Wielka afera w spółdzielni. "Takich zjawisk do tej pory nie widziałem"
W spółdzielni mieszkaniowej "Koło" na warszawskiej Woli przez lata dochodziło do poważnych nadużyć finansowych. Audyt wykazał, że z kasy spółdzielni wyprowadzono co najmniej 23 mln zł, a mimo licznych dowodów i podsłuchów założonych przez policję, do tej pory nikt nie usłyszał zarzutów.
Audytor Wojciech Dudziński w rozmowie z Onetem podkreślił, że przez 25 lat pracy nie spotkał się z tak jawną i bezczelną skalą nadużyć. Zwrócił uwagę, że działalność spółdzielni, z której jawnie i niezgodnie z prawem wyprowadzano miliony złotych, powinna skutkować nie tylko zarzutami prokuratorskimi, ale i poważnymi zmianami w prawie. Według niego obecny system nadzoru nad spółdzielniami mieszkaniowymi jest iluzoryczny, a kontrolę sprawują często podmioty powiązane z zarządami.
Dudziński pojawił się w spółdzielni w 2024 r., po tym jak w połowie 2023 r. Jej członkowie odwołali wieloletniego prezesa Janusza Szmigierę. Spółdzielnia była wtedy na skraju bankructwa i musiała zostać poddana restrukturyzacji pod nadzorem sądu. Nowy zarząd zlecił audyt, który wykazał, że przez lata pieniądze przeznaczano na zbędne inwestycje, płacono za fikcyjne usługi, przeprowadzano podejrzane remonty, a mieszkania sprzedawano wybranym osobom po zaniżonych cenach.
W rozmowach Onetu z wieloletnimi pracownikami spółdzielni pojawiły się sugestie, że Szmigiera dopuścił się nieprawidłowości z powodu długów hazardowych lub chęci prowadzenia wystawnego życia. Pracownicy podkreślają, że zmiany w zachowaniu prezesa zaczęły być widoczne około dziesięć lat temu. W 2016 r. Szmigiera został zatrzymany przez CBA i usłyszał zarzut współpracy z Dariuszem U., ps. Uzi, który miał proces za wielomilionowe wyłudzenia kredytów w SK Banku w Wołominie. W tej sprawie został uniewinniony przez sąd pierwszej instancji, ale po apelacji prokuratury wyrok uchylono i proces trwa.
Jednak po kontaktach z "Uzim" w spółdzielni pojawił się tajemniczy Witold S., który został członkiem zarządu i zastępcą prezesa. Pracownicy podejrzewali go o powiązania ze światem przestępczym. Mężczyzna został odwołany z zarządu na początku 2023 r., a w 2024 r. zmarł nagle.
Janusz Szmigiera w rozmowie z Onetem przyznał, że w "Kole" działała grupa przestępcza, ale - jak twierdzi - nie należał do niej, a kierował nią Witold S. Szmigiera przyznał, że w spółdzielni panowała korupcja i wystawiano fikcyjne faktury, jednak sam nie brał udziału w tych procederach. Podkreślił, że czuje się winny jedynie w tym sensie, że żałuje zatrudnienia Witolda S. i nie sprawdził go wcześniej.
Były prezes stanowczo zaprzeczył plotkom o długach hazardowych, które miałyby być powodem wyprowadzania pieniędzy ze spółdzielni. Twierdzi, że jego zastępca Witold S. go zastraszał, żądał pieniędzy i groził ujawnieniem rzekomych łapówek. Szmigiera przyznał, że ze strachu płacił Witoldowi S., sprzedając nawet mieszkanie, by chronić rodzinę. Zgłosił sprawę szantażu do prokuratury, ale śledztwo przerwała śmierć Witolda S.
Sprawa spółdzielni "Koło" od dawna jest znana warszawskim organom ścigania. W 2022 r. Wydział do Walki z Korupcją Komendy Stołecznej Policji prowadził operację pod kryptonimem "Bonus". W gabinecie Witolda S. zamontowano kamerę, która rejestrowała wręczanie łapówek przez przedsiębiorców. Pracownicy spółdzielni byli przesłuchiwani przez policję, a funkcjonariusze pytali o zwyczaje Witolda S., co sugerowało przygotowania do jego zatrzymania. Jednak do tego nie doszło, a po śmierci Witolda S. sprawa ucichła.
Źródło: onet.pl























