"Rowerowy Maj" w Warszawie pod ostrzałem. "Tu dzieci nie mają jak jeździć"
dzisiaj, 14:23
Nie wszędzie w Warszawie dzieci mają bezpieczne warunki do jazdy rowerem - pisze autor felietonu o akcji "Rowerowy Maj". Problemem jest brak odpowiedniej infrastruktury drogowej w wielu dzielnicach stolicy.
Są w Warszawie miejsca, gdzie idea "Rowerowego Maja" brzmi jak żart. Nie dlatego, że ktoś nie wierzy w zdrowy tryb życia czy ekologiczny transport. Problem polega na tym, że miasto nie jest jednorodne - a bezpieczeństwo dzieci nie powinno być podporządkowane modnym akcjom. Rodzice z wielu dzielnic alarmują, że presja ratusza, szkół i przedszkoli, aby jak najliczniej uczestniczyć w "Rowerowym Maju" w wielu rejonach stolicy jest - delikatnie mówiąc - nieporozumieniem.
"Rowerowy Maj" a bezpieczeństwo dzieci w Warszawie
Weźmy Wawer, Rembertów albo znaczną część Białołęki. Wąskie ulice bez chodników, brak wydzielonych dróg rowerowych, chaotyczne skrzyżowania z ograniczoną widocznością. Do tego poranny szczyt i wzmożony ruch samochodowy wokół szkół. W takich warunkach dorosły rowerzysta jedzie z duszą na ramieniu. A co dopiero dziecko na rowerze czy hulajnodze.
Tymczasem akcja promuje dojazdy "na dwóch kółkach" bez rozróżnienia realiów. Bo przecież w Śródmieściu, na Żoliborzu czy Woli wygląda to zupełnie inaczej. Tam są ścieżki rowerowe, uspokojony ruch, infrastruktura - często daleka od ideału, ale jednak istniejąca. Dziecko ma przestrzeń, by poruszać się względnie bezpiecznie. Na obrzeżach Warszawy tej przestrzeni po prostu nie ma.
"Rowerowy Maj" i fikcyjne dojazdy do szkoły?
Efekt? Narażanie dzieci na wypadki albo... fikcja. Nagminne są sytuacje, w których rodzic podwozi dziecko pod samą szkołę, a 100 metrów wcześniej z bagażnika wyciągany jest rower lub hulajnoga. Dziecko "dojeżdża", szkoła odnotowuje sukces, statystyki się zgadzają. Tyle że z bezpieczeństwem i ideą aktywności ma to niewiele wspólnego.
Czy naprawdę o to chodziło? Czy "Rowerowy Maj" miał być konkursem na kreatywne obchodzenie zasad? Jeśli miasto chce promować ruch rowerowy wśród dzieci, najpierw powinno stworzyć warunki. Inaczej naraża najmłodszych albo zmusza dorosłych do uczestnictwa w zbiorowej iluzji.
Może więc zamiast ślepo rozszerzać akcję na wszystkie dzielnice, warto powiedzieć jasno: są miejsca, gdzie dziś po prostu nie powinna się odbywać. Dopóki infrastruktura nie nadąży za ambicjami, bezpieczeństwo dzieci powinno być ważniejsze niż dobrze wyglądające raporty.
Obserwator Warszawski


































