Garncarska: ludzie przegrywają z naturą
12 czerwca 2013
Ulica Garncarska w Radości to przykład ulicy, którą natura coraz śmielej wydziera ludziom. Przejeżdżając nią czy oglądając zdjęcia, trudno uwierzyć, że to droga w stolicy blisko 40-milionowego kraju.
Falenica chce nowej linii do metra. Ratusz mówi "nie"
Mieszkańcy Falenicy dzień w dzień odczuwają niedogodności związane z kiepskim połączeniem autobusowym z lewobrzeżną częścią miasta. Lokalni samorządowcy domagają się wprowadzenia dodatkowej linii autobusowej, która dałaby możliwość dojazdu do stacji metra na Ursynowie. Co na to warszawscy urzędnicy?
Przemieszczanie się samochodem przypomina bardziej testowanie zawieszenia na specjalnym torze z muldami i nierównościami. Po deszczu tworzą się ogromne kałuże i błotna breja, której nie sposób pokonać na piechotę. A przecież Garncarska jest ulicą, przy której znajduje się całkiem sporo domów.
Zaryzykowałem wyprawę do końca tą stołeczną ulicą i miałem okazję zobaczyć, jak droga zwęża się coraz bardziej, jak kolejne centymetry jej szerokości są zarastane przez chwasty, trawę, krzaki i coraz śmielsze drzewa - przecież nikt ich nie podcina. Fakt - jest tu cicho i zielono, ale chyba nie o taką zieleń chodzi, która "zjada" drogę. Ale w sumie czemu tu się dziwić? Skoro zarządca drogi zapomniał o niej, to przyroda upomina się o nią ze zdwojoną energią.
Po minięciu skrzyżowania z ul. Rusałki (nawiasem mówiąc w niewiele lepszym stanie), mój kilkuletni syn siedzący z tyłu zapytał: - Tato, dlaczego przyjechaliśmy do puszczy? Czy my zabłądziliśmy?
Szybko wytłumaczyłem synkowi, że nie zabłądziliśmy i wciąż jesteśmy w mieście, ale jego pytanie dało mi do zrozumienia, że czas zawrócić, póki jeszcze można. Póki droga nie zarosła do końca lasem...
sb
.










































