Kto śpi w twoim mieszkaniu? Urzędnik skontroluje
6 marca 2020
Samorząd bierze się za walkę z krótkoterminowym wynajmem. Właściciele hosteli i dwugwiazdkowych hoteli mogą zacierać ręce.
Zamiast przeszukiwać internet w poszukiwaniu pokoju do wynajęcia, turyści coraz częściej decydują się na korzystanie z aplikacji umożliwiających rezerwację prywatnego mieszkania. Korzystają zarówno mieszkańcy inwestujący w nieruchomości, jak i odwiedzający, którzy płacą zazwyczaj znacznie mniej, niż w hotelach. Nie podoba się to oczywiście hotelom o standardzie dwóch gwiazdek i hostelom, które mają oferującą niższe ceny konkurencję.
"Nie" dla biletu rocznego? Absurdalne argumenty
Kartę Miejską można zakodować na 30 dni, można też na 90. Teoretycznie możliwe byłoby wprowadzenie biletów na dowolną liczbę dni, także na 365.
Ich lobbing trafił w Warszawie na podatny grunt.
Międzynarodówka samorządowa
Stolica została jednym z sygnatariuszy porozumienia zawartego przez 22 miasta Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii, jak np. Londyn, Paryż, Praga, Amsterdam i Barcelona (zabrakło m.in. Rzymu, Wenecji i Madrytu, również będących w czołówce najchętniej odwiedzanych metropolii). Chodzi o więcej biurokracji, bardziej skomplikowane przepisy i wyższe podatki, bo zazwyczaj dokładnie to kryje się pod padającym z ust polityków hasłem "bezpieczeństwo i komfort".
- Dla bezpieczeństwa naszych gości oraz komfortu mieszkańców przedsiębiorcy, którzy świadczą usługi najmu krótkoterminowego powinni figurować w ewidencji prowadzonej przez samorząd - zapowiada prezydent Rafał Trzaskowski. - Naszym obowiązkiem jest zapewnienie równych warunków funkcjonowania dla całej branży turystycznej, a więc przeciwdziałanie szarej strefie usług noclegowych dla dobra turystów, mieszkańców i budżetu miasta.
Główny postulat to zmuszenie serwisów łączących właścicieli mieszkań z turystami do ujawniania urzędom ich pełnych danych, co ma "umożliwić włodarzom miast ochronę interesu publicznego i utrzymanie przystępności cenowej lokali". Co ciekawe, podobne żądania nie są stawiane np. wobec tzw. agencji towarzyskich, sąsiedztwo których potrafi realnie uprzykrzać życie mieszkańcom.
Wirtualny problem
- Opisywany wzrost popularności najmu krótkoterminowego skutkuje wzrostem cen mieszkań, co bezpośrednio przekłada się na ich dostępność w przystępnych cenach - czytamy w dokumencie.
Innymi słowy: zdaniem europejskich samorządowców należy interweniować na wolnym rynku "bo jest za drogo", zaś wysokie ceny mieszkań np. obok pałacu w Wilanowie czy na Krakowskim Przedmieściu nie wynikają z prestiżowej lokalizacji, wspaniałego widoku, bezpieczeństwa czy dobrego dostępu do infrastruktury, ale z tego, że do któregoś z mieszkań co weekend przyjeżdża para Niemców albo Szwajcarów. Z dokumentu można się także dowiedzieć, że "nasze miasta są istotną siłą napędową Europy, dzięki której jest ona najpopularniejszym kierunkiem turystycznym na świecie".
W rzeczywistości najpopularniejsze kierunki turystyczne to nie abstrakcyjna "Europa", ale Paryż, zamki nad Loarą czy hiszpańskie kurorty. W Warszawie skala turystyki jest nieporównywalnie mniejsza a liczba mieszkań na wynajem krótkoterminowy - stosunkowo nieduża. Nie sposób porównywać Warszawy np. z Wenecją, w centrum której praktycznie nie ma już mieszkańców, a która deklaracji nie podpisała i wdraża własne rozwiązania.
Otwarta pozostaje także kwestia tzw. couchsurfingu, czyli przyjmowania turystów w swoim mieszkaniu lub nawet w pokoju gościnnym teoretycznie za darmo, w praktyce zazwyczaj za tradycyjne produkty z własnego kraju. Wydaje się też, że urzędnicy nie doceniają ludzkiej pomysłowości - jeśli aplikacje do krótkoterminowego najmu przestaną być opłacalne wskutek skomplikowanych przepisów i dodatkowych kosztów, natychmiast pojawią się inne sposoby na zarabianie pieniędzy i tanie podróżowanie.
(dg)
.








































