Co z trzecią klasą na Turmonckiej?
29 sierpnia 2012
W Szkole Podstawowej nr 285 im. Jana Marcina Szancera przy ul. Turmocnkiej trwa rewolucja kadrowa. Jedna z klas trzecich ma być rozwiązana, a dzieci umieszczone w innych klasach. - Rodzice są bardzo rozczarowani - mówi Iwona Wujastyk, radna Warszawy z dzielnicy Targówek i jednocześnie szefowa rady rodziców tej szkoły.
Drogowy rekord absurdu. Mieszkańcy oburzeni
Mieszkańcy ulicy Bukowieckiej z niedowierzaniem obserwują zmiany w organizacji ruchu. Wzdłuż jezdni ustawiono rzędy betonowych bloczków, które skutecznie uniemożliwiają możliwość parkowania przy posesjach. Choć oficjalnie mają one uspokajać ruch, wśród mieszkańców i radnych narasta przekonanie, że prawdziwy cel jest zupełnie inny.
Rada rodziców poruszyła problem podczas posiedzenia komisji oświaty. Sprawa miała zostać załatwiona, ale tak się nie stało. To typowe działanie "na przeczekanie i wyciszenie sprawy". Zobaczymy we wrześniu. Dzieci są pozostawione same sobie - uważa radny Kunowski.
- Problem w dużej mierze polega na tym, że o takiej decyzji pani dyrektor powiadomiła rodziców w czerwcu, pod koniec roku szkolnego. Teraz te dzieci są w szkole uważane za gorsze. Poza tym widać niepokój w klasach młodszych, gdzie obawiają się podobnych rozwiązań. Do tego rodzice usłyszeli, że klasa nie zostanie rozwiązana, jeżeli jej stan osobowy powiększy się o cztery do siedmiu osób. A jak rodzice mają uzupełnić klasę? Jaki mają na to wpływ? Skąd mają wziąć się te dodatkowe dzieci? - pyta Iwona Wujastyk, przewodnicząca rady rodziców podstawówki nr 285 przy Turmonckiej.
Rodzice: to dodatkowy stres
Rodzice mówią wprost - są traktowani przez dyrekcję po macoszemu. - Pani dyrektor sprawuje urząd od pięciu lat, a od czterech klasy są ciągle rozwiązywane. Mój syn skończył wcześniej tę samą szkołę i nigdy nie było takiego przypadku.
Dzielnica: będzie dobrze
Zdaniem urzędników dzielnicy nic złego się nie dzieje, a sytuacja jest pod kontrolą. - Faktycznie pani dyrektor popełniła błąd podejmując decyzję bez uzgodnienia z rodzicami, którzy poczuli się pominięci. Spotkałem się jednak z rodzicami i większość z nich jest w stanie zrozumieć konieczność takich postanowień - tłumaczy wiceburmistrz Sławomir Antonik. - Starannie dobieraliśmy uczniów, którzy mieliby uczęszczać do klasy z dziećmi młodszymi. Wybraliśmy dzieci urodzone w drugim półroczu, staraliśmy się nie rozbijać grup koleżeńskich. Są normy, których musimy się trzymać. Byłoby nieracjonalnie wydawać pieniądze na klasy liczące po 16 uczniów. Także patrząc na to, że w innych klasach też jest ich trochę mniej niż zakładaliśmy.
mac
.




































