Smutny koniec drewnianego domu
8 lipca 2015
Dla wszystkich - i wszystkiego - wybije kiedyś ostatnia godzina. Zdaje się, że nic dobrego nie czeka już rozłożystego drewniaka przy ulicy Dziewanny 1 na Targówku Fabrycznym. Rozbiórka i na opał - po osiemdziesięciu latach dom połączony z garażem i jakimś pomieszczeniem gospodarczym odchodzi do krainy wiecznych remontów.
"Dzięki policjantom moje dziecko dziś żyje". Podziękowania od matki
Do komendanta stołecznego policji trafiły podziękowania od matki zaangażowanej w dramatyczne poszukiwania syna. Dzięki szybkiej akcji mundurowych - w tym policjanta, który tego dnia miał dzień wolny - nastolatek został odnaleziony cały i bezpieczny.
Dom, w którym mieszkali, był taki jak oni - obolały i zmęczony, nieuchronnie chylący się ku upadkowi. Dawniej mieszkały tu dwie rodziny, ponieważ domek można było nazwać bliźniakiem. Połączony w jedną całość miał także na wyposażeniu komórkę, gdzie zapewne leżał węgiel, i coś na kształt garażu. Dom pamięta czasy, gdy ulica Niedotrzymska ciągnęła się od Wszeborskiej do Żmudzkiej, a nie, jak dziś, jest tylko kilkunastometrowym łącznikiem Wszeborskiej i Dziewanny. Wtedy dymiły jeszcze kominy fabryki Kijewskiego, huty "Targówek" a wzdłuż Radzymińskiej jeździł "samowarek" do Marek.
Dziś jednak nie ma już ani starszych państwa, ani węgla, ani nawet kwiatów. Dom się wali. Opuszczony, zajęty został przez dzikich lokatorów. Teraz nie ma nawet ich, a chałupa w każdej chwili może się rozpaść. Tak odchodzą stare domy - opuszczone i samotne. Zupełnie jak wielu ludzi w podeszłym wieku.
Przemysław Burkiewicz
.










































