Ozdrowieniec: Mam wrażenie, że gram w filmie o kiepskim scenariuszu
5 maja 2020
Pan Tomasz wyszedł ze Szpitala Bródnowskiego po wykonanym teście na Covid. Kolejne zdarzenia i działania służb ukazują, jaki chaos panuje wokół walki z epidemią w Warszawie.
- Na do widzenia mam pierwszy w życiu test na Covid, ponieważ miałem kontakt z zakażonymi pracownikami.
Znany budynek przy Wspólnej wpisany do rejestru zabytków
Dawny dom mieszkalny dla pracowników Centrali Biura Studiów i Projektów Budownictwa Przemysłowego przy ul. Wspólnej 63 został wpisany do rejestru zabytków. O decyzji poinformował na Facebooku profil Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Odkładam ten problem na bok głowy, bo przecież Sanepid sam mnie znajdzie, gdyby wynik był pozytywny. Szpital zleca 14 dni kwarantanny domowej - opisuje.
Wyszedł ze szpitala zakażony Covid
- Leczę się w oparciu o porady telemedyczne w domu. Po serii nieudanych prób telefonicznego, oficjalnego potwierdzenia wyniku testu w Szpitalu Bródnowskim, poddaję się. Wysyłam tylko maila do szpitala z zapytaniem o wynik mojego testu na Covid. 9 kwietnia (!) szpital odpowiada na maila. - Dowiaduję się oficjalnie, że przeprowadzony 31 marca test dał w dniu 1 kwietnia wynik pozytywny. Minęło 8 dni odkąd wiadomo, że jestem "pozytywny". Trochę szkoda. Gdybym miał tę informację wcześniej, to wcześniej zacząłbym leczenie i może nie skończyłbym w szpitalu. A tak, to symptomy Covid brałem za dolegliwości po operacji - relacjonuje.
Kolejnego dnia pan Tomasz gorączkuje, kaszle i czasami łapię powietrze "jak rybka". Chory zostaje przyjęty do Kliniki Medycyny Infekcyjnej i Alergologii WIM na Szaserów. Tymczasem 14 kwietnia mija termin kwarantanny zleconej przez Szpital Bródnowski.
- W tym czasie nie kontaktował się ze mną Sanepid, nie kontrolowała mnie policja. Teoretycznie, gdyby przebieg choroby był łagodniejszy i nie pojechałbym do szpitala, kaszel wziąłbym za podrażnienie po intubacji, lekką gorączkę traktował jako efekt operacji, to następnego dnia mógłbym pójść na zakupy i siać Covidem - przekonuje pan Tomasz.
Chory w szpitalu, policja i tak przyjeżdża
Dopiero 15 kwietnia pod dom podjeżdża policja. - Na zlecenie Sanepidu szukają mojego numeru telefonu. Dostają numer, odjeżdżają - opowiada dalej. Kolejnego dnia telefonują z Sanepidu z informacją o pozytywnym wyniku testu na Covid.
- Dziękuję za wieści i informuję, że jestem w szpitalu. Panią najbardziej interesuje, jak tam było z tą kwarantanną, czy nie "sypnąłem" wirusem dalej. Opisuję moją pełną izolację od rodziny. Obecny pobyt w szpitalu i moje dalsze wyjaśnienia pani nie interesują, bo ma jeszcze 1000 telefonów do wykonania - opisuje pan Tomasz.
W międzyczasie w kolejnych dniach policja podjeżdża pod dom sprawdzić, czy chory pozostaje w domowej izolacji. Nie pozostaje, ponieważ nadal leży w szpitalu, ale służby zdają się tego nie pamiętać. 19 kwietnia pod dom pana Tomasza podjeżdża bus z wymalowaną kotwicą Polski Walczącej.
- To Wojska Obrony Terytorialnej mają zrobić mi test na Covid. Testu zrobić nie można, bo nie ma mnie w domu. Przecież jestem w szpitalu - wyjaśnił.
System wysyła policję na wirusa, którego nie ma
21 kwietnia - brak objawów i negatywny wynik drugiego testu na Covid powoduje, że pacjent zostaje wypisany ze szpitala. Oficjalnie stał się ozdrowieńcem. Jednak nie dla Sanepidu i pozostałych służb. Policja nadal podjeżdża pod dom pana Tomasza. Ma takie zlecenie od Sanepidu aż do 9 maja. W międzyczasie ozdrowieniec próbuje poinformować służby sanitarne, iż już jest w pełni zdrowy. Dostaje jednak mailową informację zwrotną, iż z powodu nawału pracy są opóźnienia w odpisywaniu.
- Policja przyjeżdża nadal. Z policjantami się zaprzyjaźniłem. Chyba razem mamy wrażenie, że gramy w jakimś filmie o kiepskim scenariuszu - opowiada. Jak dodaje: - System wysyła policję na wirusa i dzielnie walczy z problemami, które sam wygenerował. Mam takie wrażenie, że nie jestem jakimś szczególnym pechowcem, a moja sytuacja to obowiązujący obecnie sanepidowski standard - kończy pan Tomasz.
(DB)
.








































