Wolimy podrzucić niż płacić
16 listopada 2011
U zbiegu ulic Pożaryskiego i Żegańskiej, w miejscu gdzie jeszcze jakiś czas temu stały pojemniki na segregowane śmieci, rośnie sterta nieczystości.
- Pojemniki zostały ustawione przez służby miejskie.
Morskie Oko zniknęło. Dlaczego wyschło i czy woda wróci?
Jeszcze niedawno okoliczni mieszkańcy spędzali tu czas nad wodą w otoczeniu drzew. Choć kąpiele były zakazane, wielu nie mogło się oprzeć ochłodzie w letnie dni. Dziś po Morskim Oku pozostało jedynie wspomnienie. W miejscu, gdzie niegdyś woda sięgała dwóch metrów, jest tylko piach, a pomosty prowadzą donikąd.
Biuro Ochrony Środowiska Urzędu m.st. Warszawy płaciło za wywóz gromadzonych w nich segregowanych odpadków: szkła, plastiku, papieru. W zamyśle miały służyć temu, aby przechodzień wrzucił do odpowiedniego pojemnika butelkę po wypitym napoju czy pustą paczkę po papierosach albo gazetę. Tymczasem mieszkańcy uznali, że mogą podrzucać obok nich swoje śmieci, które powinny trafiać do worków odbieranych z domów przez firmy, z którymi powinni mieć podpisane umowy na odbiór odpadków bytowych (biodegradowalnych) i segregowanych - mówi rzecznik wawerskiego ratusza Andrzej Murat.
Problem dotknął nie tylko okolice ronda przy Żegańskiej i Pożaryskiej, ale też rejon przy przejeździe kolejowym w Międzylesiu, w pobliżu stacji kolejowej w Radości.
- Wszędzie tam sytuacja była podobna. Worki ze śmieciami podrzucali nie tylko mieszkańcy, ale przede wszystkim właściciele pobliskich sklepów i placówek usługowych. Obecny system zbiórki odpadów jest nieefektywny. Sytuację rozwiąże dopiero wprowadzenie tzw. opłaty śmieciowej, obciążającej wszystkich mieszkańców. Jeśli będą go płacić, nie będą zainteresowani podrzucaniem śmieci do lasów czy w miejsca takie jak teraz - tłumaczy Murat.
Dzielnica już wie o problemie, poinformowała też o nim urząd miasta, który ma się zająć uprzątnięciem śmieci.
Anna Sadowska
.









































