Pogrzeb, a znajdziesz pieniądze
2 lutego 2015
Nie tak dawno przetoczyła się przez Senat debata budżetowa i po raz kolejny opozycja (nie mówię jaka, bo od 25 lat każda opozycja mówi to samo) zarzuciła rządowi, że bezlitośnie obcina niezbędne wydatki na ważne cele społeczne. Rząd rutynowo zapytał: "A skąd wziąć? Czy opozycja zgadza się na podwyżkę podatków?". Na to opozycja również rutynowo odpowiedziała: "Wystarczy znieść ulgi i preferencje podatkowe i zaraz na wszystko wystarczy". Postanowiłem wreszcie sprawdzić, co to za ulgi i konkretnie wskazać opozycji, gdzie ma szukać pieniędzy. Nie było łatwo dobrać się do materiałów Ministerstwa Finansów, ale mam tu pewne doświadczenie, więc znalazłem, co trzeba.
Kto zostanie nowym prezesem WSM? Poprzeczka nie jest zawieszona wysoko
Rada Nadzorcza ogłosiła konkurs na stanowisko prezesa zarządu jednej z najstarszych i największych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce - Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Stawką są duże pieniądze i prestiż.
Podstawowa stawka wynosi 23%, a tu proszę: producenci żywności, leków, książek, mieszkań, sprzedawcy węgla dla ludności, szewcy, krawcy, fryzjerzy itp. płacą tylko 5, 7 albo 8%. Budżet traci na tym aż 44 mld zł! Pobiegłem z tym do znajomego działacza opozycji i triumfalnie powiedziałem: "Zażądajcie, aby wszyscy producenci płacili 23%. Będzie sprawiedliwie i 44 mld do rozdysponowania!". Ten spojrzał na mnie z politowaniem: "Czyś pan na głowę upadł? Przecież to spowodowałoby kilkunastoprocentowy wzrost cen podstawowych towarów i usług! Ludzie by nas na strzępy roznieśli".
Nie, to nie. A może znajdę coś w ulgach w podatku PIT? To aż 19 mld zł. Niestety, tu znowu kłopot. Działacz opozycji w żadnym razie nie chciał likwidować ulg podatkowych na dzieci (8 mld zł), ani wspólnych rozliczeń małżonków (3 mld). "Przecież rodzina to podstawa Rzeczypospolitej!" - spojrzał na mnie zdziwiony i podejrzliwie zapytał: "A pan to przypadkiem nie gej?". Spłoszyłem się, ale nie dawałem za wygraną. Zapytałem, czy może chciałby opodatkować pomoc finansową, wypłacaną niepełnosprawnym, biednym i kombatantom (budżet zyskałby na tym całe 2,5 mld zł!)? Wyraźnie się wystraszył. "Pan to mówi serio?". "Oczywiście nie" - powiedziałem - "ale ja przecież tylko chcę zrealizować pański postulat". Nagle wydało mi się, że coś znalazłem. Oto unijne dopłaty dla rolników są zwolnione z podatku dochodowego. Opodatkujmy i budżet zyska 1,7 mld zł! "To nie ma sensu" - znowu skrzywił się mój polityk - "PSL się nie zgodzi". Zapytałem, co opozycję obchodzi PSL. Działacz spojrzał na mnie z politowaniem: "Niby pan taki doświadczony polityk, a nie rozumie. PSL będzie rządził zawsze, dziś z nimi, jutro z nami. Po co więc mamy żądać czegoś, czego i tak nie zrealizujemy po wygranych wyborach?". Spasowałem i zadumałem się nad swoją tępotą. Dalsza dyskusja potoczyła się tak samo. Ewentualne wycofanie preferencji uderzało a to w studentów, a to w drobnych przedsiębiorców albo w miejsca pracy - więc wszystkie te pomysły przedstawiciel opozycji stanowczo odrzucał. W końcu znudzony poszedł sobie, a następnego dnia zobaczyłem go w TV, gdy z przekonaniem grzmiał, że rząd marnotrawi pieniądze na ulgi i preferencje i nie ma odwagi ich wycofać. Nie wytrzymałem, zadzwoniłem i zapytałem, gdzie u licha znalazł ulgi, które gotów byłby zlikwidować - przecież wszystkie propozycje odrzucał! "Usługi pogrzebowe, proszę pana. Są obłożone VAT-em 7%. Gdy dojdziemy do władzy podniesiemy ten VAT do 23%. Cena wzrośnie, ale proszę pana, dopóki ktoś żyje, to się tym nie przejmuje, a jak umrze, to już nie może głosować. Trzeba tylko pogrzebać, a pieniądze się znajdą!" Zasmuciłem się - przecież sam mogłem na to wpaść. Muszę jeszcze nad sobą sporo popracować, jeśli chcę zostać prawdziwym i godnym tego miana przedstawicielem opozycji.
Marek Borowski
senator z Pragi i Targówka, były marszałek Sejmu (2001-2004), wicepremier (1993-1994) i poseł (1991-2011)










































