Zaczynamy walkę z bazgrołami na murach
15 lipca 2015
W przyszłym roku w sześciu dzielnicach rozegra się bitwa z mową nienawiści, szpecącą ściany warszawskich domów.
Bazgroły na murach domów, garażach, ekranach akustycznych, wiatach przystankowych czy pociągach to rzeczywistość większości dużych europejskich miast. Pół biedy, jeśli są to tzw. tagi, czyli zwykłe podpisy wandali.
Fałszywe alarmy bombowe w szkołach i przedszkolach. "To nienormalne, że policja jest bezradna"
Z dużą częstotliwością w mediach pojawiają się informacje o rzekomych ładunkach wybuchowych na terenie urzędów, marketów, szpitali czy placówek oświatowych. Wszystkie okazują się zwykłymi "kapiszonami". Koszty stawiania na nogi służb są ogromne. Czy tylko dlatego brakuje pieniędzy na takich profesjonalistów od cyberprzestępczości, którzy umieliby poradzić sobie z żartownisiami?
Gorzej, gdy na murze widnieje napis propagujący nienawiść albo symbol taki jak krzyż celtycki, używany dziś przez neonazistów. Z takimi "ozdobami" na ulicach od lat walczą aktywiści zamalowujący bazgroły, brakuje jednak systemowego rozwiązania. Pojawi się ono w przyszłym roku w co trzeciej dzielnicy Warszawy.
Projekty do budżetu partycypacyjnego z cyklu "Dzielnica bez nienawiści" zostały wybrane w sześciu częściach miasta: Pradze Południe, Woli, Białołęce, Bródnie, Ursusie i Ursynowie. Każda z nich przeznaczy kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy na zamalowywanie nienawistnych napisów. Czy będzie to skuteczne? Jak przekonuje projektodawca: tak, bo na miejscu napisu raz usuniętego prawie nigdy nie pojawia się nowy. Odnowione elewacje będą także pokrywane specjalną powłoką, odporną na farby w spreju.
Jednorazowa inicjatywa czy początek prawdziwej wojny z nienawiścią? Przekonamy się za dwa lata.
(DG)
.








































