Ledwo go dobudzili. Kilka minut później ruszył po wódkę
dzisiaj, 05:16
Gdyby Homer pisał dziś "Odyseję", być może opisałby bohatera, który po wybudzeniu z głębokiego snu nie wraca do domu, lecz wyrusza w pełną poświęcenia wyprawę do sklepu monopolowego. Historia z Dworca Zachodniego pokazuje jednak, że nie każda podróż kończy się chwałą, a czasem prowadzi prosto do kolejnej interwencji służb.
Niektóre przebudzenia są spektakularne. Królewna Śnieżka obudziła się dzięki pocałunkowi księcia. Pewien mieszkaniec Warszawy potrzebował do tego zespołu ratownictwa medycznego, strażników miejskich i sporej dawki cierpliwości.
Artykuł sponsorowany
Marimonte na Bielanach - luksusowa rezydencja w zielonym sercu stolicy
Marimonte na Bielanach redefiniuje standard miejskiego życia, oferując luksus zanurzony w naturze przy Marymonckiej 4. Inwestycja ta stanowi precyzyjną odpowiedź na ewolucję potrzeb warszawskiego rynku premium, gdzie bliskość Lasu Bielańskiego staje się obecnie równie istotnym atrybutem, co nowoczesna infrastruktura apartamentowca.
Dworzec Zachodni: głęboki sen na posadzce
10 czerwca strażnicy miejscy z III Oddziału Terenowego otrzymali zgłoszenie o nieprzytomnym mężczyźnie leżącym na stacji PKP Warszawa Zachodnia. Na miejscu zastali śpiącego na posadzce człowieka w stanie silnego upojenia alkoholowego.
Mężczyzna oddychał spokojnie, a nawet donośnie chrapał, jednak wszelkie próby dobudzenia go okazywały się bezskuteczne. Strażnicy wezwali pogotowie ratunkowe i do czasu przyjazdu załogi monitorowali jego funkcje życiowe.
Misja ratunkowa zakończona sukcesem
Około godziny 18 ratownikom udało się skutecznie wybudzić śpiącego. Po badaniu okazało się, że jest zdrowy i może samodzielnie wrócić do domu.
Tu historia mogłaby się zakończyć morałem o szczęśliwym powrocie do własnego łóżka. Niestety, główny bohater miał zupełnie inny plan na popołudnie.
Wyprawa po złoty płyn
Ku zdumieniu strażników mężczyzna skierował swoje kroki nie do domu, lecz do sklepu monopolowego. Można odnieść wrażenie, że wewnętrzny kompas wskazywał mu wyłącznie jeden kierunek.
Jeszcze większym zaskoczeniem okazał się fakt, że ewidentnie nietrzeźwy klient bez problemu kupił tzw. setkę wódki. Transakcja odbyła się na oczach funkcjonariuszy.
Sprzedawca spotkał się z rzeczywistością
Strażnicy ponownie podjęli interwencję. Ekspedient został poinformowany o naruszeniu przepisów, a na miejsce wezwana została policja.
Sprzedaż alkoholu osobie nietrzeźwej jest poważnym naruszeniem prawa i może oznaczać konsekwencje zarówno dla sprzedawcy, jak i dla placówki handlowej. Pracownik sklepu tłumaczył, że się zagapił i nie zwrócił uwagi na stan klienta.
Trudno jednak przeoczyć człowieka, którego chwilę wcześniej nie mogli dobudzić strażnicy, a później ratownicy medyczni. Jak mawiał Sherlock Holmes, trzeba obserwować. W handlu alkoholem zasada ta okazuje się wyjątkowo cenna.
O dalszych losach sprawy zdecydują policjanci. Morał jest natomiast gotowy już dziś: jeśli ktoś jeszcze przed godziną przypominał Śpiącą Królewnę po spotkaniu z Bachusem, to nie jest najlepszym kandydatem do zakupu kolejnej porcji procentów.
Red
.







































