Z nimi po kielichu wrócisz do Legionowa
16 września 2014
Po kielichu - tak wdzięczną nazwę nosi firma, która od niedawna działa również na legionowskim rynku. O co chodzi? O odebranie z miejsca imprezy pijanego klienta oraz jego samochodu. Wojtek Gozdek, jeden z założycieli, opowiada o najzabawniejszych kursach do Legionowa.
Plaża nie do zniesienia bez procentów
Najwięcej zleceń z powiatu legionowskiego jest latem, z Nieporętu. To stamtąd właśnie mieszkańcy Legionowa nie mają jak wrócić do domów z plaży, na której - zupełnie przecież niespodziewanie - wychylili kilka piwek.
- Działamy w Warszawie i okolicach, najczęściej w godzinach od 18 do 6 rano. W powiecie legionowskim największym powodzeniem cieszymy się w Nieporęcie i Wieliszewie. Tam są plaże i domy weselne, klientów nie brakuje. Do tego dochodzą mieszkańcy Legionowa, którzy po imprezach w Warszawie nie mają jak wrócić do domów - mówi Wojciech Gozdek.
Koszty usługi nie są najniższe. - Jeśli zamawiamy "podwózkę" do domu z Nieporętu, będzie nas to kosztować ok. 70 zł. Nie liczymy za nasz dojazd, tylko kilometry od miejsca zabrania klienta do punktu docelowego. 3,50 zł za km. Podstawienie auta - 17,50 i dopłata za usługę poza stolicą 20 zł - wylicza Wojciech Gozdek. Nie liczymy za nasz dojazd, tylko kilometry od miejsca zabrania klienta do punktu docelowego. 3,50 zł za km. Podstawienie auta - 17,50 i dopłata za usługę poza stolicą 20 zł - wylicza Gozdek.
Kierowcy znani też jako "night drivers" muszą być przygotowani na wiele. Jak mówią: pijany człowiek jest kopalnią niespodzianek. Najbardziej zapamiętane kursy do Legionowa?
- Było lato, noc, podczas dyżuru dostaliśmy zlecenie na odprowadzanie pojazdu. Gdy podjechaliśmy pod adres, który podał klient, okazało się, że pan smacznie śpi na tylnym siedzeniu. Samochód był zamknięty. Po pięciu minutach pukania w szybę klient się ocknął i próbował otworzyć samochód. Jak pamiętam, był to opel insygnia i kierowca nie wiedział, jak otworzyć auto od środka. Kluczyka od samochodu nie mógł znaleźć. Gdy tylko ruszył się w środku, włączył się alarm. Była to nieduża uliczka domków segmentowych, o pierwszej w nocy postawił na nogi całą okolicę! Urwał też klamkę, próbując na siłę otworzyć drzwi - opowiada Wojciech Gozdek.
- Zimą zabieraliśmy klienta z jednego z osiedli. Zapytałem: dokąd jedziemy? Odpowiedział tylko "do domu prosto!" Co skrzyżowanie musiałem pytać się: dalej prosto? Czy może skręcić? On cały czas powtarzał "do domu prosto!". Po około 20 km klient odparł, że jedziemy w złym kierunku i kazał mi zawrócić. Więc z powrotem - do miejsca początkowego. Na liczniku miałem już 30 kilometrów przejechanych, a cały czas błądziliśmy po centrum. Z każdym kolejnym kilometrem koszty wzrastały, a ja nie chciałem niepotrzebnej kłótni, że za dużo musi zapłacić. Jednak klient jedynie się zaśmiał i dodał "do domu prosto". Jeździliśmy z nim jeszcze z godzinę, zanim dotarliśmy do celu, na osiedle Sobieskiego - wspomina Wojtek i opowiada, że ta usługa okazała się kosztowna, bo klient zapłacił 300 zł.
Zainteresowani? Kontakt można znaleźć na pokielichu.pl. Night driverzy oceniają legionowski rynek jako niezwykle perspektywiczny. Nie do końca wiadomo, czy to powód do zadowolenia.
AS