Galeria Młyn: malutka rupieciarnia na Zwycięstwa
11 grudnia 2015
Szkatułki, torebki, meble i przeróżne bibeloty - przeróżnej wartości i wieku cacka znajdziemy w działającej od kilku miesięcy Galerii Młyn przy ul. Zwycięstwa. Jej właścicielka, pani Maria, skupuje od sąsiadów niepotrzebne im już drobiazgi, dając leciwym przedmiotom szansę na drugą młodość.
Spotkanie z wilkiem w lesie? Leśnicy z Pułtuska przypominają ważne zasady
Wilk szary to jeden z najbardziej tajemniczych mieszkańców polskich lasów. Leśnicy z Nadleśnictwa Pułtusk przypominają, jak zachować się podczas ewentualnego spotkania z tym drapieżnikiem i dlaczego nie wolno dokarmiać dzikich zwierząt.
Jedni mogliby pozbyć się zbędnych przedmiotów, zarabiając w ten sposób jakieś drobne kwoty, inni kupić niedrogo w moim sklepie wszelkie drobiazgi, które byłyby dla nich przydatne - mówi pani Maria i śmieje się, że jej komis "galerię" ma tylko w nazwie, bo tak naprawdę to prawdziwa rupieciarnia.
Na dębowych regałach znajdziemy mnóstwo bibelotów, które ucieszą amatorów oryginalnych rzeczy: różnej wielkości szkatułki, ozdobne butelki, talerze czy wazony i dzbanki. Na ścianach obrazy, zegary. W Młynie nie brakuje też kobiecych ozdób - korale, wisiorki, apaszki i torebki oraz używanych ubrań. Są też meble, m.in. stylowy sekretarzyk z mahoniu, biurko kolonialne czy staromodny zestaw krzeseł ze stołem. Wśród masy przedmiotów można znaleźć też prawdziwe perełki, jak winylowe płyty czy naczynia rodem z modnego ostatnio PRL-u.
Komis działa od kilku miesięcy, wie o nim niewiele osób. Obecnie główną klientelę stanowią osoby starsze, zachęcone niskimi cenami.
- Ceny są bardzo różne, niektóre przedmioty kosztują złotówkę, inne kilkadziesiąt złotych. Cenę uzgadniam z klientem i zależy ona od stopnia zużycia danego przedmiotu, jego przydatności i wielu innych czynników. Kupujący przeważnie negocjują cenę i zawsze uzyskują rabat - mówi właścicielka Galerii Młyn, a klientka sklepu podkreśla, że mało jest tak klimatycznych i ciekawych miejsc w Legionowie.
- Ta galeria ma duszę. Często tu zachodzę i przeglądam te wszystkie drobiazgi, które kiedyś były na stołach u naszych babć, a nawet ich matek. Nie zdarzyło się jeszcze, bym wyszła stąd z pustymi rękami. Moim ostatnim nabytkiem jest cukierniczka za całe 2 zł.
AS
.








































