystycznej wizji
Onet bezskutecznie próbował się skontaktować z reżyserem Maciejem Pieprzycą, reżyserem "Ołowianych dzieci", by uzyskać komentarz. "Oczywiście, to nie jest dokument, tylko produkcja fabularna i te fakty gdzieś mieszają się z fikcją. Czasem ta fikcja jest nam potrzebna właśnie po to, żeby dojść do prawdy, do tych faktów. To zawsze wpływa na odbiór filmu i tego, co się opowiada" - mówił wcześniej w rozmowie z mediami pochodzący z Katowic reżyser.
Źródło: kultura.onet.pl























