Będzie znacznie drożej
11 maja 2011
Temat numer jeden ostatnich dni w autobusach, tramwajach i metrze to drastyczna podwyżka cen biletów. Dobra wiadomość jest taka, że stołeczny ratusz podwyżkę podzielił na trzy etapy.
Czy jeszcze długo pohandlujemy na Bazarze Różyckiego?
30 października ponad stuletnia historia Bazaru Różyckiego miała kolejną odsłonę. W ratuszu przy ul. Kłopotowskiego kupcy i włodarze dzielnicy Praga Północ spotkali się, aby rozmawiać o przyszłości targowiska. Szybko okazało się jednak, że do uzgodnienia wspólnych planów daleka droga, bowiem na przeszkodzie stoi skomplikowana historia tego miejsca.
Najmniej podwyżkę odczują seniorzy - za bilet uprawniający do jazdy przez cały rok osoby po 65 roku życia zapłacą zamiast czterdziestu - 50 zł.
Warszawski ratusz pozostawia też najpopularniejsze bilety czasowe - od ich wprowadzenia dwa lata temu sprzedają się lepiej niż jednorazowe. Dwudziestominutowa przejażdżka komunikacją publiczną teraz kosztuje dwa złote, od sierpnia o sześćdziesiąt groszy więcej.
Czym ratusz uzasadnia podwyżkę? Wzmożonymi zakupami taboru - do 2017 Warszawa ma mieć blisko 800 nowych autobusów, ponad 180 tramwajów, 210 wagonów metra dla obydwu linii i pociągi na linii do lotniska Chopina. Do tego nowe linie tramwajowe, także przez nieistniejący jeszcze most Krasińskiego. Co ciekawe, taki poziom podwyżek nie był proponowany przez Zarząd Transportu Miejskiego, a przez stołecznego skarbnika.
Podwyżki nie dotkną za to rodzin wielodzietnych, osób po siedemdziesiątce oraz pracowników komunikacji z rodzinami. Oni mają zagwarantowane bezpłatne przejazdy.
Najbardziej uderzy w podmiejskich
Najgorzej mają ci, którzy korzystają z biletów podmiejskich - ich portfele ucierpią najbardziej. Jednorazowy bilet od stycznia 2014 ma kosztować dwa razy tyle, co obecnie - 8,40 zł. Procentowo mniej, ale kwotowo znacznie więcej przyjdzie płacić za długookresówki: teraz miesięczny kosztuje 116 zł - będzie kosztował 156. Bilet 90-dniowy będzie kosztował 370 zł, o 80 więcej niż teraz. A w styczniu 2014 będzie jeszcze drożej.Stołeczny ratusz tłumaczy się kosztami utrzymania nowego taboru i inwestycjami, a i tak wiadomo, że gros pieniędzy będzie pakowane w drugą linię metra. Nikt w urzędzie nie zadał sobie chyba trudu, aby przeanalizować, jak proponowane podwyżki cen biletów wpłyną na ruch w mieście. Parkingów P+R jest wciąż za mało, a na najpotrzebniejszych terenach nie ma ich wcale: Białołęka czy Marki aż proszą się o "uparkowienie", aby przesiąść się do komunikacji miejskiej i nie tłoczyć w centrum. Wpływy do kasy ZTM zmalały, odkąd na autobusach nie ma już wielkopowierzchniowych reklam, na które narzekała część pasażerów, a które stanowiły spore - i pewne - źródło finansowania. Można mniemać, że ograniczenie przywilejów pracowników komunikacji także byłoby zastrzykiem do budżetu - o ile jeszcze kierowcy czy technicy darmowe przejazdy mieć powinni, to czy za darmo muszą też jeździć ich żony i dzieci? Możliwości na znalezienie pieniędzy jest wiele i niekoniecznie trzeba je wyciągać z portfeli pasażerów - ale po co się wysilać, skoro pasażer wyboru nie ma?
(wt)
.




































