REKLAMA

Jak wytresować smoka 4. Jak złamać smoczą klątwę

zapowiedź
tytuł oryg.: How To Cheat A Dragon's Curse
autor: Cressida Cowell
przekład: Mariusz Gądek
wydawnictwo: Replika
seria: Jak wytresować smoka
wydanie: Poznań
zapowiedź: 26 maja 2026
forma: książka, okładka twarda
wymiary: 130 × 200 mm
liczba stron: 248
ISBN: 978-83-6874245-9

Bohaterowie ,,Jak wytresować smoka" powracają!

Czkawka, młody wiking o bystrym umyśle i nieco mniej imponującej posturze, staje przed zadaniem, które może zadecydować o losie całego plemienia. Smocza klątwa zatacza coraz szersze kręgi, a czas nieubłaganie ucieka. Aby ją przełamać, potrzeba czegoś więcej niż siły - liczą się spryt, lojalność i gotowość do podjęcia ryzyka.

W świecie, gdzie smoki mają własne sekrety, a wikingowie własne ambicje, Czkawka musi odnaleźć w sobie prawdziwego przywódcę. To opowieść o dorastaniu, odpowiedzialności i odkrywaniu, że największa moc kryje się w odwadze bycia sobą.

Kolejny tom bestsellerowej serii, którą pokochali widzowie i czytelnicy na całym świecie!

Fragment

Zimy w krainie wikingów zawsze były srogie.

Ale ta zima była najsurowsza od stu lat. Było tak zimno, że Posępne Morze kompletnie zamarzło, a wszystkie Wewnętrzne Wyspy zostały skute ze sobą wielką taflą litego lodu, miejscami grubego na dwa metry.

W pewien szczególnie mroźny poranek, kilka godzin przed śniadaniem, wydawało się, jakby cały zamarznięty świat wstrzymywał oddech. Powietrze było tak ostre jak rozbite szkło. Żaden dźwięk nie zakłócał czystej, śnieżnej ciszy.

Żaden dźwięk, oczywiście z wyjątkiem przeraźliwych, obłąkańczych wrzasków dobiegających gdzieś z powierzchni lodu.

Otóż niewielka grupka młodych chłopców wraz ze ich nauczycielem z Plemienia Kudłatych Chuliganów zdążała z małej wyspy Głuplandii, na której mieszkali, na leżącą na południu wyspę Łajdację.

Oczywiście nie w łodzi, ponieważ nie da się przepłynąć przez zamarznięte morze.

Pędzili po lodzie - o wiele za szybko - w ogromnych wikińskich SANIACH ciągniętych przez sześć śnieżnobiałych Szablozębnych Smoków Pociągowych, większych niż lwy i szybszych niż gepardy.

Straszliwe szalone wrzaski wydawał człowiek powożący saniami, Pyskacz Gbur. Pyskacz był nauczycielem kierującym Pirackim Programem Szkoleniowym na wyspie Głuplandii i wyglądał jak wielgachny potwór okutany w grube futra, a ze względu na jego brudną rudą brodę i kiepskie maniery można go było z łatwością pomylić z niedźwiedziem grizzly.

- Z ŻYCIEM, WY NĘDZNE BIAŁE ROBAKI! - ryczał na Smoki Szablozębne, trzaskając batem nad ich łbami. - MAM ŚLIMAKI, KTÓRE PORUSZAJĄ SIĘ SZYBCIEJ NIŻ WASZA ZGRAJA! MOJA BABCIA POTRAFI BIEC SZYBCIEJ, CHOĆ MA STO CZTERY LATA! WIIIOOOOO!!!

Jedno gigantyczne kudłate ramię strzeliło z bicza, który zwinął się w powietrzu niczym wielki czarny wąż, a drugie z obłąkańczym szałem potrząsnęło lejcami, sprawiając, że smoki rzuciły się do przodu w serii potężnych, nieskoordynowanych susów.

Za Pyskaczem w saniach siedziało dwunastu jego uczniów.

Dziesięciu z nich było szpetnymi młodymi zbójami, którzy w wariackim podnieceniu krzyczeli tak samo głośno jak ich nauczyciel.

- HUUUURAAAAA! - zawyli chórem, gdy sanie uderzyły w zaspę i poszybowały dziesięć metrów w powietrzu, po czym wylądowały z powrotem na lodzie z siłą wywracającą żołądek na nice. - HUUUUUURAAAAAAAAA!!!

Dwaj pozostali chłopcy byli mniejsi od reszty i zdecydowanie mniej rozentuzjazmowani.

- Cieszę się - jęknął Halibut Straszliwa Czkawka Trzeci, gdy sanie z okropnym zgrzytem i w tumanie lodowych drobin przechyliły się gwałtownie na jedną z płóz - cieszę się, że nie jadłem dziś śniadania, bo z pewnością by teraz wróciło...

Czkawka to w istocie Bohater tej opowieści, choć patrząc na niego, nigdy byście się tego nie domyślili. Mały, rudy i bardzo, ale to bardzo zwyczajny.

Śledzik, najlepszy przyjaciel Czkawki, chudy jak tyczka do fasoli chłopiec z astmą i zezem, wcale jednak nie słuchał. Siedział, mocno zaciskając powieki, i modlił się do Thora.

- Proszę cię, Thorze - błagał Śledzik - niech to się już skończy...

Modlitwy Śledzika miały wkrótce zostać wysłuchane.

Sanie zbliżały się do wielkiego czarnego klifu na Terytorium Zbirów i gnały zdecydowanie za szybko, by zdążyć przed nim wyhamować...

- Nie otwieraj oczu, Śledziku - poradził mu Czkawka.

Pyskacz Gbur podniósł się i z potężnym ,,PRRRRRRR!!!" pociągnął gwałtownie za lejce. Odchylił się tak mocno do tyłu, że znalazł się niemal w pozycji horyzontalnej. Szablozębne zatrzymały się raptownie w miejscu, sanie zatoczyły szalony łuk... i leciały teraz prosto w ścianę klifu z prędkością gwarantującą, że zaraz roztrzaskają się w drzazgi...

- AAAAAAAA! - wrzasnął Czkawka, też zamykając oczy.

Sanie z piskiem wyhamowały, lekko się jeszcze kołysząc. Czkawka otworzył oczy. O dziwo, wszyscy wciąż żyli. Ale gładka czarna ściana klifu znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od policzka Czkawki. Chłopak oparł się na chwilę ręką o skałę, aby uspokoić rozdygotane ciało.

- DOBRA! - zagrzmiał Pyskacz, gramoląc się z sań zupełnie nieporuszony przebiegiem zdarzeń. - CO TAK SIĘ CZAICIE? WYŁAZIĆ I STANĄĆ DO ZBIÓRKI, WY ŻAŁOSNE MYSIE BOBKI!

Na sąsiedniej półce

Szukasz książki, audiobooka? Skorzystaj z wyszukiwarki

Najnowsze informacje na Tu Stolica

Kup bilet

Znajdź swoje wakacje

Powyższe treści pochodzą z serwisu Wakacje.pl.

Polecamy w naszym pasażu