"Zdrowaś, Maryjo!" i "chwała Szatanowi!". Święta wojna na Woli
10 października 2016
Wielkie wydarzenie kulturalne czy godne potępienia bluźnierstwo? Byliśmy na koncercie Behemotha.
Jak pracują radni Woli? Dwa dni Jana Nowaka.
Nie jest tak źle z aktywnością radnych Woli. Od stycznia 2011 do końca kwietnia 2013 roku zgłosili dokładnie 446 interpelacji. Na tę liczbę podstawowy wpływ ma aktywność radnego Jana Nowaka, który w ciągu dwóch dni zgłosił... 97 interpelacji.
podpisów pod apelem o odwołanie trasy koncertowej "Rzeczpospolita Niewierna", ale bezskutecznie. Trasa trwa, a Behemoth podróżuje po Polsce w towarzystwie grupy katolików, odmawiających modlitwy przed kolejnymi klubami i trzymających transparenty o treści "Stop bluźnierstwom" czy też "Kultura, nie bluźnierstwa!".
Fanów i przeciwników Behemotha, gromadzących się w sobotę około 18:00 obok Progresji i Fortu Wola, powitała mżawka. Podczas gdy przed wejściem do klubu rosła kolejka, po drugiej stronie ulicy, przed stacją benzynową ustawiła się grupa około dwudziestu osób w różnym wieku, wyposażonych w transparenty i flagę ze złotym lwem. Przez niemal dwie godziny zgromadzeni odmawiali przez megafon różaniec i grali na dudach. Nieliczni fani metalu rzucali pod ich adresem wyzwiska, część robiła sobie selfie, większość reagowała na protest uśmiechem.
- Lejący deszcz wpasował się w pokutny charakter naszego protestu - napisała na portalu społecznościowym Krucjata Młodych. - Pomimo niesprzyjającej pogody, wszyscy uczestnicy odmówili trzy części różańca.
Gdy na zewnątrz trwał protest przeciwko Behemothowi, w Progresji trwał już występ Batushki. Ośmioosobowy zespół w ubiegłym roku szturmem zdobył serca polskich metalowców, wydając doskonale przyjętą debiutancką płytę, łączącą black metal z muzyką cerkiewną. Przed rozpoczęciem koncertu wokalista, ukrywający się pod kapturem mnicha i szatą ozdobioną odwróconymi prawosławnymi krzyżami, pobłogosławił widownię, po czym użył kadzielnicy i rozpoczął - wraz z trzyosobowym chórem - śpiew w języku staro-cerkiewno-słowiańskim. W klubie w okamgnieniu zapanował "cerkiewny" klimat. Przez ponad 40 minut Batushka grała niezwykle oryginalny materiał z płyty "Litourgiya", wprowadzając zgromadzonych w stan euforii.
Jako drugi support zagrał szwajcarski duet Bölzer, składający się z wokalisty-gitarzysty występującego jako KzR i perkusisty HzR. Niezwykle skomplikowane melodie, wygrywane przez gości z Zurychu na zaledwie dwóch instrumentach, nie wzbudziły tak dużego zainteresowania, jak występ ekscentrycznej Batushki. Gdy Szwajcarzy zeszli ze sceny, w klubie zaczął gromadzić się prawdziwy tłum.
Stali bywalcy warszawskich koncertów metalowych dawno nie widzieli tak licznej publiczności. Na występ Behemotha stawili się fani w najróżniejszym wieku, ale - jak zawsze na tego typu imprezach - dominowały osoby od 25 do 35 lat. Gdańskie trio zagrało w swoim klasycznym, niezmienianym od trzynastu lat składzie Adam "Nergal" Darski (wokal, gitara), Tomasz "Orion" Wróblewski" (bas) i Zbigniew "Inferno" Promiński (perkusja), a towarzyszył im wieloletni muzyk sesyjny i koncertowy Patryk "Seth" Sztyber (gitara). W pierwszej części koncertu Behemoth dał pokaz w typowo black metalowej konwencji: utworom z płyty "The Satanist" towarzyszyły wizualizacje i recytacje modlitw. Gdy z głośników rozbrzmiewał fragment "Ślubu" Witolda Gombrowicza, Nergal rozdawał opłatki z symbolem Behemotha, przypominające chrześcijańskie hostie. Druga część koncertu upłynęła pod znakiem najpopularniejszych utworów z lat 1999-2009. Po finałowym "Chant for Eschaton 2000" publiczność przez kilka minut skandowała "Dziękujemy!".
- Sztuka to dla mnie synonim słowa "wolność", z wyjątkiem tych na usługach kleru (sakralna) czy ideologii totalitarnych (np. socrealizm) - napisał na portalu społecznościowym Nergal. - Kocham żonglerkę sacrum i profanum, ale jednocześnie coraz bardziej uwierają mnie wszelkie próby definiowania i oceniania mojej osoby i dyscypliny, którą uprawiam. Jedno pozostaje niezmienne: od 25 lat głównym motorem mojej działalności, obok oczywistej miłości do muzyki, jest miłość do wolności i swobodnego wyrażania siebie w ramach konwencji, którą sam sobie wymyśliłem i której jestem wierny.
(dg)
.









































