Antymultipleks na Białołęce. Czy Kino na boku musi być niszowe?
12 lutego 2016
"Kino na boku" to pierwsze i jak dotąd jedyne kino na warszawskiej Białołęce. Jest miłe, ładne, tanie i kameralne. Dlaczego więc stosunkowo niewiele osób do niego chodzi, z utęsknieniem wyczekując otwarcia multipleksu?
Ratują kamienne winogrona na grobie Labeya
Dobiega końca renowacja zabytkowego nagrobka z 1856 roku Josepha Labeya na cmentarzu Tarchomińskim. Inicjatorem i sponsorem przedsięwzięcia jest Fundacja Ave, znana mieszkańcom Białołęki m.in. z różnych inicjatyw popularyzujących lokalną historię.
Czyli bez popcornu, coli, nachosów i wszystkich innych obowiązkowych atrybutów sieciowych kin. Wielu to sobie chwali. Sam nie przepadam za szeleszczeniem papierkami, siorbaniem przez słomkę tudzież odgłosami pochrupywania przekąsek, co powoli staje się normą kinowej "kultury". Ale promując seans filmowy jako misterium w ciemności kinowej sali, najważniejszy powinien być repertuar. Tymczasem na forach internetowych czyta się pytania:
- Czemu nasze jedyne białołęckie kino ma tak ubogi repertuar? "Ekscentrycy", drugi tydzień, non stop. Naprawdę nie ma ciekawszych filmów?
No właśnie. W styczniu w repertuarze białołęckiego kina były tylko trzy filmy. Program na luty jest tak samo ubogi: dziecięcy "Misiek w Nowym Jorku", "Joy" i "Zjawa". Nic do tych tytułów nie mam. Ale tylko "Misiek w Nowym Jorku" grany będzie mniej więcej w tym samym czasie, co w innych warszawskich kinach. Rewelacyjna "Zjawa" pojawi się trzy tygodnie po polskiej premierze, a "Joy" trafia do Kina Na Boku po miesiącu. Ale może sama aktualność nie jest jeszcze najważniejsza, choć w dobie cyfrowej dystrybucji nie ma przecież żadnych przeszkód, by każdy tytuł grać w dniu premiery. Problemem jest skala wyboru - trzy filmy miesięcznie to propozycja zaskakująco uboga.
Dyrektor Białołęckiego Ośrodka Kultury tłumaczy, że na razie inaczej się nie da: - Takie są zasady pozyskiwania tytułów od dystrybutorów. Oni stawiają warunki, by film grany był przez tydzień albo dwa. Może gdyby wybór filmów był większy, gdyby kino organizowało dodatkowe eventy, spotkania z twórcami, to publiczność by jednak przychodziła? Moglibyśmy poszerzyć repertuar, gdyby sala służyła tylko jako kinowa. Ale korzystają z niej wszystkie nasze sekcje, są próby, zajęcia. Dopóki nie zostanie otwarta druga sala, większej liczby seansów nie da się zorganizować - mówi Karolina Adelt Paprocka.
Kto wie o Kinie na boku?
Pozostaje zatem mieć nadzieję, że otwarcie filii na Głębockiej coś w tej sprawie zmieni. Pozostaje jednak inna kwestia: samo kino nie jest chyba najlepiej promowane, skoro gdy pytam o jego atrakcyjność kilka osób jest mocno zdziwionych, że kino na Białołęce w ogóle istnieje. A kilka innych wie i deklaruje, że nie może się doczekać otwarcia multipleksu w galerii na Światowida. Z takiej pobieżnej sondy można by wysnuć pośpieszny wniosek, że wysoka kultura filmowa musi przegrać z niższą, a kino z ambitnym repertuarem i bez popcornu z kinopleksem. Ale może to wcale nie tak. Może gdyby wybór filmów był większy, gdyby kino organizowało dodatkowe eventy, spotkania z twórcami, to publiczność by jednak przychodziła?
- Tak! Tak! To jest nasz pomysł na kino od samego początku. Tak chcemy to miejsce rozwijać, by stało się miejscem także dyskusji, rozmowy o kinie, bezpośredniego spotkania z twórcami - zapowiada Karolina Adelt Paprocka.
Czy Kino Na Boku stanie się wkrótce lokalnym, ale prężnie działającym ośrodkiem kultury filmowej? Szczerze życzę tego sobie, pani dyrektor Adelt i wszystkim białołęckim kinomanom.
Wojciech Kałużyński
.














































