Faktycznie, infrastruktura jak pod Grunwaldem
16 października 2015
Chodząc po wschodniej Białołęce przyjemnie jest czytać nazwy ulic. Idealnie pasuje do nich również ich stan oraz otoczenie - zupełnie, jakbyśmy byli w XV wieku.
Trasa Olszynki Grochowskiej: mrzonka czy konieczność?
Od lat dyskutuje się o tej, chyba już mitycznej trasie. Dla jednych ma być rozwiązaniem problemów komunikacyjnych wschodnich obszarów naszej dzielnicy, zwanych Zieloną Białołęką. Dla drugich to hałaśliwa i śmierdząca autostrada, która przetnie te tereny na pół. Kto ma słuszność? Zebrałem najważniejsze informacje na ten temat. Spróbujmy też się zastanowić, czy i w jakim zakresie jej powstanie jest nam potrzebne.
Radni, którzy nadawali nazwy tutejszych ulic trafili ze swoimi pomysłami idealnie. Białołęka była wówczas dalekim przedmieściem, znajdującym się hen, hen, za równie przedmiejskim Bródnem. Do dziś zachowały się tu resztki tego niepowtarzalnego klimatu mazowieckiej wsi, w rozwój której niewątpliwy wkład mieli przybysze z Zachodu, zwani Olędrami. Niemcy i Holendrzy - w każdym razie ewangelicy - zostawili po sobie kilka solidnych, ceglanych domostw, które bardzo widocznie odróżniają się na tle polskiej, wiejskiej zabudowy. W niektórych miejscach można odnieść wrażenie, że wcale nie jesteśmy w XXI wieku. Skrzyżowanie ulic Juranda ze Spychowa i Zbyszka z Bogdańca wygląda, jakby rzeczywiście był tu 1410 rok. Mylące mogą być tylko tablice z nazwami ulic wykonane z metalu, ale ich nazwy są idealne.
Przemysław Burkiewicz
.








































