Wpadka "na gorąco"
9 marca 2007
Kiedy policjanci złapali 25-letniego Huberta Ch. kilka minut po włamaniu do poloneza zaparkowanego przy Rembielińskiej tłumaczył, że jednorazowe foliowe rękawiczki, które miał na rękach chronią go przed zimnem.
"Dzięki policjantom moje dziecko dziś żyje". Podziękowania od matki
Do komendanta stołecznego policji trafiły podziękowania od matki zaangażowanej w dramatyczne poszukiwania syna. Dzięki szybkiej akcji mundurowych - w tym policjanta, który tego dnia miał dzień wolny - nastolatek został odnaleziony cały i bezpieczny.
25-letni Hubert Ch. miał przewieszoną przez ramię torbę, a na rękach foliowe rękawiczki. Na pytanie, dlaczego je założył, odpowiedział, że... było mu zimno. 24-letni Rafał W. też miał przy sobie torbę. W bagażu obu mężczyzn policjanci znaleźli klucze, śrubokręty, młotek, latarkę itp. Rafał W. próbował mętnie tłumaczyć, że te przedmioty kupili od nieznajomego. Po sprawdzeniu wszystkich samochodów na parkingu okazało się, że do zaparkowanego tam poloneza ktoś się włamał. Nie było wątpliwości, że to Hubert Ch. i Rafał W. Właściciel auta rozpoznał swoje przedmioty w torbach zatrzymanych. Za włamanie i kradzież grozi im 10 lat więzienia.
cehadeiwu
na podstawie informacji policji








































