REKLAMA

pan materac bartycka otwarcie 1pan materac bartycka otwarcie 2pan materac bartycka otwarcie 0

Zima w Azylu dla pogubionych serc

zapowiedź
autor: Anna Wojtkowska-Witala
wydawnictwo: Replika
wydanie: Poznań
zapowiedź: 10 listopada 2026
forma: książka, okładka miękka
wymiary: 145 × 205 mm
liczba stron: 304
ISBN: 978-83-6892336-0

Czy można wybaczyć lata chłodu i milczenia, zapomnieć o dawnych urazach i zacząć od nowa?

Czy bohaterowie mogą liczyć na spokojne, szczęśliwe święta w Azylu?

Klara wzięła na swoje barki zdecydowanie zbyt wiele. Najpierw remont tuż przed świętami, a teraz jeszcze organizacja Wigilii dla gości w Azylu. Pewnie już dawno zrezygnowałaby z tego szalonego pomysłu, gdyby nie pomoc bliskich, którzy postanowili ją wesprzeć.

Tymczasem świeżo upieczone małżeństwo Agaty i Igora przechodzi pierwszą poważną próbę. Sytuacji nie ułatwiają teściowie dziewczyny, którzy odetchnęliby z ulgą, gdyby młodzi się rozstali. Gdy Lena przekazuje córce stare rodzinne zapiski, nie podejrzewa, jak głęboko skrywane tajemnice wyjdą na jaw. Prawda o przeszłości, którą odkryje Agata, rzuci zupełnie nowe światło na losy ich rodziny.

Fragment

Agata, 2025

Zdecydowanie zbyt długo siedziała w łazience i chłodziła twarz zimną wodą. Rumieńce, wykwitłe na jej twarzy pod wpływem zdenerwowania, w ogóle nie chciały zniknąć. Igor już dwa razy dopytywał przez zamknięte drzwi, czy u niej wszystko w porząd­ku. Spojrzała na okno, odpowiednio duże, by wymknąć się przez nie na zewnątrz, ale stanowczo zbyt małe na bagaż wyrzutów sumienia, jaki zabrałaby ze sobą. Poza tym ucieczka z domu Anny i Sergiusza Kaweckich stałaby się dla nich okazją do jeszcze więk­szej krytyki wobec synowej - niewymarzonej i nieodpowiedniej dla ich syna. Głupiutkiej, roztrzepanej, zbyt młodej. Takiej, która złapała ich syna na dziecko. Właśnie, dziecko! Nie mogła uciec i zostawić synka w domu, w którym krytykowano i obrażano jego matkę. Agata wzięła głęboki oddech, uniosła wysoko brodę i, nie bacząc na mokrą twarz i nieco rozmazany makijaż, wyszła z łazienki. W obawie, że odwaga ją opuści, zamierzała natychmiast po wejściu do salonu teściów oświadczyć, co myśli na temat uwag Anny wypowiedzianych pod jej adresem.

Sergiusz rozpostarty w fotelu, z nogą założoną na nogę i ze znudzoną miną, prawdopodobnie z niecierpliwością czekał koń­ca tej wizyty. Anna, ubrana w obcisłą garsonkę podkreślającą jej nienaganną sylwetkę, nerwowo stukała palcami o blat stołu, doskonale zdając sobie sprawę, że wyraża tym brak szacunku dla Agaty, która wreszcie postanowiła wyjść z łazienki. Igor trzymał w ramionach syna i gdy zobaczył żonę, posłał jej niemą prośbę o pomoc, co wyraził błagalnym wyrazem twarzy. Uciekajmy stąd, zdawał się krzyczeć. Agata z chęcią natychmiast wyniosłaby się z eleganckiej i kipiącej bogactwem willi, lecz przedtem chciała zripostować słowa usłyszane przed ucieczką do łazienki.

- Nareszcie - mruknęła sarkastycznie Anna i ostentacyjnie przewróciła oczami.

- Nie musi pani profesor - Agata z premedytacją użyła tytułu naukowego teściowej - za każdym razem, gdy się spotykamy, po­kazywać mi swojej wyższości.

- Słucham? - Kobieta zerwała się na równe nogi i błyskawicznie znalazła się przy synowej.

Wyższa od żony syna o pół głowy, na wysokich obcasach wy­dawała się strzelista jak wieża i władczo dominująca. Agata nie przejęła się tym faktem, cofnęła się o krok i rozpoczęła przemowę:

- Przepraszam, że zasiedziałam się w łazience, ale musiałam przemyśleć to, co mi powiedzieliście i - spojrzała na teściową, następnie rzuciła pospieszne spojrzenie na teścia - nie zgadzam się z tym. Nie uważam, że imię Wilhelm dla mojego i Igora syna jest okropne. Jest piękne. Jest ważne dla mojej rodziny...

- Przyszywanej - wtrąciła Anna, lecz Agata nie zareagowała na tę uwagę i kontynuowała:

- Nieprawda też, że nie można go skrócić. Można. Wiluś.

- Jak dla psa! - prychnęła Kawecka i dodała z przerażającą wzgardą w głosie: - W dodatku kundla.

Cierpliwy do tej pory i znajdujący się pomiędzy młotem a ko­wadłem Igor musiał zareagować na słowa matki.

- No chyba trochę przesadziłaś! - krzyknął. - Dla jakiego psa?

- Matka ma rację, Wiluś to takie trochę psie imię - zauważył z wręcz stoickim spokojem Sergiusz.

- Naprawdę, tato? - Igor spojrzał na ojca z niedowierzaniem. Jeśli jeszcze do tej pory miał jakąkolwiek nadzieję na wsparcie z jego strony, to w tej chwili całkowicie ją utracił.

- Nie unoś się na ojca - poprosiła matka i dodała przez zaci­śnięte zęby: - Ta dziewczyna - wbiła palec w ramię Agaty - ma na ciebie zły wpływ.

- Teraz to już naprawdę przesadziłaś! - warknął Igor i gdyby nie dziecko trzymane w ramionach, złapałby palec matki i zapewne złamał go ze złości, jaka w nim buzowała. Nikt, a tym bardziej nikt z jego rodziny, nie będzie obrażał jego żony!

Spokojny do tej pory Wiluś zaczął wiercić się w ramionach taty, wykrzywione usteczka zwiastowały rychły płacz. Półroczny chłopczyk wyczuł zdenerwowanie rodziców, a podniesione głosy budziły w nim lęk.

- Daj mi go - powiedziała Agata i zaczęła uspokajać Wilusia.

- Dzieckiem trzeba umieć się zajmować - mruknął niby obo­jętnym, ale podszytym ironią tonem Sergiusz.

Anna skinieniem głowy poparła męża, Agata zignorowała tę uwagę, z kolei Igor zareagował ostro:

- Naprawdę?

- Matka ma rację - stwierdził krótko starszy Kawecki.

- Tak? A w czym? Możesz mnie olśnić? - dopytywał Igor.

- Anno, wytłumacz im. Mnie ta rozmowa zaczyna mierzić. Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko.

Anna z wdzięcznością spojrzała na męża. Już dawno zamie­rzała przemówić synowi do rozsądku. Odchrząknęła. Przełknęła ślinę i zaczęła:

- Ona nie jest odpowiednią żoną dla ciebie - powiedziała krótko, zupełnie nie zważając na obecność Agaty.

- Dlaczego, mamo?

- Chociażby ze względu na to, kim są jej rodzice. Właściciel podrzędnej firmy i recepcjonistka? Sprzątaczka?

- Tłumaczka - szepnęła Agata, ale trójka Kaweckich jej nie usłyszała.

- Czy to takie ważne, kim są rodzice Agaty? - jęknął Igor. - Ko­cham ją, mamy dziecko, tworzymy rodzinę.

- Jestem profesorem literatury, ojciec chirurgiem dziecięcym! Obracamy się w innych kręgach niż państwo... Muszyńscy? Nie... tak? Nie mogę połapać się w tych nazwiskach. Przecież matka twojej żony jest rozwiedziona... Jak ona się w końcu nazywa? Za­pomniałam. Taki galimatias! W naszej rodzinie nie było rozwodów.

- Ćmielowska. Obecny mąż mojej mamy też jest lekarzem - wtrąciła Agata.

- Jedynie dentystą i to niepraktykującym - powiedział z drwi­ną Sergiusz.

Igor zakrył twarz dłońmi. Nie potrafił uwierzyć w to, co słyszał... w to, co działo się w jego rodzinnym domu. Przecież rodzice cie­szyli się na jego ślub, narodziny wnuka. Dlaczego nagle zmienili zdanie? Co takiego się wydarzyło? A może coś planowali? Myśli kłębiły się w jego głowie.

- Czy możecie mi wyjaśnić, o co tutaj chodzi? - zapytał naj­prościej, jak mógł.

Państwo Kaweccy spojrzeli po sobie, jakby podejmowali osta­teczną decyzję. Wreszcie Anna odkryła wszystkie karty:

- Chcemy, żebyś się rozwiódł, synu. A ty - zwróciła się do Agaty - zrzekniesz się praw rodzicielskich na rzecz Igora, dla któ­rego sami wybierzemy żonę. Ona zaakceptuje jego syna, któremu oczywiście zmienimy imię na bardziej ludzkie.

- I przełkniemy ten pierwszy rozwód w rodzinie. Na jedne fanaberie ci już pozwoliliśmy. Skończyłeś te swoje studia, które sam wybrałeś, ale na to głupie małżeństwo się nie zgadzamy - dokończył Sergiusz.

- To... to się nie dzieje - wydukała Agata, spoglądając z prze­rażeniem na ludzi chcących dyrygować jej życiem. Co gorsza, chcących odebrać jej Wilusia. Popatrzyła na Igora i w jednej chwili cały niepokój ustąpił. Mężczyzna objął ją ramieniem, przyłożył usta do jej skroni, a potem spokojnym, aczkolwiek stanowczym głosem oznajmił:

- Udam, że nie słyszałem tego, co przed chwilą powiedzieliście. Chcę natomiast, żebyście zapamiętali to, co mam wam teraz do przekazania, bo nie będę się powtarzał. Kocham Agatę i nie za­mierzam się z nią rozwodzić, lecz wspólnie wychowywać nasze dziecko. Wilusia. Możecie to zaakceptować lub nie, ale na pewno nie będziecie kierować moim życiem. Nie wy, profesor literatury i chirurg dziecięcy, którzy właśnie pokazaliście mi najpodlejszą stronę waszych charakterów. Wstyd mi za was.

Mocniej objął Agatę i skierowali się w stronę wyjścia.

Anna doskoczyła do niego i złapała za rękę. Desperacko pra­gnęła go zatrzymać.

- Zastanów się jeszcze raz. Marnujesz sobie życie. Posłuchaj mnie i ojca, mamy zdecydowanie więcej doświadczenia niż ty.

- Udławcie się tym waszym doświadczeniem! - krzyknął Igor i wyprowadził żonę z rodzinnego domu, który podczas kilku ostat­nich minut i paru wymienionych zdań stał się mu zupełnie obcy.

Do samochodu doszli w milczeniu. Pierwsza odezwała się Agata. Mocując się z zapięciem dziecięcego fotelika, zerkała na Igora bębniącego palcami w kierownicę, by wreszcie zapytać:

- Może nie powinieneś wychodzić pokłócony od rodziców?

- Ty ich bronisz? Po tym jak cię obrazili? - rzucił z niedowierzaniem.

- Nie bronię, ale to twoi rodzice.

- Zaczynam w to wątpić.

- Nie mów tak. - Usiadła na miejscu pasażera. - I mówmy ciszej. Wiluś zasnął.

- Chociaż tyle dobrego. - Igor ujął dłoń Agaty, by przycisnąć ją do ust. - Kiedy stałaś się taka wyrozumiała i spokojna?

- Mama też uważa, że po porodzie złagodniałam.

- Kocham cię w obu wersjach. Tej z przeszłości i tej obecnej - szepnął i zbliżył usta do twarzy kobiety.

- Nie tutaj, wracajmy do domu.

Igor westchnął. Do domu. Póki co takiego nie mieli, mieszkali w Żorach, w wynajmowanym przez niego mieszkaniu. Lena, matka Agaty, i jej mąż Wiktor zaproponowali im gościnę w mikołowskim domu, ale odmówili. Po pierwsze nie chcieli nikomu siedzieć na głowie, po drugie nowe życie zamierzali rozpocząć we dwoje, a po narodzinach Wilusia w trójkę. Agata wprowadziła się więc do Kaweckiego. Zdawało się, że w przestronnym mieszkaniu zostaną na dłużej, tymczasem właściciel wypowiedział im wynajem bez podawania przyczyny. Wówczas zamierzali skorzystać z propo­zycji Leny i Wiktora, a w międzyczasie szukać czegoś bardziej odpowiedniego. Okazało się jednak, że niemal cały dom został zastawiony meblami i innymi różnościami z wyrskiego azylu. Kla­ra rozpoczęła remont pokoi, a mikołowski dom na ten czas miał pełnić funkcję przechowalni. Igor zaczął się więc rozglądać za kupnem mieszkania, a kiedy w końcu udało mu się coś znaleźć, zamierzał poprosić rodziców o pożyczkę połowy potrzebnej kwoty. Nie zdążył tego zrobić.

- Zadzwonię do mamy - powiedziała Agata po powrocie.

Wiluś nadal spał, więc położyła go w łóżeczku. Miała nadzieję, że zanim się obudzi, sprawa z brakiem lokum zostanie rozwiązana.

- Nie. - Igor wyjął z jej rąk komórkę.

- Dlaczego?

- Po co ją martwić. Usiądźmy spokojnie i coś wymyślmy.

- A co tu wymyślać? Czynsz za wynajem jest zbyt wysoki, na kupno własnego mieszkania nas nie stać. Musimy się wprowadzić do mamy i Wiktora. Trudno, będziemy musieli przyzwyczaić się do ciasnoty i potykania o meble Klary.

- Klara! - krzyknął Igor i zanim Agata go skarciła za zbyt głośny wybuch, pociągnął ją ku sobie i posadził na kolanach, a potem wybrał numer do przyszywanej ciotki żony.

Odebrała po pierwszym sygnale. Igor nie bawił się w żadne wstępy, tylko od razu wytłumaczył, w jakiej sytuacji znaleźli się z Agatą. Potem długo słuchał Klary, by wreszcie podziękować jej wylewnie, pożegnać się i z triumfem spojrzeć na żonę.

- Może mi wytłumaczysz, z czego jesteś taki zadowolony? - zapy­tała lekko obrażona i zamierzała wstać, ale przytrzymał ją i wyjaśnił:

- Na czas remontu Klara postanowiła, że dwa pokoje będą przez cały czas gotowe na przyjęcie gości. Na wszelki wypadek.

- I my jesteśmy tym wypadkiem?

- Tak. Dostaniemy jeden z pokoi.

- Ale wiesz, że to żaden luksus dla naszej trójki. Jeden pokój, łazienka i niewielki kącik kuchenny. A właściwie tylko lodówka i czajnik.

- Klara powiedziała, że kuchnia będzie do naszej dyspozycji o każdej porze dnia i nocy.

- Ty jesteś przekonany do tego pomysłu?

- Na sto procent.

- Może jeszcze poszukajmy czegoś. Wpakujemy się Klarze i Michałowi na głowę i w sam środek remontu. Pomyśl o Wilusiu.

- To go tylko uodporni.

- Na wszystko masz argument - zaśmiała się.

- Czyli się zgadzasz?

- Żona musi słuchać męża - zażartowała.

- We wszystkim - uzupełnił.

Nie wahając się, zaczął rozpinać guziki bluzki Agaty, by po rozprawieniu się z ostatnim zsunąć ją z jej ramion i rzucić na podłogę. Agata usiadła na nim okrakiem, pozwalając, by rozpiął jej stanik. Westchnęła przeciągle, gdy dłońmi pieścił jej powiększone pod wpływem hormonów laktacyjnych piersi. Lekki ból mieszał się z przyjemnym podnieceniem, które udzieliło się również Igo­rowi. Nagły płacz dziecka natychmiast zgasił w nich rozpalający się płomień i sprowadził na ziemię. Agata w pośpiechu włożyła bluzkę, Igor przeczesał dłońmi włosy i oboje skierowali kroki do łóżeczka, w którym Wiluś domagał się jedzenia. Chłopiec przywarł do piersi matki i zaczął ssać. Igor przez chwilę przyglądał się tej scenie, by wreszcie odwrócić się i powędrować do kuchni. Dusząc w sobie absurdalną zazdrość, zabrał się za przygotowywanie kolacji.

Na sąsiedniej półce

Szukasz książki, audiobooka? Skorzystaj z wyszukiwarki

REKLAMA

moje bielany 10-2026 2moje bielany 10-2026 0

REKLAMA

less mess 09-26 1less mess 09-26 2less mess 09-26 0

Najnowsze informacje na Tu Stolica

Kup bilet

Znajdź swoje wakacje

Powyższe treści pochodzą z serwisu Wakacje.pl.

Polecamy w naszym pasażu