Pod milczącym niebem. Dom wyjątkowy, tom 1
| autor: | Katarzyna Majewska-Ziemba |
| wydawnictwo: | Replika |
| seria: | Dom wyjątkowy |
| wydanie: | Poznań |
| zapowiedź: | 3 lutego 2026 |
| forma: | książka, okładka miękka |
| wymiary: | 145 × 205 mm |
| liczba stron: | 384 |
| ISBN: | 978-83-6856072-5 |
Wyjątkowi ludzie tworzą wyjątkowe miejsca
Życie Lucyny nie jest usłane różami. Dziewczyna jest rozczarowana ciągłymi konfliktami z ojcem i brakiem ciepła w rodzinnym domu. W miłości również nie ma szczęścia. Szukając swojej drogi, decyduje się przywdziać habit i złożyć śluby zakonne.
Trafia do Warszawy do przyklasztornego domu dla sierot, który prowadzą zakonnice. Od tej chwili staje się siostrą Benedyktą, która z pasją i wiarą w cel zaczyna pracę z opuszczonymi dziećmi.
W katolickim domu dziecka nie jest łatwo. Panuje wszechobecna bieda i choroby, a jednak jest tu coś, co sprawia, że to miejsce jest domem - troska i miłość. Siostry nie tylko otaczają opieką, ale starają się dać dzieciom namiastkę rodzinnego ciepła, choć wiedzą, że nie zastąpią im rodziców. Podopieczni uczą się żyć razem, nawet jeśli pochodzą z różnych środowisk - także tych, które dla dorosłych dzielą się na ,,my" i ,,oni".
To opowieść o miejscu stworzonym nie z ideałów, lecz z potrzeby.
Okres międzywojenny to czasy, w których o prawach dziecka mówi się niewiele. Autorytetem dla młodej siostry staje się doktor Janusz Korczak, który prowadzi dom sierot na Krochmalnej.
Te dwa miejsca różnią się od siebie religią, ale łączy je jedno: próba ocalenia dzieciństwa, choćby w najskromniejszej formie.
Benedykta prawie każde popołudnie spędzała w szwalni. Przeglądała ubrania podopiecznych, ale myślami była zupełnie gdzie indziej. Bardzo się martwiła o Rączkę, który ostatnio nie miał zapału do nauki. Nauczyciele skarżyli się, że chłopiec znika z lekcji albo przychodzi nieprzygotowany. Sama nie wiedziała, co z nim zrobić. Kiedy go karała, to zupełnie nie skutkowało, zamykał się w sobie i z nikim nie rozmawiał. A kiedy tylko poczuł odrobinę wolności, znikał na całe godziny, a potem wracał z wypchanymi kieszeniami. Benedykta dobrze wiedziała, skąd pochodzą zjadane w skrytce pod schodami wiktuały. Była dobrym obserwatorem, widziała wiele, chociaż udawała, że tak nie jest. W głębi serca wspierała ten ich układ, nie kradzież, rzecz jasna, ale zawarty przez dzieciaki sojusz. Trzymały się razem, a ona popierała to całym sercem.
Myśląc o nich, westchnęła ciężko i pochyliła się nad cerowaniem. Najmłodsza grupa dzieci darła ubrania wyjątkowo szybko, a nowe sztuki odzieży nie trafiały się często. Siostry wysyłały listy do towarzystw dobroczynnych, ale zawsze wszystkiego było za mało, szczególnie ubrań i jedzenia.
- Dziewczęta, skupcie się na pracy! - poprosiła cicho i oderwała wzrok od cerowanej skarpetki. Znowu to samo, najbardziej rozgadana Ineza i cicha zazwyczaj Zosia coś do siebie szeptały zamiast szyć.
- Kiedy to nudne, ja nie lubię cerowania. - Ineza westchnęła, a Zosia skwapliwie potwierdziła.
- Wiele rzeczy w życiu jest nudnych, a mimo to musimy je wykonywać. Skupcie się, to szybciej skończycie.
- Ech, losie zapchlony, jak bym ja chciała po łące pląsać, z rozwianych włosów krople rosy strącać... - wyrecytowała Ineza teatralnie, przesłaniając dłonią oczy.
- Jadziu. - Benedykta westchnęła raz jeszcze.
- Nie jestem Jadzia, jestem Ineza, już siostrę prosiłam. Przecież do siostry nie mówimy Marysiu, Kasiu czy jak tam siostrze dali na chrzcie. Bo na pewno nie dali Benedykta, takiego imienia u nas nie ma - wymądrzała się, przewracając oczami.
Siostra musiała przyznać smarkuli rację, na chrzcie dali jej Lucyna. Najzwyklejsze imię pod słońcem, dobrze że przynajmniej w klasztorze mogła wybrać inne. Za murem zmieniła imię i życie, tylko czasem wracała myślami do poprzedniego. A skoro dziewczynka chciała być Inezą, niech jej będzie, Benedykta musi uszanować jej prośbę. Tylko tak może ją nauczyć słuchania innych.
- Inezo, bardzo proszę starannie zakończyć swoją pracę. Na dzisiaj wystarczy - rzekła, zmieniając temat.
- Przecież i Zośka nie lubi swojego imienia, woli jak mówimy Zi. A Rączce to nawet nie wiem, jak naprawdę dali - kontynuowała Ineza, głucha na jej prośby.
- Roman - odpowiedziała Benedykta, sięgając po nożyczki. - Tylko zupełnie nie wiem, dlaczego nazywamy go Rączka.
Wiedziała bardzo dobrze, była tylko ciekawa, co jej odpowiedzą.
Jak na komendę Ineza i Zi pochyliły się nad swoją pracą i nagle zaczęły udawać skupienie. Nie chciały opowiadać siostrze o zdolnościach Rączki, któremu wszystko samo pchało się w ręce. No prawie samo, bo czasem musiał szczęściu pomóc. A dzięki jego umiejętnościom ich sieroce życie było odrobinę słodsze i bardziej owocowe. Milczały, a Benedykta udawała, że jest zajęta pracą i nie drążyła tematu. Poza tym naprawdę lubiła tego uśmiechniętego łobuziaka, którego wszędzie było pełno. Gdyby tylko lepiej się uczył!
W końcu Ineza odłożyła swoją robotę na stół.
- Kończ to szycie, Zi, niedługo kolacja. Marianna miała dla nas zrobić owsiane kakao. Znowu przyszły dary i pewnie trzeba jej pomóc rozpakować. Możemy już iść?
- Przecież to nie wasz dyżur? - odpowiedziała Benedykta pytaniem.
- Ale każda pomoc w kuchni się przyda, Marianna ma zawsze pełne ręce roboty. - Zosia uśmiechała się łagodnie i wpatrywała się w nią wyczekująco.
Było w tej dziewczynie coś, co wzbudzało niepokój Benedykty: zawsze była cicha i ugodowa, nigdy przy niczym się nie upierała, a mimo to zawsze umiała postawić na swoim. Benedykta czuła, że z tej pozornej ciszy może kiedyś powstać gwałtowna burza.
- Dobrze, Zosiu, sprawdźcie, jak kuchnia sobie radzi, a my spotkamy się na kolacji. Dziękuję za waszą pracę.
Nie trzeba im było dwa razy powtarzać. Zaraz za drzwiami szwalni Zosia poprawiła włosy i kilka razy szczypnęła policzki, żeby były bardziej zaróżowione.
- Jak wyglądam? - Wpatrywała się w przyjaciółkę, oczekując prawdy.
- Normalnie, jak podrzutek. - Ineza zachichotała. - Ale i tak podobasz się Jurkowi, naprawdę cię lubi.
- E tam, zaraz lubi, zwykły kolega - tłumaczyła się zarumieniona.
- Na Rączkę tak nie patrzysz, przecież widzę. Przy Jurku oczy robią ci się maślane, a w swoim zeszycie malowałaś serduszka i pisałaś jego imię, widziałam.
W odpowiedzi Zosia potargała loki Inezy i pobiegła do kuchni. Wpadła tam jak burza i o mało nie przewróciła Marianny.
- Hola, co to za bieganie? Po kuchni nie biegamy! - Marianna udawała oburzenie.
- Siostra nas przysłała, mamy pomóc przy kolacji - skłamała gładko. Nie przyznała się, że same chciały tu przyjść, żeby jak najszybciej skończyć szycie.
- A chłopcy gdzie? Znowu ich gdzieś licho nosi? - Marianna zdziwiła się, że dziewczynki przyszły same, zazwyczaj pojawiała się cała czwórka i pod pretekstem pomocy myszkowała w zakamarkach kuchni, szukając czegoś do jedzenia.
- Pewnie jeszcze w sali lekcyjnej, Rączka miał zrobić zadania, a siostra Efrema pewnie go pilnuje. Marianna wie, że do lekcji to on ma niewiele zapału. Jak go nie upilnują, to zaraz zeszyty rzuci w kąt i tyle tego. - Zosia utyskiwała tonem dorosłego.
- Zosiu, tak to bywa, że młokosy wiatr mają w spodniach, daj mu czas. - Marianna starała się mieć dla nich dużo wyrozumiałości, a Benedykta była dla niej niedoścignionym wzorem w tej kwestii.
- Ten wiatr to po grochówce. - Ineza zachichotała, a Zosia wzruszyła ramionami i nawet się nie uśmiechnęła.
- Głupoty Ineza mówi, chodzi mi, że szałaputy - tłumaczyła się Marianna.
- Przecież wiem, moja mama, Jadwiga Smosarska[1], też tak mówi, że szałaputy to mają w życiu ciężko, nad książką nie przysiądą, za porządną robotę się nie wezmą i ciągle ich gdzieś gna - odpowiedziała poważnym tonem.
Marianna już gdzieś słyszała to nazwisko, lecz nie dociekała gdzie. Po rozmowie z Benedyktą wiedziała, że żadna Smosarska czy jak jej tam, nie mogła być matką Inezy. Ot bajdurzyła, żeby dodać sobie ważności.
- Że kto? - spytała za nią Zosia.
- No Smosarska, po niej mam imię i urodę - wyjaśniła Ineza z uśmiechem.
Marianna udała, że nie słyszy. Pochyliła się i z kuchennej szafki wyjęła dwa biszkopty i położyła przed nimi.
- Jedzcie, a potem do roboty. Zróbcie kakao owsiane i pokrójcie chleb, tylko do mleka dolejcie wody, żeby więcej wyszło!
Zajęła się swoją robotą, ale kątem oka widziała, że obie schowały ciasteczka w kieszeni fartuszków. Domyśliła się, że chcą się podzielić z resztą. Od dawna wiedziała o ich cichej komitywie i wcale jej to nie przeszkadzało. Te sieroty nie miały nikogo, dobrze, że chociaż na siebie mogły liczyć.
[1] Polska aktorka (1898-1971).
Na sąsiedniej półce
-
[ książka, e-book ]Zapach bajgli z makiem. Lwowska opowieść, tom 3Katarzyna Majewska-Ziemba
-
[ książka, e-book ]Gorzki smak rosolisu. Lwowska opowieść, tom 2Katarzyna Majewska-Ziemba
-
[ książka, e-book ]Dotyk marcepanowych marzeń Lwowska opowieść tom 1Katarzyna Majewska-Ziemba
-
[ książka, e-book ]W cudzych ogrodachKatarzyna Majewska-Ziemba
-
[ książka, e-book ]Na moście pożegnań. Saga kresowa, tom 2Katarzyna Majewska-Ziemba
-
[ książka, e-book ]Cienie zostaną za nami. Saga kresowa, tom 1Katarzyna Majewska-Ziemba
-
nowość[ książka, e-book ]Siła męskiego honoru. Sandomierskie wzgórza 5Edyta Świętek
-
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Miejsce w sercuNatalia Bieniek
-
nowość[ książka ]AdelaEwa Popławska
-
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Wiadomość od (nie)znajomegoAleksandra Pakuła
-
nowość[ książka ]Głowa do góry, cycki do przodu!Gabriela Gargaś
-
nowość[ książka ]Bez końcaNina Kraus
LINKI SPONSOROWANE

































