Kronika policyjna
3 lipca 2009
Rozpoznali swoją biżuterię. Kobiety piją - dzieci cierpią. Niedaleko pada jabłko. Okradli go imprezowicze. Tylko nie do teściowej! Sąsiad puka przez okno.
Rozpoznali swoją biżuterię
To bardzo niebezpieczne przejście. Będą światła
Przy przystankach "Młynarska" na ul. Leszno przejścia dla pieszych przez obie jezdnie zostaną wyposażone w sygnalizację świetlną. Inwestycja jest efektem audytu bezpieczeństwa, który wskazał na konieczność montażu świateł.
Warto tam zajrzeć, kiedy... nas okradziono.
Właściciele jednego z mieszkań na Saskiej Kępie zostali okradzeni. Zginęła im m.in. srebrna biżuteria. Zgłosili kradzież policji, jednak po-stanowili działać też na własną rękę - w poszukiwaniu swoich rzeczy wyruszyli na Koło. Na jednym ze stoisk rozpoznali swój srebrny pierścień. Wezwali policję, szybko okazało się, że sprze-dawcy mają więcej ukradzionych z mieszkania rzeczy - łącznie kilkadziesiąt sztuk biżuterii. Do wyjaśnienia zatrzymano Macieja O. oraz Ignacego F.
Kobiety piją - dzieci cierpią
Niedaleko pada jabłko
Na ul. Leonarda do policjantów podeszła kobieta i powiedziała, że przed chwilą zo-stała obrzucona stekiem wyzwisk i wulgaryzmów przez młodych ludzi stojących w jednej z okolicznych bram. Kiedy funkcjonariusze poszli ich upomnieć, również zostali wyzwani od najgorszych. Gdy miarka się przebrała, postanowili ostudzić ne-gatywne emocje chłopaka. Jednak ten uderzył w rękę interweniującą policjantkę i zaczął uciekać. Po kilkudziesięciu metrach pościgu został zatrzymany. Wtedy ude-rzył policjanta łokciem w twarz. Po założeniu kajdanek 16-letni Marek W. trafił do radiowozu. Po chwili na miejscu zjawiła sią matka młodego człowieka. Z jej ust po-płynęła kolejna dawka obraźliwych epitetów. Chłopak trafił do izby dziecka.Okradli go imprezowicze
Był wieczór, kiedy do młodych ludzi, imprezujących przy ognisku w okolicach ul. Kutrzeby, dołączyli nieznani im goście. Podczas zabawy był śpiew, zabawa i alko-hol. Kiedy spotkanie dobiegło końca, imprezowicze rozeszli się do swoich domów. Za jednym z nich, idącym w kierunku ul. Radiowej, ruszyli nowo poznani ludzie. Zaczęło się od zaczepek słownych, potem mężczyzna został zaatakowany. Napas-tnicy chcieli ukraść mu telefon komórkowy, najpierw bili go reklamówką z butel-kami, a gdy te się rozbiły, zaczęli bić go pięściami i kopać. Pobitemu udało się dojść do ulicy Radiowej, tam poprosił przypadkowego przechodnia o wezwanie po-licji. Trafił do szpitala. Dzięki dokładnym rysopisom bandyci zostali szybko za-trzymani na przystanku autobusowym u zbiegu ul. Radiowej i Powstańców Śląskich. 31-letni Adam B., 28-letni Jacek M. i 35-letnia Urszula B. odpowiedzą za rozbój, grozi im do 12 lat więzienia.Tylko nie do teściowej!
31-letni Janusz P. wezwał policję, ponieważ nie chciał, by jego żona z dwójką dzieci pojechała w odwiedziny do swojej matki. Pod wskazanym adresem policjanci za-stali przed blokiem kłócące się małżeństwo z dwójką małych dzieci. W wózku leżała 10-miesięczna córeczka, trzylatka stała przy rodzicach. Okazało się, że małżonko-wie są pod wpływem alkoholu. 31-letnia Monika P. miała we krwi ponad dwa pro-mile, natomiast jej mąż, 31-letni Janusz P., 1,7 promila. Zamiast na obiad do teś-ciowej para trafiła do izby wytrzeźwień. Dziećmi zaopiekowali się dziadkowie.Sąsiad puka przez okno
50-letni Ryszard P. wspinając się po rusztowaniu, wszedł przez okno do mieszkania sąsiadki. Obrzucił ją stekiem wyzwisk i zaczął grozić jej śmiercią. Kobieta natych-miast wezwała policję. W tym czasie mężczyzna uciekł. Świadkowie zeznali, że po-dobne sytuacje miały już miejsce wcześniej. Policjanci zatrzymali sąsiada w jego mieszkaniu. 50-letni Ryszard P. noc spędził w izbie wytrzeźwień (we krwi miał 1,3 promila). Za przestępstwo, którego się dopuścił, grozi do dwóch lat więzienia.cehadeiwu
na podstawie informacji policji











































