REKLAMA

cmp mamy 1cmp mamy 2cmp mamy 0

Requiem dla snu

zapowiedź
tytuł oryg.: Requiem for a Dream
autor: Hubert Selby
przekład: Zofia Stanisławska
wydawnictwo: Altobook
wydanie: Warszawa
zapowiedź: 24 listopada 2026
forma: książka, okładka twarda
wymiary: 145 × 205 mm
liczba stron: 320
ISBN: 978-83-6833705-1

Wydanie w nowym przekładzie!

Głośna, wstrząsająca powieść, na podstawie której powstał kultowy film Darrena Aronofsky'ego.

Marzenia mają swoją cenę. Harry, Marion, Tyrone i Sara wierzą, że są o krok od lepszego życia. Każde z nich szuka szczęścia, miłości i spełnienia, lecz droga do upragnionego celu prowadzi coraz głębiej w świat uzależnienia, obsesji i złudzeń. Hubert Selby Jr. z bezlitosną szczerością pokazuje, jak cienka jest granica między nadzieją a całkowitym upadkiem.

Requiem dla snu to jedna z najważniejszych amerykańskich powieści drugiej połowy XX wieku - surowa, hipnotyzująca i do dziś porażająco aktualna. Jej bezkompromisowy język oraz psychologiczna intensywność sprawiły, że zyskała status dzieła kultowego i na trwałe wpisała się do kanonu współczesnej literatury.

Niezapomniana ekranizacja Darrena Aronofsky'ego z Jaredem Leto, Jennifer Connelly i Ellen Burstyn uczyniła tę historię światowym fenomenem, ale to właśnie powieść pozostaje jej najmocniejszym, najbardziej przejmującym źródłem. To lektura, która nie daje o sobie zapomnieć długo po przeczytaniu.

Fragment

Harry zamknął matkę w garderobie. Haroldzie. Proszę. Tylko nie znowu telewizor. OK, OK. Harry otworzył drzwi. To przestań bawić się ze mną w ciuciubabkę. Przeszedł przez pokój i stanął przed telewizorem. I nie wkurwiaj mnie. Wyrwał wtyczkę z gniazdka i odłączył antenę. Sara wróciła do garderoby i zamknęła za sobą drzwi. Harry przez chwilę wpatrywał się w drzwi garderoby. Dobra, siedź sobie, jak chcesz. Zaczął pchać przed sobą zestaw, ale stolik nagle zahamował i telewizor o mały włos nie runął na ziemię. Co się tu do cholery dzieje? Pochylił się i zobaczył łańcuch od roweru, który łączył stalowy uchwyt stolika z kaloryferem. Rzucił wściekłe spojrzenie w stronę garderoby. Zwariowałaś? Co to za pomysł z łańcuchem? Chcesz, żebym rozwalił telewizor własnej matki albo wyrwał kaloryfer? - Siedziała milcząca na podłodze garderoby. - A może mam wysadzić w powietrze cały dom? Chcesz zrobić ze mnie mordercę? Ze swojego rodzonego syna? Z własnego potomstwa? DLACZEGO MI TO ROBISZ???? Harry stanął przed garderobą. SWOJEMU RODZONEMU SYNOWI!!!! Spod drzwi garderoby powoli wysunął się cienki kluczyk. Harry wyłuskał go paznokciem i podniósł. Chryste, dlaczego ty zawsze musisz się ze mną bawić w jakieś gierki, zawsze mnie, kurwa, o coś oskarżać? Nie masz za grosz szacunku do moich uczuć? Dlaczego ciągle musisz mi bruździć w życiu? Co ty, Haroldzie, ja przecież nigdy. Łańcuch to nie na ciebie. To na złodziei. To dlaczego mi nie powiedziałaś? Prawie rozwaliłem telewizor. Mogłem dostać zawału. Sara kręciła głową w ciemnościach. Nic ci nie będzie, Haroldzie. To dlaczego nie wyjdziesz? Harry walnął w drzwi i szarpnął klamką, ale garderoba była zamknięta od środka. Zdegustowany uniósł z rezygnacją ręce. No i co? Widzisz, zawsze musisz mnie wkurwić. Wrócił po telewizor, odpiął łańcuch i stanął plecami do garderoby. Po co tyle krzyku o nic? Co? Żebyś mogła mnie obwiniać, no nie? Prawda???? - Sara kołysała się rytmicznie w przód i w tył - wiesz, że za parę godzin dostaniesz swój telewizor z powrotem, ale ty chcesz, żebym czuł się winny. Wpatrywał się w drzwi garderoby - Sara rozkołysana, milcząca - i znowu gwałtownie podniósł ręce do góry. Dobra, pieprzyć to, po czym ostrożnie wyprowadził zestaw z mieszkania.

Do Sary dobiegł dźwięk kółek stolika turlających się po podłodze, potem otwieranie i zamykanie drzwi, wciąż siedziała z zamkniętymi oczami, kiwając się w tył i w przód. To nie działo się naprawdę. Nie widziała tego, więc nie działo się naprawdę. Powiedziała zmarłemu niedawno mężowi Seymourowi, że to nie mogło się zdarzyć. A jeśli naprawdę się działo, to nie było w porządku. Ale nie martw się, Seymourze. To tak jak z blokiem reklam. Zaraz znowu będzie leciał program, zobaczysz, Seymourze, znowu będzie miło. Wszystko się ułoży. Niedługo, zobaczysz. W końcu wszystko się ułoży.

Kumpel Harry'ego, czarny facet Tyrone C. Love - Tak jest, brachu, tak mnie zwą i love tylko dla siebie mam, dla Tyrone'a C. - czekał na niego w korytarzu, żując snickersa. Bez kłopotu wypchnęli telewizor na zewnątrz, przy okazji Harry przywitał się ze wszystkimi wścibskimi sąsiadkami, które wygrzewały się na słońcu przed budynkiem. Potem zaczęła się trudna część operacji. Trzeba było nie lada cierpliwości i samozaparcia, żeby przepchnąć sprzęt przez trzy przecznice do lombardu, a przy tym nie dać się okraść, pobić przez jakiegoś durnego szczyla, nie wyrżnąć na dziurze w chodniku, nie wjechać w stertę śmieci i nie rozwalić pieprzonego telewizora. Tyrone zabezpieczał zestaw z boku, podczas gdy Harry pchał i kierował, Tyrone sprawdzał, czy droga wolna, ostrzegał przed stertami papieru i torbami śmieci, które mogły zniweczyć szczęśliwe zakończenie podjętej przez nich misji. Chwycili stolik z dwóch stron i zsunęli go z krawężnika, żeby przejść na drugą stronę ulicy. Tyrone przechylił lekko głowę i zmierzył wzrokiem zestaw. Kurwa, brachu, jakiś zrypany ten sprzęt. Co się czepiasz? Chłopie, mi to wisi, jeśli o mnie chodzi, to może mu i broda wyrosnąć, żeby tylko był szmal.

Pan Rabinowitz kiwał głową, przyglądając się, jak mężczyźni wspólnie wpychają telewizor do jego lombardu. Patrzcie no, razem ze stolikiem. Czego marudzisz, człowieku? Miałem przytargać go na plecach? Masz kolegę. Mógł ci pomóc. Hej, koleś, ja nie Murzyn, żeby targać rzeczy. Harry zachichotał i pokręcił głową. Co za Żydek. Chodzi o to, że będzie łatwiej zabrać go do domu. To jest prawdziwy ziomal, zawsze myśli o mamusi. Oj, jaki tam z niego syn. Hultaj, nie syn. Potrzebny jej jesteś jak dziura w kapeluszu. No, Żydzie, nie marudź, spieszy nam się. Daj kasę. Szybko, szybko. Ciągle szybko, człowiek musi uwijać się za ladą, posprawdzać ołówki, zanim któryś wybierze. Tyle macie ważnych spraw do załatwienia, jakby świat miał się zawalić, jak nie zrobicie wszystkiego na wczoraj. Cmoknął, pokręcił głową i wolno zaczął przeliczać pieniądze... pierwszy raz... drugi... trzeci... Hej, daj spokój, Żydzie, wystarczy. Widzisz ty kolesia, bracie? Liże palce i przelicza kasę, jakby mu się cyferki nie zgadzały. Sam sobie nie ufa. Kurna. Pan Rabinowitz podał pieniądze Harry'emu, a Harry złożył podpis w zeszycie. Bądźcie tak mili i postawcie go tam.

Pieprzę to. Jak to jest, chłopie, ile razy się spotykamy, zapieprzam jak wół. Przesunęli zestaw w kąt lombardu i natychmiast się zmyli.

Pan Rabinowitz, przyglądał im się, kręcąc głową i cmokając, wreszcie westchnął. Coś mi tu nie pasuje... to jakoś niekoszerne, niekoszerne.

Kurwa. Po cholerę tam idziesz? Po co ja chcę tam iść? Bo dają herę z niebieskim stempelkiem. Wiesz co, Harry? Głupek z ciebie. Nie nabijaj się, kurwa, z poważnych rzeczy jak hera. A już na pewno, kiedy chodzi o moją herę. Twoją mam gdzieś. Chodzi o moją. No dobra, co takiego ma akurat hera w naszej okolicy? Chłopie, o co ci chodzi? Tu obok, na ulicy, jest tyle samo dilerów, co w mieście. Można przecież spróbować z kimś nowym. Nowym? Tak, chłopie. Pobujamy się trochę po dzielni i zobaczymy, który ćpun jest chętny albo siedzi odjechany i od razu będzie wiadomo, skąd biorą dobry towar, który koleś odjechał. No i zaoszczędzimy na taryfie. Na taryfie? A co, ktoś umarł i zostawił ci majątek? Nie czaisz, że cała kasa ma iść na towar, a nie na taryfę? Trzeba zadbać o podstawowe sprawy, zanim człowiek zacznie pławić się w luksusach.

Kurwa. Mam jechać zasyfionym metrem ze zbokami i oszołomami? Cholera, porąbało cię. Obrobią nas, zanim dojedziemy. Nie zawracaj mi tu dupy, leniwy czarnuchu. Tyrone zachichotał, No dobra, bracie, jak mamy gdzieś jechać, to zadzwonię do mojego kolesia Brody'ego i zobaczymy, co załatwi. Daj monetę. Kurna, człowieku, od kiedy potrzebna ci moneta, żeby dzwonić? Bracie, z telefonią nie ma żartów. Harry stał oparty o budkę telefoniczną, a Tyrone pochylił się nad aparatem i zaczął coś mówić konspiracyjnym szeptem. Po minucie odłożył słuchawkę i wyszedł z budki z szerokim uśmiechem na twarzy. Zamknij gębę, bo bije po oczach. Ty biały gówniarzu. Nie dałbyś rady na polu bawełny. Tyrone ruszył przed siebie, Harry za nim. I co? Koleś ma towar jak dynamit i skombinuje nam łyżkę. Ze stacji metra wyszli schodami oddzielnie. Harry patrzył przez chwilę, jak Tyrone idzie przed siebie, po czym rozejrzał się i wszedł do kawiarni kilka metrów dalej. Okolica była zamieszkała wyłącznie przez czarnych. Nawet tajniacy byli czarni. Harry zawsze czuł się tu nieswojo, siedząc w kawiarni, popijając słabą kawę i jedząc czekoladowe ciasto. To była jedyna przykra rzecz towarzysząca kupowaniu hery od Brody'ego. Towar miał zwykle dobry, ale Harry nie mógł pójść dalej z Tyrone'em, bo wszystko by się wydało albo, co gorsza, zarobiłby kulkę w łeb. Rzeczywiście, najrozsądniej byłoby, gdyby został w domu, ale nie zniósłby myśli, że jest tak daleko od kasy i towaru. I dlatego teraz cierpiał, siedząc ze ściśniętym żołądkiem, sparaliżowany strachem, czując, że zbiera mu się na wymioty. Ale było to sto razy lepsze, niż gdyby towaru nie było.

Zamówił kolejną kawę i ciastko. Lekko odwrócił się na taborecie, tyłem do wejścia, ponieważ do kawiarni wszedł policjant, czarniejszy od jego ciastka i większy od ciężarówki. Usiadł obok. Chryste, takie to moje gówniane szczęście. Człowiek chce się zrelaksować przy kawie i ciastku, a tu siada obok jakiś pieprzony goryl. Kurwa mać! Pijąc kawę, zerkał na broń w kaburze i zastanawiał się, co by się stało, gdyby wyrwał ją nagle i zaczął strzelać, bum, bum, gdyby odstrzelił skurwysynowi głowę, rzucił na ladę banknot i powiedział lasce, żeby nie wydawała reszty, a potem wyluzowany wyszedłby na ulicę, albo gdyby niepostrzeżenie wyjął pistolet, podał go gliniarzowi i spytał, czy to przypadkiem nie jego, Znalazłem na podłodze i pomyślałem, że może pan władza zgubił, ale naprawdę niezły numer byłby dopiero wtedy, gdyby zwędził gnata i wysłał na posterunek komisarzowi z krótkim liścikiem, że właśnie zlikwidował nim paru facetów i że glina powinien lepiej pilnować swoich zabawek... Tak, to by dopiero był numer. Spojrzał na siedzącego obok zwalistego skurwysyna, który nawijał coś bez sensu lasce za kontuarem, śmiejąc się przy tym do łez. Harry zachichotał w duchu i zaczął się zastanawiać, co by gliniarz pomyślał, gdyby wiedział, że jego życie jest w rękach Harry'ego. Kiedy jego wzrok padł na wielką rękę trzymającą filiżankę, stwierdził, że jest większa od pieprzonej piłki do koszykówki. Wepchnął do buzi resztę ciastka, popił kawą i wolnym krokiem wyszedł z kawiarni, wciąż czując za sobą namacalną obecność tej góry mięśni. Wpadł na Tyrone'a przed wejściem do metra.

Mieszkanie Tyrone'a to był pokój z umywalką. Siedzieli przy małym stole, przed nimi szklanki z różową wodą zabarwioną krwią, głowy opuszczone, rozluźnione dłonie, palce z trudem trzymające papierosy. Czasem któryś palec penetrował wnętrze nosa. Ich głosy były ciche i stłumione. Kurwa, niezły odjazd, rany, dy-na-mit. Tak, bracie, to jest dopiero coś. Harry wypuścił nagle dopalającego się papierosa, bo oparzył go w palec. Cholera, pochylił się wolno nad petem i przyglądał mu się przez minutę, jego ręka na moment zawisła nad niedopałkiem, w końcu podniósł go, obejrzał, wreszcie wygrzebał z paczki nowego papierosa, włożył go do ust i przypalił od peta. Wyrzucił niedopałek do popielniczki i polizał poparzone miejsce na palcu. Przez jakiś czas wpatrywał się w czubek swojego buta, potem przeniósł wzrok na drugi.... Wyglądały nieźle, jakby trochę zamazane, nagle jego uwagę przykuł dziarsko maszerujący obok buta karaluch, ale zanim zdecydował się go przydeptać, robak zniknął pod listwą. No i dobrze, skurwysyn jeszcze by mi zrobił dziurę w bucie. Ociężale podniósł ramię, za nim uniosła się dłoń, zaciągnął się papierosem, powoli, mocno, raz, drugi, rozkoszując się każdą cząsteczką dymu, która delikatnie drażniła jego nozdrza i gardło, Chryste, jakie to dobre. Było coś takiego w herze, że po niej każdy papieros smakował wyjątkowo. Wiesz, co musimy zrobić? Co? Wziąć następną działkę i podzielić na połowę, kumasz? Tak, bracie, towar jest tak zajebisty, że możemy go podzielić, a i tak się ujaramy. Zgoda, połowa dla nas, a resztę opylimy. Podwoimy kasę. Łatwizna. Tak jest, bracie. A potem każdy kupi kolejną działkę i rozkręcimy prawdziwy interes. No i sztos. Trzeba tylko mniej ćpać, no wiesz, raz na jakiś czas, nic mocnego - tak jest, brachu - żeby tylko być na chodzie - i raz dwa zarobimy szmal. Żebyś wiedział, skurczybyku. Nakosimy tyle, że kasy będzie po pachy. I o to chodzi, bracie, nie spieprzymy tego jak inne skurwiele. Nie zaćpamy się na amen i nie zawalimy sprawy. Żadnej cholernej dilerki na ulicy. Rozumie się, skurczysynu. Weźmiemy towar prosto od makaroniarzy, podzielimy na działki, potem wyczaimy jakiegoś zasmarkanego ćpuna do rozprowadzania, a sami będziemy sobie siedzieć i liczyć kasę, no i jeździć różowym, zajebistym Cadillakiem Eldorado. Spoko, skombinuję jakieś wdzianko szofera, żeby obwozić po mieście twoje czarne dupsko. Kurwa, bracie, masz otwierać mi drzwi, bo inaczej spuszczę ci łomot... Tak jest, nazywam się Tyrone C. Love i nikogo nie kocham tak jak Tyrone'a C. Ja na pewno nie będę kochał Tyrone'a C. Rozumiesz, kupię sobie miejscówkę przy Central Parku i będę przebierał w najlepszych kurewkach. Pieprzysz, jak to? Przecież skończyłeś z bzykaniem. Będę leżał obok i raz na jakiś czas skubnę sobie kawałek super żarcia. A niech to, szkoda mi ciebie, skurwysynu. Chcesz leżeć w luksusowej chacie z drogą dziwką w łóżku i żreć nie wiadomo co. Czepiasz się. Lubię czasem połasować, trochę siekanej wątróbki, wędzonej rybki. No nie - co za skurwiel z ciebie. To jest właśnie problem z wami, białasami, nie wiecie, co robić z kurewką. Spadaj, wiemy dokładnie, co robić. To wy, Afrykanie, nie macie pojęcia o dobrych manierach przy stole. Jak myślisz, dlaczego Żydzi mają takie branie u kobiet? To nie ma nic wspólnego z kasą. Dlatego, że znamy się na żarciu. Kurwa, po prostu przyznaj, jesteś złamanym kutasem. Ja za to uszyję sobie na miarę parę garniturów, wrócę do chaty i zamówię całe stadko dziwek, takich, brachu, że ci kolana zmiękną. Zobaczysz, pierwsza klasa. I na każdy dzień tygodnia będzie lala innego koloru. To ile czasu nam zajmie, żeby skombinować funt czystego towaru? Kurna, chłopie. Łatwizna. Pokręcimy się trochę, opylimy towar za kilka setek i gotowe. Przed świętami będziemy siedzieć jak paniska, liczyć dolary i trajlować jak teraz. Wesołych Świąt, bracie. Harry znów oparzył sobie palec papierosem. Cholera, upuścił niedopałek, co za skurwiel.

Na sąsiedniej półce

Szukasz książki, audiobooka? Skorzystaj z wyszukiwarki

REKLAMA

moje bielany 10-2026 2moje bielany 10-2026 0

Najnowsze informacje na Tu Stolica

Kup bilet

Znajdź swoje wakacje

Powyższe treści pochodzą z serwisu Wakacje.pl.

Polecamy w naszym pasażu