Polowanie wolskiego kota
30 września 2015
Miał być pyszny obiad, ale nic z tego nie wyszło. Bo obiad odleciał. Dziki kot żyjący na podwórku przy Ciołka chciał upolować upasionego gołębia. Oto zew natury dalekiego kuzyna tygrysów, lwów i lampartów.
Szklane domy i rudery. Mirów pełen kontrastów
Takie widoki przedwojennej zabudowy, znad której wyrastają 180-metrowe wieże, to unikat na skalę Europy.
Coś wygrzebie się ze śmietnika, ktoś nie doje kebaba z Obozowej albo jakaś myszka się zagapi i zakończy swój żywot jako obiad. Dlatego warto spróbować zaczaić się na tłustego gołębia, który cały czas coś skubie i tylko przybiera na masie. Wszak kot domowy jest dalekim - ale jednak - kuzynem dzikich, mięsożernych wielkich kotów. Dlatego choć dachowiec nie jest królem zwierząt, a gołąb zebrą, to i tak trzeba przystąpić do ataku.
Pręgowany kocur czai się w trawie. Dokładnie widzi każdy ruch gołębi, które siedzą na studzience kanalizacyjnej i popijają wodę z kałuży. Kroczek do przodu. Jeszcze jeden. Może nie zauważy, tłuste ptaszysko. Jeszcze jeden kroczek. Dachowiec spłaszcza się możliwie najmocniej. Niestety, nie ma szans. Podwórkowy trawnik to nie sawanna.
Jak pech, to pech.
Przemysław Burkiewicz
.













































