"Rowerowy Maj" w Warszawie pod ostrzałem. "Tu dzieci nie mają jak jeździć"
6 maja 2026
Nie wszędzie w Warszawie dzieci mają bezpieczne warunki do jazdy rowerem - pisze autor felietonu o akcji "Rowerowy Maj". Problemem jest brak odpowiedniej infrastruktury drogowej w wielu dzielnicach stolicy.
Są w Warszawie miejsca, gdzie idea "Rowerowego Maja" brzmi jak żart. Nie dlatego, że ktoś nie wierzy w zdrowy tryb życia czy ekologiczny transport. Problem polega na tym, że miasto nie jest jednorodne - a bezpieczeństwo dzieci nie powinno być podporządkowane modnym akcjom.
Radość bez wiat przystankowych. ZTM odmawia montażu
Wiceprzewodniczący Rady Warszawy już od ponad 10 miesięcy stara się załatwić sprawę wiat przystankowych przy ulicy Zasadowej w Wawrze. Czy mu się to uda czy raczej zderzy się z urzędniczą ścianą?
Rodzice z wielu dzielnic alarmują, że presja ratusza, szkół i przedszkoli, aby jak najliczniej uczestniczyć w "Rowerowym Maju" w wielu rejonach stolicy jest - delikatnie mówiąc - nieporozumieniem.
"Rowerowy Maj" a bezpieczeństwo dzieci w Warszawie
Weźmy Wawer, Rembertów albo znaczną część Białołęki. Wąskie ulice bez chodników, brak wydzielonych dróg rowerowych, chaotyczne skrzyżowania z ograniczoną widocznością. Do tego poranny szczyt i wzmożony ruch samochodowy wokół szkół. W takich warunkach dorosły rowerzysta jedzie z duszą na ramieniu. A co dopiero dziecko na rowerze czy hulajnodze.
Tymczasem akcja promuje dojazdy "na dwóch kółkach" bez rozróżnienia realiów. Bo przecież w Śródmieściu, na Żoliborzu czy Woli wygląda to zupełnie inaczej. Tam są ścieżki rowerowe, uspokojony ruch, infrastruktura - często daleka od ideału, ale jednak istniejąca. Dziecko ma przestrzeń, by poruszać się względnie bezpiecznie. Na obrzeżach Warszawy tej przestrzeni po prostu nie ma.
"Rowerowy Maj" i fikcyjne dojazdy do szkoły?
Efekt? Narażanie dzieci na wypadki albo... fikcja. Nagminne są sytuacje, w których rodzic podwozi dziecko pod samą szkołę, a 100 metrów wcześniej z bagażnika wyciągany jest rower lub hulajnoga. Dziecko "dojeżdża", szkoła odnotowuje sukces, statystyki się zgadzają. Tyle że z bezpieczeństwem i ideą aktywności ma to niewiele wspólnego.
Czy naprawdę o to chodziło? Czy "Rowerowy Maj" miał być konkursem na kreatywne obchodzenie zasad? Jeśli miasto chce promować ruch rowerowy wśród dzieci, najpierw powinno stworzyć warunki. Inaczej naraża najmłodszych albo zmusza dorosłych do uczestnictwa w zbiorowej iluzji.
Może więc zamiast ślepo rozszerzać akcję na wszystkie dzielnice, warto powiedzieć jasno: są miejsca, gdzie dziś po prostu nie powinna się odbywać. Dopóki infrastruktura nie nadąży za ambicjami, bezpieczeństwo dzieci powinno być ważniejsze niż dobrze wyglądające raporty.
Obserwator Warszawski
.








































