Taki luz tylko w BOK-u na van Gogha
21 stycznia 2013
Zabawa, relaks, ale też wszechstronny rozwój - to wszystko zapewniają dzieciom taneczne zajęcia w grupie "Luz", działającej w Białołęckim Ośrodku Kultury przy ul. van Gogha 1.
- Noga nogę goni, ruszamy, zatrzymujemy się, idziemy do środka, tupiemy! - 17-osobowa grupka dzieci bez sprzeciwu wykonuje polecenia Iwony Prugar-Fiedorowicz. Kowbojski taniec z minuty na minutę staje się coraz bardziej widowiskowy a zdjęte z głów kapelusze fruwają po sali. Na twarzach dzieciaków radość pomimo pojawiających się kropli potu.
Warszawa wyburzy rodzinny dom pod ścieżkę rowerową. "445 tys. zł nie starczy nawet na kawalerkę"
To może spotkać każdego. Wzbiera złość i niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że czyjś dom rodzinny, w którym się wychował, dorastał, założył rodzinę i z którym ma nierozerwalne wspomnienia, musi ustąpić... ulicy i ścieżce rowerowej. Bo tak wymyślili urzędnicy. Jeszcze większą złość budzi fakt, że w ramach zadośćuczynienia za duży dom z działką na Białołęce warszawscy urzędnicy proponują 445 tys. zł, a więc kwotę, która nie wystarczy nawet na... kawalerkę. A w ramach usprawiedliwienia dodają: "Takie sytuacje są zawsze trudne dla obu stron". Czyżby?
Patrząc na tę szczęśliwą gromadkę, aż trudno uwierzyć, że ich rówieśnicy wolą spędzać czas przed komputerem. A może zwyczajnie nie wiedzą, że na Białołęce można tak tańczyć?
- Tańczymy, występujemy i bawimy się. Jest naprawdę fajnie - mówi Marta Marat (ubiegłoroczna laureatka ogólnopolskiego konkursu wokalnego "Wygraj sukces"). - Wolę to od komputera - przekonuje jedna z najmłodszych tancerek - sześcioletnia Zosia.
Po męczącym kowbojskim tańcu jest pora na zabawy, które zarówno dzieciom, jak i instruktorce pozwolą złapać chwilkę oddechu. Pani Iwona zasiada przy pianinie, a jej podopieczni na matach na podłodze (wszyscy wpatrzeni w nią jak w obrazek).
- Wszyscy mają urodziny, wyciągamy ręce i trzymamy na nich tort ze świeczkami. Równo rączki, żeby tort nie spadł! Nabieramy powietrze, wymyślamy marzenie i zdmuchujemy świeczki - to zajęcia regulujące oddech. - Z tortu poleciały okruchy, je też trzeba zdmuchnąć, a potem językiem wyczyścić zęby.
Dalej pada pytanie: co to jest echo? Chętnych do udzielenia odpowiedzi jest sporo. Dzieciaki próbują wytłumaczyć coś, co przecież nawet dla dorosłych nie jest proste. Pojawia się jednak zaskakująca wypowiedź. - Echo to odbicie dźwiękowe - mówi Ewa. Zaskoczona pani rozwija temat i już po chwili jej podopieczni mają za zadanie powtarzać proste krótkie melodie. Zabawę kończy głosowanie na ulubiony taniec i piosenkę. W końcu wybór pada na "Dziewczynkę i strachy". Niesamowite widowisko - przerażona Marta pomiędzy strachami przekonująco odgrywa swoją rolę. Godzina mija nie wiadomo kiedy. Hasło "na dzisiaj to wszystko, rodzice czekają" wcale nie skłania dzieci do szybkiego wyjścia. Rozstanie z instruktorką nie przychodzi łatwo.
Zmiana na każdej płaszczyźnie
Iwona Prugar-Fiedorowicz, absolwentka Liceum Muzycznego im. K. Szymanowskiego w Warszawie, muzykologii na UW i Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie, zajęcia prowadzi w oparciu o program autorski oraz metodę C. Orffa (twórcze obcowanie z muzyką: ruch, taniec, mowa, dźwięk, gra na instrumentach), J. Dalcroze'a (m.in. interpretacja utworu muzycznego), pedagogikę zabawy oraz własne metody.
W Białołęckim Ośrodku Kultury pracuje już niemal sześć lat. Porzuciła muzykologię dla pracy z dziećmi. - To wspaniała praca. Żadna minuta nie jest stracona. Niesamowite jest patrzenie na dzieci, które często przychodzą tu zawstydzone i nieśmiałe, a już po kilku zajęciach jest wyraźna zmiana, rozwijają się na każdej płaszczyźnie - mówi instruktorka.
Swoją przygodę z tańcem i muzyką maluchy zaczynają najczęściej w "Luziku". Tam trafiają już dwulatki, które w wieku sześciu lat przechodzą do "Luzu". Ćwiczą i występują, chociażby na wielkiej scenie pod Pałacem Kultury w czasie Euro. Aktywnie brali też udział w tegorocznej Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.
Anna Sadowska
.










































