Odyseja
| tytuł oryg.: | ???????? (Odysseia) |
| autor: | Homer Homer |
| przekład: | Lucjan Siemieński |
| wydawnictwo: | Replika |
| wydanie: | Poznań |
| zapowiedź: | 3 marca 2026 |
| forma: | książka, okładka twarda |
| wymiary: | 160 × 230 mm |
| liczba stron: | 480 |
| ISBN: | 978-83-6856052-7 |
,,Odyseja" - epos stanowiący jeden z korzeni literatury europejskiej. Niezwykłe, epickie arcydzieło o podróży greckiego wodza, który po wygranej wojnie trojańskiej wraca na Itakę.
Wyruszający w drogę Odyseusz nie spodziewa się, że jego podróż do domu potrwa dziesięć długich lat. Prześladowany przez mściwego Posejdona i chroniony przez Atenę będzie błąkać się po morzu, zmagać z czarami i własnymi słabościami. Przyjdzie mu walczyć z olbrzymami i morskimi potworami.
Tymczasem na ojczystej wyspie, pod nieobecność męża, o rękę Penelopy zabiega ponad stu zalotników. Jej obroną pozostają spryt i syn Telemach wierzący niezłomnie w powrót ojca.
,,Odyseja" to jedynie wycinek wielkiej tułaczki, który rozbudza wyobraźnię niesamowitymi miejscami nawiedzanymi przez króla Odysa - wyspą syren, królestwem umarłych Tartarem, wyspą nimfy Kalipso czy jaskinią cyklopa Polifema.
To przebogata w wątki opowieść o konsekwencjach wojny, bogactwie, ubóstwie i władzy. Jest zarazem pieśnią o tęsknocie i radości, o małżeństwie i rodzinie, a także hołdem złożonym odwadze i nieustępliwości w dążeniu do celu.
Tekst eposu zilustrowany został grafikami wybitnego angielskiego artysty Johna Flaxmana inspirowanymi greckim malarstwem wazowym.
Już rzesza butnych gachów weszła do świetlicy,
Długim rzędem zasiadła stołki i ławice;
Keryksi wodę do rąk nosili - a chlebne
Kosze na stół stawiały dzieweczki służebne;
Pachołcy w czasze wino leli zielonawe;
I wszyscy się rzucili rękami na strawę;
A najadłszy, napiwszy do syta, marzyli
Rozkosznicy o nowej dla się krotochwili;
Do pląsów ich ochota i do piosnek brała,
Bez czego by się żadna uczta nie udała.
Więc keryks dał cytarę Femiowi do ręki,
Co umie najsławniejsze wywodzić piosenki,
A choć mu wobec gachów śpiewać się nie chciało,
Brząknął w struny, i dumę zanucił wspaniałą.
Wtenczas Telemach schylon ku Atenie głową,
Rzekł z cicha, by nie doszło do nich jego słowo:
,,Miły gościu! Coć powiem, niech cię nie pogniewa;
Patrz, jak gawiedź przy śpiewkach i pląsach używa,
Bezkarnie trawiąc mienie po wielkim człowiecze,
Którego białe kości deszcz w polu gdzie siecze,
Lub niegrzebione ciało liżą morskie fale...
O, gdyby niespodzianie stanął tu w swej chwale -
Każdy by z nich bez targu za dobrych nóg dwoje
Zrzucił z siebie ten ciężar złota i te stroje.
Lecz snadź, rodzaj ten śmierci był mu przeznaczony;
I nic go już nie wskrzesi! Lubo i w te strony
Czasem wieść się zaplącze o jego powrocie;
Lecz któż by wierzył bredniom!... A teraz się do cię
Zwracam, byś ciekawości mojej też dogodził:
Z jakiegoś ludu, miasta? Mów mi, gdzieś się rodził?
Jakeś się dostał? Czyjże okręt do Itaki
Przywiózł cię? Co za jedne te twoje flisaki?
Bo przecież się tu dostać nie mogłeś piechotą.
Jedno by prawdę wiedzieć, zapytuję o to.
Pierwszyś to raz w Itace? Czy też ongi może
Bywałeś tu za ojca mojego w tym dworze,
Kiedy się doń zjeżdżała siła zacnych osób
A on wszystkich w gościnny podejmował sposób".
Na to mu sowiooka córa Diosowa
Rzekła: ,,Wszystko, coć powiem, prawda aż do słowa.
Mentes jestem; Anchiala mienię się być synem,
A sam władam żeglownych Tafiotów gminem.
Teraz tutaj przybiłem; mam liczną osadę
I do obcojęzycznych ludów morzem jadę,
By za towar żelazny kupić miedź w Temezie.
Od miasta podal stoi okręt, co mnie wiezie,
W zatoce Rejtron, u stóp Nejonu leśnego.
Chlubię się, żem był nieraz gościem ojca twego,
Możesz o to Learta spytać, twego dziadka;
Staruch pono do miasta zagląda dziś z rzadka,
Samotnie doganiając na wsi dni ostatka,
Przy starce, co go karmi strawą i napitkiem,
Gdy wieczór wróci do dom zmordowany zbytkiem
Łażenia, jak dzień długi, śród winnicznych wzgórzy.
Otóż słysząc, że ojciec twój wraca z podróży,
Tum zaszedł. Że go nie ma? Snadź szkodzą mu bogi;
Bo przecież umrzeć nie mógł Odysejs nasz drogi.
Pewnie na jakiej wyspie, wkoło oceanem
Oblanej, gdzie tam kiśnie pod twardym tyranem,
Lub śród dziczy, co gwałtem trzyma go w niewoli.
Otóż chciałbym o jego powróżyć ci doli
Z tych przeczuć, jakie w duszę wleli mi niebianie.
Być może, że co powiem, nareszcie się stanie;
A żem nie wieszcz i z lotu ptaszego nie wróżę.
To wiem, że wnet się skończą te jego podróże;
Wróci nasz tułacz, wróci w własny próg domowy;
A choćby go trzymały żelazne okowy,
Wyłamie się, ucieknie; wszak nie bity w ciemię!
O jednej tylko prawdzie, proszę, oświećże mnie:
Tyżeś to w tej osobie własny syn Odysów?
Podobieństwa z nim wiele masz z oczu i rysów.
Widywałem go nie raz, nie dwa, jeszcze wprzódy
Nim pod Troję popłynął na boje i trudy
Z herojami Achai, co tam popłynęli.
Odtądeśmy z Odysem już się nie widzieli".
Na to roztropnie odrzekł Telemach młodziutki:
,,Dowiedz się, gościu, z ust mych prawdy bez ogródki:
Że on jest ojcem moim, tak matka powiada,
Ja nie wiem; tej pewności nikt z nas nie posiada.
Wolałbym jednak synem być po szczęsnym człeku,
Co by we własnym gnieździe sędziwego wieku
Dopędzał. Lecz tu u nas mówią pospolicie
Że ten najnieszczęśliwszy z ludzi dał mi życie".
Na to mu sowiooka tak odpowiedziała:
,,Z woli bogów niepróżna ród twój czeka chwała,
Jeśli Penelopeja takiego ma syna!
Wprzód jednak rzeknij prawdę: jaka to przyczyna
Tych godów i hałasów? Co to wszystko znaczy?
Czy stypa, czy wesele? Bo przecież inaczej
Zwykła uczta wygląda. Patrząc na te gbury
Szumiące, jakby dwór ten nogami do góry
Przewrócić chcieli - każdy przy zdrowym rozsądku
Wszedłszy tu, zapomniałby języka w tym wrzątku".
Więc roztropny Telemach jął się mu spowiadać:
,,Cudzoziemcze! Jak widzę, pragniesz mnie wybadać.
Słuchajże: Ongi dom ten cnotą, dostatkami
Słynął, póki on jeszcze przebywał tu z nami;
Alić mąż wielki z bogów przekornych wyroku,
Znikł ze świata, w bezślednym gdzieś ukrył się mroku.
Ja sam, może bym jego tak nie płakał zgonu,
Gdyby był legł z drugimi na polach Ilionu,
Lub na ręku przyjaciół skończył już po wojnie.
Wtenczas przynajmniej ludy achajskie przystojnie
Pamięć by bohatera uczcili mogiłą;
I me imię z nim razem w prawnukach by żyło.
Ale on srogim harpiom dostał się w zdobyczy;
Bez widu, słychu przepadł! A syn, cóż dziedziczy?
Łzy i ból. Nie dość, że już płaczę nieboszczyka,
Los mnie jeszcze innymi kolcami dotyka:
Ilu władyków bowiem panuje w tej stronie
Na lesistym Zakincie, Samie, Dulichionie,
I wszyscy, co na skalnej Itace rej wodzą,
Zalecają się matce mojej, dom nasz głodzą.
Ona zaś ni odmawia, ni spełnić się spieszy
Tych ślubów! A tymczasem od drapieżnej rzeszy
Dobytek mój pożarty; wkrótce i mnie schłoną!"
Fragment Pieśni pierwszej
Na sąsiedniej półce
-
[ e-book ]Iliada. Wydanie ilustrowaneHomer Homer
-
nowość[ książka, audiobook, e-book ]Opowieść o starym dzieckuJenny Erpenbeck
-
nowość[ e-book ]Zabijemy Stellę / Piąty rokMarlen Haushofer
-
nowość[ książka ]LolitaVladimir Nabokov
-
nowość[ książka ]Zaproszenie na egzekucjęVladimir Nabokov
-
nowość[ e-book ]Studium mądrościAgnieszka Białomazur
-
nowość[ e-book ]AntropolodzyAysegul Savas, Aysegul Savas
-
nowość[ e-book ]PrzebaczenieMagdalena Wiciak
-
nowość[ e-book ]WeseleStanisław Wyspiański
-
nowość[ książka, audiobook ]Kowbojskie tangoMaggie Shipstead
-
nowość[ e-book ]Strażniczka berlińskiego zooAnna Stuart
-
nowość[ książka, audiobook ]Pamięć drzewaTina Valles
LINKI SPONSOROWANE
Najnowsze informacje na Tu Stolica
REKLAMA

































