Skonfiguruj
Dodaj samodzielnie on-line
Konto użytkownika
Słońce i cień
| tytuł oryg.: | Sol och skugga |
| autor: | Ake Edwardson |
| przekład: | Alicja Rosenau |
| wydawnictwo: | Wydawnictwo Czarna Owca |
| kolekcja: | Czarna Seria |
| wydanie: | wydanie 1, Warszawa |
| data: | 21 września 2011 |
| forma: | książka, okładka miękka |
| wymiary: | 135 × 210 mm |
| liczba stron: | 458 |
| ISBN: | 978-83-7554337-7 |
Inne formy i wydania
| książka, okładka miękka, wydanie 1 | 2011.09.21 |
| e-book (epub, mobipocket), wydanie 1 | 2011.10 |
| książka, okładka miękka, 2 | 2016.05.18 |
| e-book (epub, mobipocket), 2 | 2016.05.18 |
| e-book (epub, mobipocket), 2 | 2016.09.22 |
Inspektor Erik Winter przebywa na południowym wybrzeżu Hiszpanii. Ale nie na wakacjach. Pojechał tam odwiedzić ojca, który leży na oddziale intensywnej opieki w miejscowym szpitalu po ostrym ataku serca. Trudne dni w słońcu pozwalają Erikowi Winterowi zastanowić się nad własnym życiem przyszłością - za trzy miesiące nadchodzi nowe millennium, jemu wkrótce stuknie czterdziestka, a narzeczona oczekuje ich wspólnego dziecka.
Tymczasem w Göteborgu na zachodnim wybrzeżu Szwecji dochodzi do podwójnego morderstwa. Kiedy Winter wraca do miasta, wraz z kolegami musi rozwikłać zagadkę, której rozwiązanie wydaje się z każdym krokiem coraz okropniejsze. Od samego początku morderca dał policji coś w rodzaju "przewodnika". Kiedy zagrożenie sięga rodziny Wintera, inspektor zdaje sobie sprawę, że to śledztwo jest o wiele bardziej złożone, niż ktokolwiek się spodziewał, i że od samego początku był częścią tej makabrycznej gry.
"...Edwardson przykuwa uwagę czytelnika sugestywnymi mistrzowskimi podpowiedziami. "Słońce i cień" to książka, która kusi, by ją przeczytać (...) międzynarodowej klasy (...) Tuż przed lekturą "Słońca i cienia" skończyłem najnowszą powieść kryminalną Elisabeth George, również psychologiczną i ambitną literacką. Mogę tylko powiedzieć, że słynna koleżanka może, co najwyżej czyścić buty Edwardsonowi!" Jan Ceder, "GT"
"...napięcie rośnie powoli, książka jest subtelna, sugestywna i pewnie napisana..." - Nils Schwartz, "Expressen"
1
Zaczęło padać. Simon Morelius nastawił radio. Nic nie słyszeli przez pięć minut. Dochodziła dziesiąta i panował spokój. Greger Bartram zatrzymał się na czerwonym świetle. Dwie kobiety przeszły przez ulicę, jedna z uśmiechem odwróciła się w stronę radiowozu. Greger Bartram uniósł dłoń w geście pozdrowienia.
- Dwadzieścia siedem, ładna - powiedział. - I to samo myśli o mnie.
- Ona się uśmiechnęła do mnie. Nie do ciebie - zaprotestował Morelius.
- Patrzyła mi prosto w oczy - odparł Bartram. - To ze mną szukała kontaktu.
Światła się zmieniły i Bartram wjechał na rondo Korsvägen.
- I stwierdziła, że nikogo nie ma w domu - powiedział Morelius.
- Ha, ha. - Popatrzyła ci głęboko w oczy i zobaczyła, że nikogo tam nie ma. Tylko glina w średnim wieku za kółkiem dziwnie pomalowanego samochodu, a ona...
Usłyszeli przez radio kobiecy głos: - Dziewięć jeden dwadzieścia. Dziewięć jeden dwadzieścia, odbiór. - Potem padła niewyraźna odpowiedź gdzieś z daleka. Znów odezwała się kobieta: - Ktoś leży na ulicy przed Focusem przy Lisebergu, pijany albo chory. Jest tam grupka nastolatków.
Odpowiedział jakiś patrol:
- Słyszeliśmy. Jesteśmy na Prinsgatan i jedziemy do Focusa.
Morelius sięgnął po mikrofon. - Tu jedenaście dziesięć. Jesteśmy bliżej, jedziemy właśnie Korsvägen, możemy to przejąć. - Dobrze, jedenaście dziesięć. Radiowóz z dystryktu Lorensberg wyjechał z ronda i zatrzymał się przed centrum handlowym. Na parkingu siedziało kilka skulonych osób. Kiedy samochód się zatrzymał, jedna z nich podbiegła do otwieranych przez Bartrama drzwi.
- To ja telefonowałam - powiedziała dziewczyna, na oko szesnastoletnia. Pomachała komórką, jakby ta miała się właśnie rozdzwonić, żeby potwierdzić słowa właścicielki. Dziewczyna miała proste włosy, gładko przyklejone do głowy przez deszcz. W jej wielkich oczach malowało się przerażenie. Bił od niej zapach alkoholu i tytoniu. Żywo gestykulowała. - Ona tam leży. Maria tam leży, ale już trochę lepiej się czuje.
- Zadzwonię po karetkę - rzucił Bartram. Morelius poszedł za dziewczyną. Od grupki młodziey dzieliło ich kilka kroków. Otaczali półkolem dziewczynę, która właśnie próbowała się podnieść. Zachwiała się, ale Morelius, który właśnie znalazł się przy niej, podał jej ramię i uchronił przed upadkiem. Ważyła tyle co nic. Wyglądała jak bliźniaczka tamtej, która dzwoniła, ale patrzyła nieobecnym wzrokiem. Tu naprawdę nikogo nie ma w domu, pomyślał Morelius.
Czuć było od niej alkohol i wymiociny. Morelius poczuł coś lepkiego pod podeszwami butów. Powinien uważać, żeby się nie pośliznąć. Po kilku sekundach dziewczyna spojrzała na policjanta, niespodziewanie przytomnie.
- Chcę do domu - powiedziała. - Co zażywałaś? - zapytał Morelius. - Nni... nic - odparła. - Tylko kilka piw.
- Kilka piw, jasne. - Morelius spojrzał na grupkę pięciu czy sześciu młodych ludzi. - Co brała? To ważne. Jeśli coś wiecie, mówcie natychmiast, w tej chwili, NATYCHMIAST. - Podniósł głos, trochę ich nastraszył.
- Tak jak mówiła - odezwał się chłopak w robionej na drutach czapce i bluzie od dresu. - Kilka piw... i trochę wódki.
- Wódki? Jakiej wódki? Czy ktoś ma butelkę? Młodzi ludzie popatrzyli po sobie. - BUTELKĘ - powtórzył Morelius. Chłopak w robionej na drutach czapce sięgnął pod obszerną bluzę i wyjął butelkę. Bartram wziął ją od niego i obejrzał, trzymając pod światło neonowych reklam.
- Nie ma etykiety - powiedział. - Nieee... nie ma. - Co to jest? - zapytał Bartram. W tej samej chwili wszyscy usłyszeli syrenę pogotowia po drugiej stronie wieżowca Gothii. - Co to za gówno? Samogon?
- Tak... chyba tak - przyznał jeden z chłopców. - Kupiłem od kumpla. - Wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać. - Mówił, że to całkowicie w porządku.
- Nie jest w porządku - powiedział Morelius. Czuł, że dziewczyna wisząca mu na ramieniu robi się coraz cięższa, znów traci przytomność. - Gdzie ta cholerna karetka?! - krzyknął. W tej samej chwili auto zatrzymało się dwa metry od niego, zazgrzytały wytaczane nosze.
Siedzieli w poczekalni pogotowia. Dziewczyna była w gabinecie zabiegowym. Po dwudziestu minutach wyszedł lekarz. Wyraz jego twarzy powiedział Moreliusowi, że jeszcze żyje.
Młody chłopak przechadzał się nerwowo po poczekalni. Może on też był przed Focusem. Moreliusowi wydawał się znajomy. Jak zdążył tu dojechać?
- Alkohol w młodym organizmie, no cóż ... to nie jest dobra kombinacja - powiedział lekarz.
- Jak ona się czuje?
- Biorąc pod uwagę okoliczności, nieźle, jak to się mówi. Musi oczywiście zostać u nas na noc.
- Więc ten alkohol... był w porządku? - zapytał Bartram.
Lekarz rzucił mu wymowne spojrzenie. - Chodzi panu o ten samogon? - Chyba pan, do cholery jasnej, rozumie, co mam na myśli?!
Doktor spojrzał na niego ponownie. - Nie ma powodu do gniewu - powiedział. Otrzepał fartuch, jakby chciał go oczyścić z przekleństwa Bartrama. - Najmniejszego powodu.
- Przepraszam - odparł potulnie policjant. - Po prostu martwimy się o nią. Niektórzy gliniarze już są tacy.
- Chcemy tylko wiedzieć, czy ma jakieś inne... obrażenia... ni te, co normalnie... jeśli ten samogon był mocniejszy niż zwykły alkohol - wyjaśnił Morelius.
Lekarz popatrzył na nich z powątpiewaniem, jakby myślał, że chcą go nabrać.
- W tej chwili wszystko wygląda normalnie - powiedział. - Ale nie zostawiamy niczego przypadkowi. Czy zawiadomiono rodzinę?
- Tak - przyznał Morelius. - Matka powinna tu być lada chwila.
- No więc, w takim razie... - powiedział lekarz i wyszedł.
- Dziękujemy, doktorze - rzucił Bartram. Patrzyli jeszcze, jak wychodzi przez wahadłowe drzwi. - Arogancki dupek - powiedział Bartram. - Chyba myśli to samo o tobie. Bartram mruknął coś niezrozumiałego i spojrzał na kolegę. Było tu po jedenastej, twarz Moreliusa od ostrego światła poczekalni była cała w plamach.
- Ach tak, więc to córka naszej pastor. Jesteś pewien? Hanne Östergaard? Która leczy nasze obolałe dusze?
- Tu nie ma co ironizować - Morelius wziął do ręki portfel dziewczyny. Przeczytał dane z legitymacji. - Maria Östergaard. Ulica w Örgryte. Nasza pastor nazywa się Hanne Östergaard i mieszka w Örgryte, ma te córkę o imieniu Maria.
- A skąd ty właściwie to wszystko wiesz? - A czy to ma jakieś znaczenie? - Nie, nie. - Ale nie jestem do końca pewien. - Przez otwierające się na noc drzwi wpadła kobieta. - Teraz jestem pewien - powiedział Morelius i ruszył ku Hanne Östergaard.
- Gdzie Maria? - zapytała. - Gdzie ona jest, Simon? - Jeszcze w zabiegowym, czy jak to się nazywa - odparł Morelius. - Ale wygląda na to, e wszystko jest dobrze.
- DOBRZE? Wszystko jest dobrze? - Hanne Östergaard wyglądała, jakby za chwilę miała się roześmiać. - Czy ktoś może mi powiedzieć, gdzie mam iść?
Ktoś z pracowników szpitala wyszedł przez wahadłowe drzwi. Policjanci zobaczyli, jak Hanne Östergaard biegnie na oddział ratunkowy.
Chłopiec, który krążył po poczekalni, poszedł za nią. Obejrzał się jeszcze raz za siebie i zniknął w korytarzu.
- Ja cię kręcę - rzucił Bartram. - I nawet wiedziała, jak masz na imię.
Morelius nie odpowiedział. - Nawet pastorom nie zostaje to oszczędzone - powiedział Bartram.
- Co oszczędzone? - Trudne sytuacje, kiedy coś się dzieje z ich bliskimi, ukochanymi. Ale ty chyba nie masz dzieci?
- Odpowiedź brzmi: nie. Ale to tutaj chyba skończy się... szczęśliwie.
- Dzięki nam. - E tam. Dzieciak, który chla za dużo i rzyga. Pewnie sama by oprzytomniała za jakiś czas, tamci by jej pomogli. Happens all the time. Czy tobie nic takiego się nie zdarzyło?
- Mnie? Nie przypominam sobie. - No właśnie, to jeszcze o niczym nie świadczy. - Jedziemy? - zapytał Bartram.
Jechali do centrum, minęli budynek Chalmers i szpital Vasa. Deszcz padał coraz mocniej. Latarnie świeciły jakby słabiej, otulone w noc. Bartram zatrzymał się na czerwonym świetle. Dwie kobiety przechodziły przez ulicę, ale żadna się nie odwróciła, żeby się uśmiechnąć do radiowozu. Morelius nastawił radio. Słuchali komunikatów. Psychicznie chory staruszek zaginął w Ängg?rden kilka godzin temu i właśnie się odnalazł. Gorąca dyskusja w mieszkaniu w Koretadali zakończyła się, kiedy na miejscu zjawili się funkcjonariusze. Pijaczyna, który oparł się o stojący tramwaj przy Brunnsparken, upadł, kiedy tramwaj ruszył. Czy można to uznać za wypadek komunikacyjny? - zastanawiał się Bartram.
Morelius myślał o Hanne Östergaard i o tym, o czym rozmawiali dwa tygodnie wcześniej. Był wdzięczny Gregerowi, e o nic więcej nie pytał.
Erik Winter zgasił światło w swoim pokoju i wyszedł. Deszcz przestał padać. Pojechał do domu rowerem, przez Heden, ustąpił pierwszeństwa komuś, kto nie uważał na Vasagatan. Nogawki ochlapała mu woda, a może jeszcze jakiś inny syf. Było za ciemno, żeby się dało cokolwiek zobaczyć. Zastanawiał się, czy nie przejechać koło Saluhallen, ale zrezygnował. Zadzwoniła jego komórka. Zatrzymał się i wyjął telefon z wewnętrznej kieszeni przeciwdeszczowego płaszcza.
- Nie mogę się zdecydować w sprawie sofy - powiedziała Angela, kiedy się zgłosił. - Muszę cię prosić o radę, natychmiast.
- Chyba nie dźwigasz? - Nie, nie. - Możemy ją zabrać, jeśli nie możesz się zdecydować. Mam przecie miejsce.
- Ale gdzie będzie stała?
- Czy to nie może zaczekać do wieczora? - Chciałam przyjść przygotowana jak najlepiej. - Hm... - To poważna decyzja. - Wiem. - Czy ty naprawdę to przemyślałeś? Może powinniśmy kupić do...
- Angelo, daj spokój... - Wiem, wiem. Ale to takie oszałamiające. To wszystko. To chyba najodpowiedniejsze słowo, pomyślał Winter, strzepując kilka kropli z ramienia. Oszałamiające. Pierwszy raz w dorosłym życiu miał zamieszkać z drugim człowiekiem. Po latach dość luźnego związku mieli z Angelą zamieszkać razem. Czuł się tak, jakby to ona podjęła tę decyzję. Nie. To było niesprawiedliwe. Przecie on te musi brać na siebie odpowiedzialność.
Nie mieli wyboru. Albo zamieszkają razem, albo... wszystko się skończy. Choć tego nie mógł już sobie wyobrazić. Nie odważyłby się zerwać. Samotność byłaby zbyt straszna, czy nie? Byłaby jeszcze gorsza. Samotnie wejść w nowe tysiąclecie. Sylwester: płyta w odtwarzaczu i kieliszek wina. To byłoby wszystko. Nędza rozświetlona fajerwerkami.
Wkrótce do przełomu wieków zostaną już tylko trzy miesiące, będzie miał czterdzieści lat i niedługo przestanie być najmłodszym komisarzem w Szwecji.
Przygotował się do naciśnięcia na pedały. - Zobaczymy się o ósmej - powiedziała Angela, a on wyłączył komórkę.
W mieszkaniu zapadła noc, nic już się nie świeciło. Lampa stojąca na podłodze paliła się przez jakąś dobę, ale spaliła się w niej żarówka. Kiedy zaczęło świtać, jesień wlewała się między żaluzjami, a opuszczona roleta w sypialni przepuszczała plamy światła.
Lodówka szemrała. Na kuchennym stole stały kieliszki do wina i pusta butelka. Na blacie przy kuchence stał podłużny półmisek z resztkami zeschniętych tagliatelli. Mały rondel z sosem grzybowym stał obok. Sos już poczerniał. Na desce do krojenia kilka plasterków pomidora powoli wsiąkało w drewno.
W zmywarce stały trzy talerze i kilka talerzyków, kieliszki, sztućce i jeszcze jeden rondel.
Z kranu rytmicznie kapała woda, kiepska uszczelka. Ten dźwięk było słychać w dzień i w nocy w całym mieszkaniu, ale para, która siedziała na sofie w salonie, nic nie słyszała.
Wokół nich leżały porozrzucane ubrania, tworzyły te linię prowadzącą z kuchni, przez przedpokój, do salonu: męskie skarpety, para spodni, spódnica, pończocha, bluzka z cienkiego materiału. Wokół sofy bluzka, majtki, koszula, slipy. Przez okno wpadały różne odgłosy. Tramwaje. Kilka samochodów. Nagły powiew wiatru. Śmiech kilku osób wy- chodzących z restauracji.
Kobieta i mężczyzna byli nadzy. Trzymali się za ręce. Siedzieli zwróceni do siebie twarzami. Tylko ich głowy wyglądały dziwnie.
Czy tak było? Czy tak miało być? Czy to ten obraz? Próbował o nim pomyśleć, zobaczyć go.
Był w kuchni. Przeszedł przez przedpokój. Ubrania leżały na podłodze. Zasłaniał dłonią oczy, kiedy podchodził do sofy. Spojrzał. Na sofie było pusto. Popatrzył jeszcze raz i zobaczył, że tam siedzą, zwróceni do siebie. Jej twarz tak dobrze znana.
Ich głowy. Ich GŁOWY. Przetarł mocno oczy. Słyszał odgłosy z ulicy, otworzył drzwi auta. Czuł deszcz na twarzy, kiedy wysiadł, a potem stał na ulicy przed domem.
Marzył, żeby się cofnąć w czasie. Ludzie, którzy przechodzili obok, nie wiedzieli, nie wiedzieli nic. Zupełnie nic. Nie wiedzieli, że żyją w raju.
Na sąsiedniej półce
-
[ książka, e-book ]Ciemne sekretyHans Rosenfeldt, Michael Hjorth -
[ książka, e-book ]Co zasiejesz, to zbierzeszMichael Hjorth, Hans Rosenfeldt -
[ książka ]PłaczkaCamilla Lackberg -
[ książka, e-book ]Sieć o drobnych oczkachHakan Nesser -
[ książka, audiobook, e-book ]NielegalniVincent V. Severski -
[ książka ]Prawy zabójcaHakan Nesser -
[ książka, e-book ]Wciąż żyjęMartta Kaukonen -
[ książka, e-book ]Grób w górachMichael Hjorth, Hans Rosenfeldt -
[ książka, audiobook, e-book ]Winy, które nosimyMichael Hjorth, Hans Rosenfeldt -
[ książka, e-book ]Przyszedł list z MonachiumHakan Nesser -
[ książka, e-book ]NiemowaMichael Hjorth, Hans Rosenfeldt -
[ książka, e-book ]Droga wstyduPascal Engman, Johannes Selaker
LINKI SPONSOROWANE

































