Faktycznie, infrastruktura jak pod Grunwaldem
16 października 2015
Chodząc po wschodniej Białołęce przyjemnie jest czytać nazwy ulic. Idealnie pasuje do nich również ich stan oraz otoczenie - zupełnie, jakbyśmy byli w XV wieku.
Władze Białołęki odwiedziły swoją ławkę w Berlinie
Niedawno burmistrz Białołęki Anna Majchrzak i jej dwóch zastępców udało się w dwudniową delegację do zaprzyjaźnionej z Białołęką dzielnicy Berlina - Lichtenberg. Tą zagraniczną wizytą do naszych zachodnich sąsiadów urzędnicy pochwalili się w mediach społecznościowych.
Radni, którzy nadawali nazwy tutejszych ulic trafili ze swoimi pomysłami idealnie. Białołęka była wówczas dalekim przedmieściem, znajdującym się hen, hen, za równie przedmiejskim Bródnem. Do dziś zachowały się tu resztki tego niepowtarzalnego klimatu mazowieckiej wsi, w rozwój której niewątpliwy wkład mieli przybysze z Zachodu, zwani Olędrami. Niemcy i Holendrzy - w każdym razie ewangelicy - zostawili po sobie kilka solidnych, ceglanych domostw, które bardzo widocznie odróżniają się na tle polskiej, wiejskiej zabudowy. W niektórych miejscach można odnieść wrażenie, że wcale nie jesteśmy w XXI wieku. Skrzyżowanie ulic Juranda ze Spychowa i Zbyszka z Bogdańca wygląda, jakby rzeczywiście był tu 1410 rok. Mylące mogą być tylko tablice z nazwami ulic wykonane z metalu, ale ich nazwy są idealne.
Przemysław Burkiewicz
.







































