Skonfiguruj
Dodaj samodzielnie on-line
Konto użytkownika
Spleciony obraz. Cienie prawdy, tom 4
| autor: | Maria Weronika Józefacka |
| wydawnictwo: | Replika |
| seria: | Cienie prawdy |
| wydanie: | Poznań |
| zapowiedź: | 29 września 2026 |
| forma: | książka, okładka miękka |
| wymiary: | 145 × 205 mm |
| liczba stron: | 320 |
| ISBN: | 978-83-6892311-7 |
Przejmująca opowieść o tym, że z bliznami przeszłości można pogodzić się dopiero wtedy, gdy ujrzymy w oczach drugiego człowieka własną, prawdziwą twarz.
Marta na dobre odcięła się od prostytucji i zbudowała nowe, bezpieczne życie w Olsztynie jako pracownica agencji detektywistycznej.
Agata, Przemek i Daniel okrzepli w nietypowej konfiguracji rodzinnej, ale mierzą się z burzliwym dorastaniem Julki. Dziewczyna wplątała się w niepokojącą przyjaźń z Sandrą. Na prośbę Daniela Marta po raz drugi angażuje się w sprawy Julki. Prowadzi ją to do miejsc, od których uciekła i ludzi, których wyrugowała z życia. Jedną z takich osób jest Igor, barman z Charlene...
Rozdział 1
Za progiem kawiarni Marta zdjęła z twarzy maskę naiwnej hostessy. Trafiony, zatopiony - pomyślała z satysfakcją. Obiekt, czyli mężczyzna, którego niewierności miała dowieść, w końcu zaproponował, by kontynuowali rozmowę w pokoju hotelowym. Patrzył na nią tak łakomie, że detektyw na pewno nacykał fotek, które wystarczą, by zamknąć zlecenie. Rozejrzała się po ulicy, ale ta była już pusta. Zresztą i tak nie wiedziała, kogo wysłał dzisiaj Kondi. Właśnie, Konrad!
Oddaliła się od kawiarni, żeby nie wpaść przypadkiem na obiekt, skręciła w boczną uliczkę i zadzwoniła do szefa. Zdała mu raport z przebiegu spotkania. Pochwalił ją, a potem, ku jej zaskoczeniu, zaprosił do biura.
- To coś pilnego? Miałam na dzisiaj trochę inne plany... - Próbowała się wymigać.
- Pilnego. Mam do ciebie interes i chciałbym to obgadać osobiście. Nie zajmę ci dużo czasu.
Zgodziła się więc, opatuliła szyję apaszką i dopięła ostatni guzik płaszcza. Koniec września zamiast polskiej złotej jesieni przynosił od kilku dni porywiste wiatry i temperatury typowe raczej dla końcówki października. Potem wezwała Ubera.
Kilkanaście minut później siedziała w pokoju Konrada. Czekała, aż skończy rozmawiać.
Odłożył wreszcie telefon i przysiadł na rogu biurka, które jak zwykle błyszczało porządkiem. Papiery ułożone w idealny stosik, długopisy i bloczki do notatek posegregowane według kolorów w organizerze, a na blacie ani jednej drobinki kurzu.
- Wiesz, że pedantyzm to jedna z cech wyróżniających psychopatów? - rzuciła z uśmiechem. Lubiła tego łysawego konusa w źle dobranych okularach. Był wymagający, ale potrafił pochwalić za dobrze wykonaną pracę i nieźle płacił, w każdym razie tyle, że na życie w Olsztynie wystarczało.
- A myślisz, że dlaczego założyłem agencję detektywistyczną? Pod latarnią najciemniej.
Wyszczerzył się, ale zaraz spojrzał na Martę poważniej, jakby coś sobie przypomniał.
- No, Kondi, dawaj. Co się urodziło? - Pochyliła się z uwagą w jego stronę. Napotkawszy skonsternowane spojrzenie szefa, wyprostowała się i zaplotła przed sobą ręce. Zapomniała, że jej służbowy mundurek składał się dzisiaj z szerokich spodni i kopertowej bluzki z głębokim dekoltem, którym właśnie zaświeciła Konradowi po oczach.
- Tak, mhm... - Zająknął się i poprawił okulary. - Mam dla ciebie pewną propozycję, a właściwie zmusza mnie do tego sytuacja. Jedna z pracownic postanowiła wyjechać na stałe za granicę i złożyła wypowiedzenie. Mógłbym spróbować ją zatrzymać na jakiś czas, ale z niewolnika nie ma robotnika, jak to mówią. Dokończy bieżące zlecenia, ale nie zacznie już nowych, a ja nie mam kim jej zastąpić - powiedział przepraszającym tonem.
- Nie ma sprawy, wezmę je za nią. Wyślij mi adresy i szczegóły spraw. -Wzruszyła ramionami i już sięgnęła po torebkę, uznając sprawę za załatwioną, ale powstrzymał ją gestem.
- Poczekaj. Sęk w tym, że chodzi o zlecenia w Warszawie. Musiałabyś przenieść się tam na kilka tygodni, może dwa miesiące. W tym czasie znajdziemy kogoś na stałe.
Z Marty zeszło powietrze. Opadła na fotel i spojrzała na Konrada z namysłem.
- Góra dwa miesiące?
Skinął głową.
- Mamy na Żoliborzu służbowe mieszkanie, stoi akurat puste. Nie ukrywam, że jesteś moim najlepszym i jedynym wyborem, bo jako jedyna z dziewczyn znasz dobrze Warszawę. Wiem też, że nie trzeba cię niańczyć. Oczywiście to my zgarniamy większość kasy za twoje zlecenia. Dla ciebie działka jak zwykle, plus bonus za niedogodności. A z tego, co wiem, jednej klientce bardzo zależy na uwolnieniu się z pęt teoretycznego małżeństwa.
Marta słuchała tego z mieszanymi uczuciami. Nie po to ponad dwa lata temu uciekła do Olsztyna, żeby teraz wracać na stare śmieci. Tamto życie zostawiła za sobą i tak było dobrze. Tylko że Konrad nie miał zielonego pojęcia o jej ,,tamtym życiu".
- Dasz mi chwilę do namysłu?
- Jasne, ale nie ukrywam, że chwila nie może trwać długo. Warszawka ma chyba naprawdę nóż na gardle - dorzucił z przekąsem. Jego chłodne relacje z podlegającym mu szefem biura w stolicy nie były tajemnicą. - Aha, pamiętasz Bacę? Chyba przecięły wam się kiedyś drogi? Też się tam przeniósł. Będziesz mieć od razu kolegę. - Uśmiechnął się przymilnie.
- Daj mi dzień, dwa. Muszę poukładać tutaj parę spraw - odparła asekuracyjnie, bo tak postąpiłby każdy rozsądny pracownik na jej miejscu.
Chociaż spraw do układania nie miała specjalnie dużo. Życie towarzyskie ograniczało się do spotkań przy winie z dwiema koleżankami, kontaktów z mężczyznami miała po kokardę w pracy, psa nie posiadała ze względu na alergię. Mimo to nie uśmiechało jej się wyściubiać na dłużej nosa poza Olsztyn.
Uścisnęła Konrada przelotnie na do widzenia i wyszła na wietrzną ulicę. Z niesmakiem zarejestrowała, że chociaż dochodzi ledwie piąta, zapadła szarówka. Czekając na autobus, kuliła się pod wiatą, która nie osłoniłaby Kamila Stocha, obserwowała wirujące na trawniku smętne resztki lata i rozważała propozycję szefa. Perspektywa wyjazdu do Warszawy budziła w niej głęboką obawę. Zakotwiczyła się w Olsztynie, a teraz los miał ją stąd porwać niczym wiatr te zwiędłe liście. Z drugiej strony, niespodziewanie dla niej samej, jakiś głos kusił, mamił tęsknotą za spacerem przez Park Skaryszewski, niepowtarzalnym smakiem kebsa na Francuskiej i wszechobecnym rejwachem. Olsztyn to nie dziura zabita dechami, ale energia miasta była inna niż wieczna zadyszka stolicy.
Zirytowała ją ta niesubordynacja własnej duszy, którą trzymała w ryzach od odejścia z Charlene. A jeszcze bardziej to, że autobus wciąż nie nadjeżdżał.
Z rozważań wyrwał ją dzwonek telefonu. Wydobyła z czeluści torby smartfona, zerknęła na wyświetlacz i odebrała, odwracając się tyłem do wiatru:
- Cześć, tato. Coś się dzieje? Bo jak nie, to zadzwonię z domu. Urywa mi głowę na przystanku.
- Nie, nic wielkiego. Chciałem ci tylko przypomnieć, żebyś wykupiła mamie leki, na recepcie są jeszcze dwa opakowania Ariceptu. Wpadniesz wkrótce do Szczytna?
- Pamiętam i wpadnę. Pewnie w weekend.
Nagle przyszedł jej do głowy oczywisty powód, dla którego absolutnie nie może wyjechać. Dlaczego od razu o tym nie pomyślała? Przecież Konrad by zrozumiał.
- Tato, a jak mama się dzisiaj czuje?
- Świetnie. Poszła nawet na wykład na uniwersytecie trzeciego wieku. Jakieś malarstwo czy rzeźba. - Przez głos taty przebijała radość.
- A czy myślisz.... - Zawahała się, bo nagle zrobiło jej się głupio, że gra kartą mamy, żeby uniknąć podejmowania decyzji. - Myślisz, że poradziłbyś sobie, gdybym przez jakiś czas, miesiąc czy dwa, rzadziej u was bywała? Szef poprosił, żebym zastąpiła koleżankę w Warszawie.
Przez chwilę wsłuchiwała się w ciszę w słuchawce, widocznie tata się zastanawiał, jak zgrabnie zatrzymać ją blisko. I dobrze, tu jest jej miejsce, problem z głowy. Niech sobie Warszawka sama znajdzie kogoś na cito.
- A czy Warszawa jest na innym kontynencie? Albo ja mam dwie lewe ręce? Zaopiekuję się mamą, a ty jedź - odparł z podejrzanym entuzjazmem. - Zabaw się, poznaj kogoś. Może znajdziesz mi tam zięcia, skoro w Olsztynie za mały wybór. Zaraz będziesz starą panną.
- Taaato, proszę cię...
- Co tato, co tato. Ja wiem, że teraz się mówi singielka. I nie każę ci od razu lecieć przed ołtarz z pierwszym lepszym, ale wnukami bym nie pogardził. A i mama, póki jeszcze kojarzy...
- Dobrze, czyli mam twoje błogosławieństwo - ucięła rozdrażniona. Nie na taką odpowiedź liczyła.
Chociaż czego się spodziewać po byłym policjancie, jak nie postawy ,,ze wszystkim sobie poradzę". Zawsze sobie radził. Po śmierci Roberta głównie przy pomocy małpek z żołądkową gorzką. Na szczęście w porę mama znalazła w sobie siłę, by zauważyć, co się dzieje i postawiła go do pionu. Od czasu jej diagnozy nie tknął nawet piwa.
- Kończę, jedzie mój autobus - rzuciła w słuchawkę, bo rzeczywiście do przystanku zbliżała się sto szesnastka w stronę Zielonej Górki.
Zajęła miejsce przy oknie i zapatrzyła się w kalejdoskop szyldów i neonów. Przypomniała sobie inne, bardziej krzykliwe, nachalne. A może to tylko życie było wtedy bardziej intensywne, mocniejsze? Nagle zatęskniła za Warszawą. To tylko dwa miesiące. Jakie jest prawdopodobieństwo, że napatoczy się ktoś, kto pamięta ją jako Sabinę z Charlene? Gdzie Żoliborz, a gdzie Wilanów? Wystarczy omijać go szerokim łukiem. Poza tym z krótkimi włosami w odcieniu jasnego kasztanu nikt jej nie pozna.
Wyjęła telefon z torebki i postukała nim o kolano. Wybrała numer Konrada, wysłała mu wiadomość i zamknęła oczy. Nagle przestraszyła się tej emocjonalnej i pochopnej decyzji. Po chwili dostała odpowiedź:
Świetnie, na Ciebie zawsze można liczyć:-). Zaczynasz od października.
Wzięła głęboki wdech i zasłuchała się w siebie, a potem zaczęła wyliczać w głowie sprawy do załatwienia przed wyjazdem. Przede wszystkim wizyta u lekarza i zapas leków na dwa miesiące - pomyślała trzeźwo. A zaraz potem naszła ją refleksja, że może to właśnie dobry krok. W końcu przetestuje swoją odporność psychiczną. Najwyższa pora.
*
Igor narzucił kurtkę i wyszedł tylnym wyjściem. Gdy skręcił za róg budynku, dojrzał koniec falującej kolejki młodzieży, głównie studentów pierwszych lat. Ekrany telefonów podświetlały roześmiane twarze, podniesione głosy zlewały się w pełen ekscytacji harmider. Pomyślał, że piątkowy wieczór zapowiada się równie pracowity, co owocny. Z daleka dostrzegł przed wejściem wyciągniętą w jego stronę rękę ochroniarza. Kiwnął mu głową i przecisnął się między dwoma rozochoconymi grupkami, kołyszącymi się niecierpliwie w rytm bitów stłumionych grubością ścian. Podszedł do nowego, którego imienia nie pamiętał. Jego gładko ogoloną, kanciastą twarz spowijał zielonkawy blask neonu, a ramiona niemal wypełniały wejście.
- Co jest?
- Przepraszam, szefie, że zawracam głowę, ale jedna małolata upiera się, że wejdzie - powiedział, nachyliwszy się w stronę Igora, by przebić się przez szum wokół. - Nie ma dowodu, więc normalnie bym ją spuścił na drzewo, ale kazała pana zawołać. Znała imię i nazwisko, więc pomyślałem...
- Dobrze pomyślałeś.
Igor klepnął go w muskularne ramię i spojrzał we wskazanym przez niego kierunku.
W mordę - westchnął w duchu z irytacją.
Kilka kroków dalej, pod literą L z neonu PLAZMA, stała ciemnowłosa dziewczyna w srebrzystym futerku, obcisłych dżinsach i kozakach na obcasach tak wysokich, że kiedyś przyprawią ją o haluksy.
- Jesteś sama? - odezwał się bez wstępów, stając przed nią z obojętną miną.
Przynajmniej taką starał się przyjąć, chociaż najchętniej wsadziłby gówniarę w Ubera, poradził, by przysiadła do geometrii, zamiast włóczyć się po klubach, i wysłał do domu.
- Nie, ale dziś zabrałam tylko jedną koleżankę - odparła przymilnie i wskazała na dziewczynę obok, niemal wierną kopię jej samej. Grube czarne kreski na powiekach wyciągnięte prawie za uszy, brzoskwiniowa cera bez skazy, gładko przylizane blond włosy i bordowe usta - wszystko, żeby wyglądać na taką, która może kupić w sklepie alko i fajki.
- Chodźcie.
Puścił mimo uszu umizgi dziewczyny, odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku parkingu na tyłach klubu. W miarę jak oddalał się od wejścia, harmider i muzyka cichły. Teraz za sobą słyszał tylko pospieszne stukanie obcasów. Dotarłszy do ciężkich drzwi od zaplecza, otworzył je szeroko i wsparty o klamkę czekał, aż małolaty wejdą. Gdy go mijały, posłał im niechętne spojrzenie.
- Tatuś na pewno wie, gdzie nieletnia córeczka baluje w piątkowy wieczór? - rzucił za plecami Sandry i poprowadził je korytarzem zastawionym po obu stronach kegami i skrzynkami.
Muzyka znów narastała, basy pulsowały między ścianami.
- A to już chyba nie twój interes - odparła lekceważącym tonem, oglądając się za siebie. Najwyraźniej zwycięstwo i smak władzy uderzyły jej do głowy.
W Igorze wszystko się zagotowało, ale zaraz ochłonął. To ostatecznie nie jego sprawa. Oczywiście tylko tak długo, jak długo gów-niary nie nabiją sobie guza, zadając się z podejrzanym towarzystwem. Wtedy zapewne okaże się, że to jednak jego broszka.
- Mam cię na oku - odrzekł chłodno.
Zostawił dziewczyny i skręcił do swojego biura. Pchnął ramieniem drzwi z napisem ,,tylko dla personelu" i z ulgą przyjął panującą tu względną ciszę.
Usiadł za biurkiem, włączył lampkę i zerknął na ekran jednego z szeregu monitorów. Sandra z towarzyszką tkwiły przy barze wciśnięte między ludzi, oparte o blat łokciami, niby stałe bywalczynie i najwyraźniej czekały na drinka. Na szczęście interesem zawiadowała tej nocy obrotna barmanka, na której przytomność mógł zwykle liczyć. Wierzył, że młode dostaną drinki o połowę słabsze niż inni goście. Dostrzegł nawet, jak nachyla się do ucha jednego z kolegów i wskazuje głową Sandrę.
Oderwał wzrok od monitora i przeniósł go na plik papierów na biurku. Zwykle porządkował je w poniedziałek po południu, kiedy w klubie opadał kurz po weekendowym szczycie, ruszały przygotowania do kolejnego, a bar pracował na zwolnionych obrotach. Tym razem jednak wziął wolne. Postukał palcem w plik faktur i uśmiechnął się z rozmarzeniem. Zerknął na telefon i odczytał ostatniego esemesa od Laury. Sądząc po fotkach z zakupów, które mu wysłała, noc z poniedziałku na wtorek zapowiadała się co najmniej ekscytująco.
*
Daniel wrzucił kask do bagażnika, strzepnął z kurtki pył i wsiadł do samochodu. Po chwili otworzyła się przed nim brama upstrzona szyldami ostrzegającymi przed wjazdem na plac budowy i skręcił w wyboistą szutrową drogę. Miał nadzieję, że duża sprzedaż, za którą zgarnie niezłą prowizję, nie będzie wymagała kolejnych wycieczek do Rzeszowa.
Zatrzymał się na najbliższym Orlenie, wypił espresso, zagryzając je hot-dogiem, i ustawił nawigację na Radziejowice. Przy okazji wpadł mu w oko esemes od Agaty. Znowu utyskiwała na zachowanie Julki 19
i zapowiadała, że przy następnym wyskoku da jej szlaban do matury. Westchnął, przetarł oczy i ruszył ze stacji w stronę trasy. Po kilku minutach wyskoczył na ekspresówkę i wtedy na spokojnie się zastanowił.
Od paru dni chodził mu po głowie pewien pomysł, ale co chwila zmieniał zdanie i go porzucał. Zachowanie Julki od ostatniego lata rzeczywiście niepokoiło, także jego i Przemka. Tyle że w przeciwieństwie do Agaty nie uważał, żeby oplecenie pokoju córki drutem kolczastym wniosło cokolwiek do sprawy. Tylko czy jego plan nie był w gruncie rzeczy bardziej radykalny? Z jednej strony zahaczał niemal o naruszenie prywatności Julki i dowodził kompletnego braku zaufania do niej, z drugiej będzie mógł sobie wypchać materac zaufaniem, jeśli młoda wpakuje się w kłopoty.
Zerknął na wyświetlacz - dochodziła osiemnasta. Postukał palcami w kierownicę. W końcu zdecydował: zadzwonić nie zawadzi, zawsze może w ostatnim momencie się rozmyślić.
Wyszukał kontakt w telefonie. Wybrał numer, a zestaw głośnomówiący przerwał występ grupie M?naskin długim sygnałem.
- Cześć, możesz rozmawiać?
Przypomniało mu się w ostatniej chwili, że obecne zajęcie Marty często wymaga pracy wieczorami.
- Cześć, mogę. Na dzisiaj wyrobiłam normę, choć tym razem okazało się, że facet zamiast złożyć mi niemoralną propozycję, upatrzył sobie we mnie przyjaciółkę. Przez dwie godziny słuchałam o tym, że wziął ślub, zanim pogodził się z własną orientacją seksualną i nie wie, jak to odkręcić, nie krzywdząc rodziny. Detektyw czatował z aparatem przez cały ten czas w samochodzie, podczas gdy robiłam za rękaw na smarki. - Zwieńczyła wywód westchnieniem. - A co u ciebie?
Daniel się speszył. Stanęło mu przed oczami letnie popołudnie sprzed lat, kiedy podobnie jak ten frajer zwierzał się Marcie, a właściwie Sabinie, z problemów rodzinnych. Tyle czasu minęło, a to wciąż napawało go wstydem.
- Daniel? Żyjesz?
- Żyję, żyję - odparł, przywołując skupienie, bo jeden z tirów zajechał mu drogę. Wcisnął klakson do oporu.
- U mnie wszystko okej, wracam z roboty w Rzeszowie. Ale nie o mnie chciałem pogadać, tylko o Julce. - Urwał, bo pomysł znowu wydał mu się irracjonalny. Marta też pewnie go obśmieje. Ale skoro powiedział ,,A"... - Mamy z nią kłopot. W sensie ja, Agata i Przemek. Podczas kursu przygotowawczego do egzaminu ósmoklasisty poznała jedną koleżankę.
- I...? To chyba dobrze, że znalazła sobie towarzystwo?
- Poczekaj. Zaraz potem skumała się bardziej ze starszą siostrą tej koleżanki. Chodzi do drugiej klasy liceum, w które Julka też celuje. I to towarzystwo już jej zdecydowanie nie służy. - Pokręcił głową z dezaprobatą, jakby Marta miała go zobaczyć. - Minęły zaledwie trzy miesiące tej całej przyjaźni, a my jej nie poznajemy.
- Przecież dorasta. Trudno, żeby cały czas nosiła kucyki, przesiadywała tacie na kolanach i jarała się Psim patrolem. Ile ma teraz lat. Czternaście?
- Pod koniec listopada skończy piętnaście. Trzeba było ją przetrzymać rok dłużej w zerówce, jak była taka możliwość. Może miałaby teraz więcej oleju w głowie - mruknął, zbity z tropu.
Czy faktycznie przesadzał? Nie, nie przesadzał.
- Ja wiem, że to nie jest już dziecko, ale do tej pory nie sprawiała kłopotów. I nie chodzi o to, że stroi fochy, czy czasem pyskuje. Ja pyskowałem, ty pewnie też, prawie wszyscy w jej wieku pyskowali. Ale ona powinna siedzieć teraz na tyłku i wkuwać matematykę, a zamiast tego lata na pazury, zakupy, przynosi do domu drogie ciuchy, które podobno funduje jej koleżanka. Że o malowaniu się nie wspomnę. Ostatnio kazaliśmy jej oddać Sandrze nowego Iphone'a, którego jej podobno podarowała - wyliczył jednym tchem i zamilkł, wyczekując reakcji Marty.
Tiry w końcu się wyprzedziły, więc wcisnął pedał gazu.
- A dzwonisz z tym akurat do mnie, bo...? - odezwała się w końcu obcym, chłodnym tonem. - Myślisz, że ona...
Nie od razu zrozumiał. Kiedy dotarło do niego, co pomyślała sobie Marta, przeklął, wciskając słowa w rękaw bluzy.
- Jezu, nie, no co ty - wyjąkał. - Przepraszam, nawet mi to do głowy nie przyszło - wydukał i poczuł, że palą go policzki.
Rzeczywiście w najgorszych scenariuszach nie brał pod uwagę, że Julka mogłaby pójść w ślady Marty sprzed lat. Przecież to jeszcze dziecko, jego córeczka. Fuknął pod nosem, bo jak na złość wyświetlił mu się przed oczami kadr z filmu Galerianki.
- Więc o co chodzi? Chciałeś się wygadać? Poutyskiwać na dzisiejszą młodzież? Rozczaruję cię - dodała łagodniejszym tonem. - Niewiele wiem o dzisiejszej młodzieży. I pewnie już się nie dowiem.
- Pomyślałem, że mogłabyś mi pomóc wybadać sprawę. Wiem, że jesteś daleko, ale przecież masz tu w Warszawie kolegów. Nie chodzi o żadne wielkie śledztwa ani dochodzenie. Ale Julka, pytana o tę całą Sandrę, rzuca się, stroi fochy i mówi, że czepiamy się Bogu ducha winnej dziewczyny z dobrego domu, która w dodatku ma ją poznać z ludźmi z liceum i ułatwić start w nowej szkole. Ciekawe, jak się do tej szkoły dostanie. - Daniel odzyskał rezon, pochłonięty już bardziej sprawami rodzinnymi niż wpadką sprzed chwili.
- Hmm... nie znam Julki dobrze, tylko z twoich opowiadań. To faktycznie dziwnie wygląda. Ale żeby zaraz ją śledzić?
Na sąsiedniej półce
-
[ książka, e-book ]Pożółkłe kartki. Cienie prawdy, tom 3Maria Weronika Józefacka -
[ książka, e-book ]Zabliźnione rany. Cienie prawdy, tom 2Maria Weronika Józefacka -
[ książka, e-book ]Odbicie przeszłości. Cienie prawdy, tom 1Maria Weronika Józefacka -
nowość[ audiobook ]Krzyk Maorysów - część 1Sarah Lark -
nowość[ książka, audiobook, e-book ]KsiężniczkaLucyna Olejniczak -
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Ekspertka od miłościMonika Hakowska -
nowość[ książka, e-book ]Pragnienia Panny JuliiWeronika Banasik -
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Jeszcze zakwitną mimozyZuzanna Samulska -
nowość[ książka ]Bliscy, których kochamAgnieszka Matuszewska, Agnieszka Matuszewska, Agnieszka Matuszewska, Agnieszka Matuszewska -
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Lepsza strona życiaAnna Janiak -
nowość[ książka, e-book ]Jeśli tylko TyKlaudia Bianek -
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Córka wody. Seria CÓRKI ŻYWIOŁÓWDorota Gąsiorowska
LINKI SPONSOROWANE
Najnowsze informacje na Tu Stolica
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA






























