Ruskowy Bród: między życiem a wiecznością
30 kwietnia 2014
W Meksyku huczne zabawy, a nawet biesiady na grobach przodków to nic dziwnego. To tradycja. Białołęka nie leży jednak w Meksyku, więc plac zabaw zbudowany w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca pamięci luterańskich osadników razi wiele osób.
Nowy żłobek na Białołęce. Realna potrzeba czy duża rozrzutność?
Na wschodniej Białołęce powstanie nowy publiczny żłobek dla 100 dzieci. Inwestycja kosztować będzie ponad 13 mln zł, podczas gdy w dzielnicy już teraz jest 301 wolnych miejsc. Czy przy spadającej liczbie urodzeń Warszawa potrzebuje kolejnych żłobków?
Najmniejszy kłopot mają chyba dzieci, biegające wzdłuż ściany lapidarium i wyrzucające papierki po chipsach za nagrobki, prosto na znajdującą się tam mogiłę. Tymczasem dorośli miejsce pamięci nazywają "cmentarzem" a na płytach nagrobnych palą z okazji Dnia Wszystkich Świętych znicze.
"To nie jest cmentarz"
- Miejsce pamięci przy Ruskowym Brodzie to nie groby, ale zabytkowe płyty, oddzielone zresztą architektonicznie od placu zabaw m.in. kręgiem ławek i alejkami - mówi radna Agnieszka Borowska, prezeska stowarzyszenia Moja Białołęka. - Takie sąsiedztwo nie jest niczym wyjątkowym, np. na Żoliborzu park z placem zabaw sąsiaduje z Cytadelą. To miejsce pokazuje łączność między przeszłością a przyszłością, olęderskimi osadnikami i nowymi mieszkańcami Białołęki. Moim zdaniem nie ma w tym niczego niewłaściwego. Trzeba też pamiętać, że park jest nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych, a potrzeba upamiętnienia historii białołęczan dla inicjatorów pomnika była równie istotna, jak potrzeba tych, którzy chcieli mieć plac zabaw. Stojąca obok pomnika tablica informuje o tym, że to nie jest cmentarz. Osobiście czułbym się niezręcznie, przychodząc tam z dzieckiem, bo "wystawa z płyt nagrobnych", to nie zwykła wystawa o tematyce kulturalnej, taka jaką byłyby np. fotografie z życia codziennego Olędrów - mówi Bartłomiej Włodkowski, prezes fundacji Ave. Wiele też się mówi o edukacji pozaszkolnej dzieci. Szukamy miejsc, w których zobaczą to, o czym uczą się w szkołach. Dzięki takiemu połączeniu rodzice mają okazję przekazać dzieciom lekcję o historii tej okolicy i dużo cennych wartości.
- To wystawa o tematyce kulturalnej i historycznej, mająca przypominać o korzeniach Białołęki - dodaje wiceburmistrz Piotr Smoczyński.
Oddzielić zmarłych od żywych
- W odczuciu nie tylko moim, ale też historyków sztuki, z którymi wtedy rozmawiałem, stworzenie lapidarium było złym pomysłem - mówi Bartłomiej Włodkowski, prezes fundacji Ave, prowadzącej Wirtualne Muzeum Białołęki. - Nasza dzielnica jest praktycznie pozbawiona zabytków sprzed II wojny światowej. Tym większa szkoda, że nagrobki nie są eksponowane w swoim historycznym miejscu i że nie upamiętniono tych cmentarzy w ich oryginalnym kształcie. Umieszczenie lapidarium tuż obok placu zabaw również było złym pomysłem. Osobiście czułbym się niezręcznie, przychodząc tam z dzieckiem, bo "wystawa z płyt nagrobnych", to nie zwykła wystawa o tematyce kulturalnej, taka jaką byłyby np. fotografie z życia codziennego Olędrów. Mieszkańcy, paląc znicze, również nie traktują tego miejsca jako wystawy. To kwestia wrażliwości kulturowej. Chciałbym również dodać, że w samym opisie, umieszczonym na tablicy obok lapidarium, brakuje kompleksowej informacji o cmentarzach luterańskich na Białołęce. Nie wspomniano np. o tym, że cmentarz przy Mehoffera także nie był w całości katolicki.
Mieszkańcy pytani na placu zabaw o sens odgrodzenia go od miejsca pamięci, są jednomyślni. Mówią, że potrzebne jest osobne ogrodzenie, które oddzieliłoby zmarłych od żywych.
Dominik Gadomski
historyk, redaktor portalu tustolica.pl







































