Dziki parking w parku Szymańskiego
14 września 2011
- W weekendy na trawnikach parku Szymańskiego od strony ul. Górczewskiej tworzy się dziki parking. Auta stawiają tam osoby, które korzystają z basenów "Moczydło" - alarmują mieszkańcy Woli.
Graffiti ku czci Powstania - na poczcie
1 sierpnia przypada 69. rocznica powstania warszawskiego. Na murze budynku Poczty Polskiej przy Towarowej 5 w oczy rzuca się graffiti "Wola 44". Nie bez powodu. W tym miejscu toczyły się walki.
Inni obwiniają straż miejską - za nieskuteczną ochronę zieleni. O niszczeniu parku Szymańskiego pisaliśmy już w poprzednim wydaniu "Echa". Niestety, nic nie wskazuje na to, że problem zostanie szybko rozwiązany.
Parkują na trawie, bo tanio?
Urzędnicy zdają sobie sprawę z narastającego problemu. - Od zakończenia prac związanych z rewitalizacją nie minął nawet rok, a już mówi się o potrzebie zainstalowania monitoringu lub zatrudnienia ochrony w parku.Co się dzieje w parku?
Funkcjonariusze przyznają, że w parku Szymańskiego straż miejska ma wiele pracy. - Od początku roku wystawiliśmy tam 70 mandatów i 143 pouczenia. Najwięcej zdarzeń, bo aż 94 dotyczyło spożywania alkoholu, poza tym: 40 zwierząt (tj. np. niesprzątania psich odchodów, trzymania psa bez kagańca itp.), 19 kąpieli w miejscach niedozwolonych np. oczkach wodnych, sześć zdarzeń dotyczyło dewastacji mienia (np. wyposażenia parkowego), 13 ruchu drogowego i pięć zakłócania porządku publicznego - wylicza Monika Niżniak, rzeczniczka straży miejskiej.- Tylko 13 interwencji w sprawie kierowców? Strażnicy nie widzą chyba tych wszystkich samochodów, które parkują w weekendy w parku? - zastanawiają się stali bywalcy parku. Co na to straż miejska? - Patrolujemy park, a nawet objęliśmy ten obszar specjalnym nadzorem. Jednak nie mamy możliwości ustawienia tam strażnika na stałe, a to byłoby właściwie jedynym skutecznym rozwiązaniem w tej sytuacji - przyznaje rzeczniczka straży miejskiej.
Winny brak kultury
Mieszkańcy mają inne pomysły na pozbycie się wandalizmu z parku. Wielu proponuje zainstalowanie monitoringu albo wynajęcie ochrony. Jednak urzędnicy zaznaczają, że to tylko połowicznie rozwiąże problem, bo takie działania są kosztowne. - Dopóki nie obudzi się w nas poczucie, że niszczenie, czy okradanie przestrzeni publicznej jest naganne, dopóty trzeba będzie stawiać niezliczone słupki, wysyłać patrole, instalować kamery i wynajmować ochronę. A to wszystko przecież sporo kosztuje i może szkoda tych pieniędzy, które można wykorzystać na inne cele - kwituje Monika BeuthLutyk.Marzena Zemlich
.












































